,,Zapytałam męża, czy umarłby dla mnie. Powiedział, że nie.''
Kiedy któregoś dnia wróciłam ze szkoły i zobaczyłam w pokoju paczkę z książką, która była lekka i niewielka, powiedziałam sama do siebie: ,,przecież nie zamawiałam książki, która byłaby takich niewielkich rozmiarów!''. Otwieram paczkę, a tam widzę ,,Dzieci demonów'' i nie mogę uwierzyć, że książka ma niecałe 270 stron! Nie wiem co sobie wymyśliłam, ale byłam przekonana, że książka będzie miała jakieś 800 stron. Dlaczego i jakim sposobem doszłam do takiego wniosku - to pytanie zadaję sobie przez kilka dni i nie umiem na nie odpowiedzieć. Ale przejdźmy do książki..
Do miasta wracają Wędrowcy w celu zabicia przeklętych, pomiotów demona. Kilka lat temu zesłano ich do podziemi, aby nie zarażali niewinnych ludzi skazą. Jednam mimo tego, po ziemi dalej chodzą demony, półdemony, które posiadają przeklętą krew. A wystarczy, że czegoś dotkną, skaleczą się, a w pobliżu będzie człowiek - wszystko zostaje skażone. Ludzie skażeni chorują - wymiotują, mają gorączkę. Dlatego właśnie Wędrowcy Erin Błogosławionej pojawiają się w mieście, aby wytropić dzieci demonów. Nie zrezygnują, dopóki nie zabiją wszystkich półdemonów. Rachel i Djoss, rodzeństwo które ucieka przed ludźmi, skrywa mroczną tajemnicę, a gdy wyjdzie na jaw, ich życie zawiśnie na włosku. Salvatore i Aggie - demon i dziewczyna z klasztoru, również zapłacą za to co zrobili.
Powieść stworzona przez J.M. McDermotta wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Pomysł na napisanie takiej książki, jest naprawdę ciekawy. W książce spotkamy się z dwoma sposobami narracji, jednym, gdzie przedstawiona jest teraźniejszość, rozmowy Wędrowców i drugim, w którym kobieta może widzieć wspomnienia Jony. Na samym początku, myślałam że większość uwagi będzie skupiona właśnie na Wędrowcach, a było zupełnie inaczej. Przez większość książki czytamy o tym co robił Jona, kogo spotykał, kogo zabijał, poznajemy go w dwóch różnych wcieleniach. Pierwsze, to co robi w dzień, jak jest na służbie, a drugie w nocy, kiedy powinien spać jak reszta kolegów, a robi dużo gorsze rzeczy. Według mnie przedstawienie wspomnień Jony było dużo ciekawsze, niż krótkie rozmowy Wędrowców, które praktycznie nic nie wnosiły do książki.
J.M McDermott napisał świetną książkę, która wciąga już od pierwszych stron. Napięcie, które odczuwa czytelnik i wiele emocji, które towarzyszą podczas czytania - tego łatwo nie da się osiągnąć, a autor doskonale sobie z tym poradził. Odkąd przeczytałam o Rachel, współczułam jej i jako postać bardzo ją polubiłam i z chęcią poznałabym taką osobę jak ona (jedynie bez przeklętej krwi). Inni bohaterowie zostali wykreowani na barwne, silne postacie, których nie da się zapomnieć ot tak.
Książka może niektórym osobom sprawiać trudność, ze względu na dwa sposoby narracji, przeskakiwanie z jednego tematu na drugi, ale ja nie odczuwałam czegoś takiego i książkę pochłonęłam bardzo szybko. Z chęcią sięgnę po następną część trylogii o Psiej Ziemi, dlatego z niecierpliwością będę wyczekiwała premiery. Powieść, mimo że jest napisana w ciekawy sposób i wciąga od pierwszy stron, zabiera odrobinę przyjemności z czytania, bo już na samym początku wiemy co się stanie. Gdyby nie to, pozycja ta byłaby jedną z moich ulubionych, ale i tak uważam ze jest to dobra książka, którą warto przeczytać.
Moja ocena 5/6 , 8/10
Za książkę dziękuję P.Marcinowi Zwierzchowskiemu i wydawnictwu Prószyński i S-ka!
