Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Dni krwi i światła gwiazd - Laini Taylor


Tytuł oryginału: Days of Blood and Starlight
Seria/cykl wydawniczy: Córka Dymu i Kości II
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 8 stycznia 2013

 „(...)wspomnienia są jak muchy, można je odgadnąć, ale nic ich nie powstrzyma przed powrotem”

Karou jest siedemnastoletnią dziewczyną, która w końcu poznała prawdę o sobie, o tym kim tak naprawdę była i jest. To czego się dowiedziała nie ułatwia jej życia, a bardziej je komplikuje... Uświadamia sobie, że pokochała wroga, który ją zdradził. Wobec takiego obrotu wydarzeń postanawia pomścić swoją rasę i odpokutować za to, co kiedyś zrobiła. W tym samym czasie Akivia poszukuje swojej ukochanej, o której zaginął słuch. Z determinacją szuka po niej śladów i próbuje ją odzyskać, ponieważ możliwa jej śmierć jest dla niego nieprawdopodobna. Zarówno ona jak i on mają nadzieję na lepszy świat i na to, że uda im się go uratować. Czy jednak będzie to możliwe, nie zależy wyłącznie od nich...

Dni krwi i światła gwiazd to kontynuacja Córki dymu i kości, po której spodziewałam się naprawdę wiele, a za co tym idzie miałam dość wysokie wymagania. To zapewne na tym się przejechałam i książkę odebrałam znacznie gorzej niż inne osoby, które ją czytały. Pierwszy tom mnie zachwycił swoją oryginalnością, delikatnością, romantycznością i postaciami niezwykle barwnymi i charakterystycznymi. Tutaj te elementy dalej gdzieś widać, ale nie tak wyraźnie jak tam. Wielki minus wędruje do grafika, który zepsuł oprawę - nie ma co słodzić, bo jest tak czy siak brzydka. Popatrzcie na jedynkę, dziewczynę z niebieską maską - wygląda to przeuroczo, a tutaj? Na pewno nie zachęci do sięgnięcia,  a przecież jej celem jest zwrócenie na siebie uwagi.

Wydaje mi się, że Laini Taylor uwielbia opisy, bo tutaj dialogów było naprawdę niewiele, a przez to całość czytało się powoli i ze znużeniem. Oczywiście pewne fragmenty były ciekawe i nostalgiczne, ale przecież całość nie opiera się tylko na tym. Musi być gdzieś ta akcja, to tempo, które powinno przyspieszać z rozdziału na rozdział, żebyśmy mieli czas na zaaklimatyzowanie się w tym świecie, a później przeżycie wspaniałej przygody. To odbiera urok tej opowieści, a szkoda bo liczyłam na to, że będzie tak samo jak w przypadku pierwszego tomu, a nawet i lepiej.

Historia została przedstawiona głównie z punktu widzenia dziewczyny - chimery (Karou) i chłopaka - anioła (Akivy), dzięki czemu mogłam ponownie poobserwować ich zachowania czy targające nimi emocje. Cieszę się, że autorka postanowiła kontynuować ten zabieg, ponieważ na podstawie tomu pierwszego i drugiego mogłam zobaczyć, jak zmieniali się bohaterowie i świat widziany ich oczami. O ile w Córce dymu i kości relacje ich łączące były ciepłe i sprawiały radość, tutaj budziły smutek i zaskoczenie.

Najmocniejszym atutem tej powieści jest jednak motyw przeistaczania dusz w chimery - to czym zajmował się Brimstone - Dealer Marzeń, a teraz jego pracę przejmuje Karou. Byłam niezwykle ciekawa, o co tak naprawdę w tym chodzi, na czym to polega i w końcu moja ciekawość została zaspokojona. Samo pojawienie się istoty tak naprawdę z kilku rzeczy, jest dla mnie nieprawdopodobne, a sam pomysł tego rytuału bez wątpienia oryginalny. Ponadto w tej części pisarka przybliżyła nam również życie samych aniołów i chimer - ich rasy, podziały, umiejętności oraz spojrzenie na konflikt oczami mniej znaczących postaci.

Dni krwi i światła gwiazd to powieść dobra, ale niestety zaniżająca poziom serii. Sięgną po nią z pewnością ci, których pierwsza część oczarowała tak jak mnie. Tylko trzeba pamiętać o tym, żeby nie wymagać od niej wiele, ponieważ możecie się zawieść i gorzej odebrać lekturę. Ogromnym plusem są nowi bohaterowie, wątki, dzięki czemu cykl w pewien sposób się rozwija i nie stoi w miejscu. Do kontynuacji podejdę z mniejszym entuzjazmem i wymaganiami, ale z chęcią zapoznam się z nowymi pomysłami autorki. Tylko niech Laini Taylor oszczędzi nam tych długich jak w Pustyni i w puszczy opisów!
Moja ocena 4/6, 6/10

Córka dymu i kości:
  Córka dymu i kości | Dni krwi i światła gwiazd

sobota, 9 marca 2013

Wędrówka przez sen - Josephine Angelini


Tytuł oryginału: Dreamless
Seria/cykl wydawniczy: Spętani przez bogów II
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 17 lipiec 2012
 „Jak mam o tobie zapomnieć? Jesteś częścią mnie. Żeby cię zapomnieć, musiałabym zapomnieć o sobie.” 

Minęły dwa tygodnie od czasu kiedy przeczytałam drugą część Spętanych przez bogów i nadal czuję się oszukana przez autorkę. Pewnie większość z Was w myślach teraz zada mi pytanie: 'Dlaczego?', a no dlatego że tom pierwszy wywarł na mnie tak ogromne wrażenie że wystawiłam mu szóstkę i opiewałam go zachwytem. Oczekiwanie na przeczytanie kontynuacji było podszyte nutką ekscytacji, która minęła gdy zaczęłam wgłębiać się w dalszą część przygód moich ulubionych bohaterów. Poczułam się jakby ktoś oblał mnie zimną wodą i sprowadził na ziemię pokazując przy tym szarą rzeczywistość i uzmysławiając, że nie powinno się polegać na kimś już po pierwszym kontakcie. Wędrówka przez sen zdecydowanie zaniżyła poziom trylogii, ale generalnie rzecz biorąc,mogło być jeszcze gorzej.

Helena jest potomkinią Heleny Trojańskiej i co najdziwniejsze, nadal stara się być normalną nastolatką, która codziennie siedzi na lekcjach w szkole, ale oprócz tego nie wszystko idzie zgodnie z jej planem. Jej zadaniem jest uwolnić od siebie i swojej rodziny klątwę, która spadła na sukcesorów. Nocami podejmuje się wędrówki do krainy bólu i cierpienia - królestwa Hadesa, która z dnia na dzień wyczerpuje ją coraz bardziej i zaczyna nie dawać rady. Jedyną osobą, która potrafi sprawić jej radość jest Lucas, który z niewiadomych powodów zaczyna ją odtrącać, a na jego miejsce trafia Orion - niesamowicie przystojny i pomocny chłopak, dzięki któremu cel całego przedsięwzięcia zaczyna nabierać barw i kształtów. Czy uda im się pokonać klątwę i czy Helena poradzi sobie z uczuciem do dwóch półbogów? 

Na korzyść książki z pewnością wpływa oprawa graficzna, która, powiedzmy sobie szczerze, przyciąga wzrok i zachęca do spojrzenia na opis i wszelkie napisy. Zdjęcie na okładce jest autorstwa Lary Jade, której twórczość bardzo cenię i cieszę się z faktu, że to właśnie jej praca stała się wizytówką drugiej części tej trylogii. Drugim pozytywnym aspektem powieści jest wprowadzenie nowego motywu - Podziemia, krainy całkowicie niebezpiecznej i ponurej, a mimo tego przedstawionej w bardzo interesujący sposób. Josephine Angelini wywołała u mnie niemałą ciekawość tym światem i uważam że to jeden z lepszych pomysłów, jakie wykorzystała. Kolejnym są bogowie - postaci całkowicie nowe, którym tym razem możemy przyjrzeć się z bliska i ocenić ich zachowanie, wygląd. Na tym polu również mogłabym pogratulować pisarce, ponieważ totalnie zaskoczyła mnie ich kreacją i tym, że praktycznie rzecz biorąc są tacy sami jak ludzie (albo bardziej głupsi i dziecinni).

Warto zwrócić uwagę na pozostałych bohaterów, którzy tak naprawdę odgrywają największą rolę w tej historii. Helena to jedna z tych osób, o których nie wiem co do końca powiedzieć - o ile wcześniej potrafiłam obdarzyć ją bezwarunkową sympatią, teraz nie mogę o tym do końca powiedzieć, ponieważ chwilami przypominała kogoś zupełnie innego i maksymalnie denerwującego. Na szczęście postać Lucasa pozostaje bez zmian na gorsze - fragment mojej recenzji, która znalazła się na okładce Wędrówki przez sen, w której jest mowa o zakochaniu w nim jest zgodna z prawdą. Nadal potrafił mnie czymś zadziwić, rozśmieszyć, wkurzyć i wywołać całą gamę emocji, dzięki czemu nie straciłam wiary w tę, zapowiadająca się tak świetnie, opowieść. Cała rodzina Delosów nadal jest tą samą, z którą spotkałam się wcześniej i z którą można przeżyć naprawdę ekscytująco każdy dzień. Na koniec pozostawiłam Oriona, ponieważ umieszczenie go tutaj z jednej strony podoba mi się, a z drugiej wręcz przeciwnie. Zacznę od pozytywnej strony - dzięki jego obecności sporo rzeczy musiało ulec zmianie, a to spowodowało że nie sposób było się nudzić. Ponadto i tak nie byłoby to możliwe, ponieważ facet opisywany jest tak, że czytelniczki mogą mieć problem z zachowaniem kamiennej twarzy, potrafi również rozbawić i wprowadzić jakąś swobodę w tak poważne zadanie jakim obarczona jest Helena. 

Z drugiej strony... Josephine Angelini stworzyła trójkąt miłosny! Nie piszę tego z podekscytowania, a zażenowania, ponieważ motyw ten zrobił się już sztuczny, nudny, nijaki, a został wprowadzony do tej książki i według mnie jest to totalnym nieporozumieniem.  Czytając powieść natknęłam się na parę fragmentów, w których rozmowa Oriona z Heleną była infantylna i w ogóle nic nie wnosząca, po której można było się domyślić, że pisarka nie miała w ogóle pomysłu na to jak opisać daną sytuację, w której chciała wywrzeć na czytelniku jakieś określone emocje. Sama nadal głowię się nad tym jakie, bo u mnie wywołały irytację i chęć rzucenia powieścią o ścianę. Kolejnym mankamentem jest odepchnięcie na bok wielu postaci i sytuacji z pierwszej części - chociażby ojca Heleny, treningów czy też przesiadywania na balkoniku. Ostatnim irytującym faktem jest to, że wydawnictwo Amber zamieszcza fragmenty recenzji wielu osób bez podpisania do kogo one należą, są jedynie podane strony z których są wzięte. Owszem, fajnie jest zobaczyć tam swoje dwa zdania, ale fajniej byłoby gdyby komuś chciało się przynajmniej podać nick danej osoby, czy nawet zapytać się o zgodę. No, ale po co?

Wędrówka przez sen to sequel Spętanych przez bogów, który niestety nie spełnił moich wymogów i moje uwielbienie do trylogii zmalało, mimo to nie żałuję sięgnięcia po niego, bo koniec końców są elementy, dzięki którym nie poddałam się i skończyłam czytać. Historia wciąga, ale nie jest tak ekscytująca jak w przypadku pierwszej części, gdy zaczyna robić się ciekawie, coś nagle się psuje i tak w kółko. Czy polecam sięgnięcie po nią? Uważam, że warto, ponieważ poznanie Oriona jest naprawdę intrygującym doświadczeniem, spotkanie trochę innego Lucasa również, a gdy to tego dorzucimy bandę rozwścieczonych i chorych na umyśle bogów może wyjść z tego coś w miarę sensownego i dla wielu z pewnością - niesamowitego. 
Moja ocena 4/6, 6/10 

Nadal mam do tej trylogii sentyment i wierzę w to, że trzecia część okaże się tak dobra jak trójka, dlatego też postanowiłam dać jej czwórkę, a nie 3+. Ponadto chciałam wspomnieć też o okładkach, polska podoba mi się, ale gdy zobaczyłam tę np. z Serbii czy z Włoch, aaa <3 Prawda, że są cudne?

Spętani przez bogów:
Spętani przez bogów | Wędrówka przez sen | Goddess

wtorek, 19 lutego 2013

Żelazna córka - Julie Kagawa


Tytuł oryginału: The Iron Daughter
Seria/cykl wydawniczy: Żelazny Dwór tom II
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: luty 2012
,,Cóż za kłamstwo. Nawet jak skończę dziewięćdziesiątkę, zapadnę na starczą demencję i zapomnę wszystko, to wspomnienie zimowego księcia będzie jak świecąca latarnia morska, która nigdy nie gaśnie.''

Są serie, które od samego początku przyciągają mnie jak magnes i zawsze z niecierpliwością wyczekuję premier kolejnych części. Do takich należy z pewnością Żelazny Dwór, który mnie oczarował swoją magią, romantyzmem i niebezpieczeństwem. Druga część została wydana rok temu, a ja dopiero teraz po nią sięgam, można by rzec że to już tradycja - wolę sięgać po coś trochę później kiedy minie na to szał . Chyba minął, nie?

Meghan Chase przebywa aktualnie w pałacu u królowej zimowych elfów - Mab. Jest tam, ponieważ dotrzymała obietnicy, którą złożyła Ashowi. Bohaterka nie wie dokładnie, jak długo znajduje się tam i czy  królowa kiedykolwiek wypuści ją jako wolną osobę. A nawet jeśli będzie miała możliwość powrotu do domu, co zrobi gdy dowie się, że tak naprawdę w świecie śmiertelników minęło sto lat i nikt już kogo kochała, nie żyje? Mroczny Dwór skrywa w sobie tajemnice o jakich nawet nie myśleliście, a Mag i jej synowie zaczynają knuć nowe intrygi, poniżając przy tym Meghan. Dziewczynę, która zdała sobie sprawę, że w świecie magicznych elfów jak i stworów żelaza zakochała się w kimś, w kim nigdy nie powinna. 

„- One wszystkie widzą tylko zewnętrzną skorupę, a nie to, kim naprawdę jestem, w głębi. A ty tak. Przejrzałaś moje uroki i iluzje, nawet te, które okazuję swojej rodzinie, tę farsę, którą gram, by przetrwać. Ty dostrzegłaś, kim naprawdę jestem, a mimo to wciąż tu jesteś. - Przesunął kciukiem po mojej skórze, pozostawiając pasmo lodowatego żaru. - Jesteś tu, a jedyny taniec, jakiego pragnę, to ten.”

Sięgając po Żelazną córkę nie miałam żadnych obaw przed tym, że może mi się nie spodobać, ponieważ po przeczytaniu waszych recenzji, zdałam sobie sprawę z tego, że właściwie nie ma czego się bać. Pisarce można bez wątpienia zaufać, a wiedzą to wszyscy, którzy czytali tom pierwszy, Żelaznego króla. Pamiętam, że kiedy rok temu przewracałam ostatnią kartkę czułam ogromny niedosyt, chciałam stanowczo więcej. W końcu się tego doczekałam, moja ciekawość została w miarę zaspokojona i mogę napisać, że autorka zrobiła kawał dobrej roboty.

Na kartkach powieści odżywa świat, który wyobrażaliśmy sobie jako małe dzieci, świat nieziemsko pięknych i przerażających elfów, czerwonych kapturków, śmiertelników. Połączenie ze sobą pięknej, dobrej i ciepłej magii z równie piękną, ale złą i zimną wywołuje niecodzienne emocje nie tylko na twarzy ale również gdzieś w środku duszy czytelnika. Dodajmy do tego świetną kreację bohaterów, którzy posiadali swoje charakterystyczne cechy, byli barwni, wyraziści i bez wątpienia można uznać ich za oryginalnych. Takich, którzy zostają w pamięci  na naprawdę długi czas. Język jakim posługuje się Julie Kagawa jest prosty w odbiorze, poetycko działa na wyobraźnię i oczarowuje na każdym kroku.

„Myślałem, że los spłatał mi okrutnego figla. Że dziewczyna, która mogłaby być lustrzanym odbiciem Arielli, dotrzymywała towarzystwa mojemu zaprzysięgłemu wrogowi... Tego było za wiele. Chciałem zabić was oboje.”

Żelazna córka jest jednak niestety odrobinę gorsza od tomu pierwszego, ponieważ kiedy tam było całkiem sporo Asha, mojego ukochanego bohatera, tutaj pojawiał się na chwilę i znikał. A główna bohaterka nie mogła bez niego żyć, nie zadręczając się myślami, że za nim tęskni itd. To zimowy książę wzbudzał we mnie tak silne emocje, że nie mogłam odłożyć książki na chwilę. Czytałam mimo bólu oczu i dość późnej pory, ponieważ chciałam zobaczyć jak się to wszystko zakończy. Poza tym nie mogłabym spać, gdybym się tego nie dowiedziała. Nie podobało mi się również to, że bohaterowie mało przebywali w krainie Nigdynigdy i przez to nie spotykali na swojej drodze tak wielu ciekawych istot, jak wcześniej, tak ciekawych i naturalnych miejsc. Ponadto w moim egzemplarzu jest powtórzony pewien fragment, mam stronę 80, a obok 65 i jest kilka literówek.

Żelazna córka to powieść z pięknie opowiedzianą historią, która chwyta za serce i sprawia, że staje się nam bardzo bliska. Spotkamy tutaj elementy, za które pokochałam ten cykl - nutkę romantyzmu, magię, szybko mknącą akcję, nietuzinkowych bohaterów i piękny język, który oczaruje każdego z Was. Mimo pewnych wad, książka staje się jedną z ulubionych, ponieważ sprawiła, że zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie, a dzięki temu mogłam wejść do krainy Nigdynigdy, której nigdy nie chciałabym opuścić. Ponadto zakończenie, zakończenie które wprawiło mnie w totalny stan osłupienia i nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Że to stało się możliwe. Żelazna córka to pozycja bez dwóch zdań - świetna! Polecam!!
Moja ocena 5/6, 8/10
***
Czy muszę też pisać, że jestem TEAM ASH? :D Chłopak mnie w sobie rozkochał i strasznie go było tutaj mało, więc będę marudzić. Ale następna część zapowiada się bardzo obiecująco, bo po takim zakończeniu w końcu  spełni się moje marzenie co do Żelaznego Dworu. <3 Wam oczywiście polecam z całego serca tę serię. :)
„- Ależ jestem pokręcona – wyszeptałam, padając na łóżko. Pęknięcia w suficie uśmiechnęły się do mnie szyderczo. – Co ja mam zrobić? – jęknęłam. 
- Najlepiej rozpaczać w ciszy, żebym mógł zasnąć.”
Kocham kota! :D
Żelazny Dwór:
Żelazny król | Żelazna córka | Żelazna królowa | Żelazny rycerz

poniedziałek, 30 lipca 2012

Córka dymu i kości - Laini Taylor


Tytuł oryginału: Daughter of Smoke and Bone
Seria/cykl wydawniczy: Córka dymu i kości, tom I
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: styczeń 2012
 ,,Nadzieja ma wielką moc. Może nie ma w niej prawdziwej magii, ale jeśli wiesz, na co masz nadzieję,    
i pielęgnujesz ją wewnątrz siebie jak światło, możesz sprawić, że to się stanie, prawie jak za pomocą magii."


Karou jest nietypową dziewczyną - ma jaskrawoniebieskie włosy, ciało pokryte tatuażami i bliznami, i na dodatek prowadzi podwójne życie. Jedno jako artystka w Pradze, a drugie w tajemniczym sklepie Brimstone'a - Dealera Marzeń. Nastolatka nie wie kim jest, skąd pochodzi, wie jednak, że nie dowie się tego od swojej najbliższej rodziny - chimer. Wysyłana w różne zakątki świata, przemierza ulice aby odebrać ważne dla Brimstone'a rzeczy od jego stałych współpracowników. Jej życie, mimo że dziwne do tej pory biegło normalnie, jednak wszystko się zmienia kiedy na sekretnych drzwiach pojawiają się odciski dłoni skrzydlatych nieznajomych. W jednej z wypraw Karou spotyka Akivę, który chce ją zabić, ale powstrzymuje się w ostatniej chwili.. Dlaczego? Przekonajcie się o tym sami!

,,Córkę dymu i kości'' chciałam przeczytać odkąd pojawiła się na polskim rynku, ponieważ kiedy przeczytałam opis wiedziałam, że książka przypadnie mi do gustu, a swoje też zrobiła okładka, która jest piękna. Sięgając po nią przeczytałam mnóstwo krótkich opinii, które znajdują się na okładce tej powieści praktycznie wszędzie; magiczna, perfekcyjna, wciągająca. Niemniej jednak to mnie nie zraziło jak to czasami bywa, a jeszcze bardziej zachęciło do zapoznania się z tą pozycją. Zaczęłam przygodę z nią i przepadłam - słowa mnie oczarowały i nie odłożyłam jej dopóki nie skończyłam.

„Dawno, dawno temu, anioł i diablica zakochali się w sobie. Nie skończyło się to dobrze.”

Laini Taylor pisze pięknym, magicznym, subtelnym i zarazem prostym językiem, dzięki czemu od lektury nie można się oderwać. To co stworzyła autorka jest wprost genialne! Poznajemy zupełnie coś nowego - anioł + diablica, spotkaliście kiedyś takie połączenie? Bo ja nie. Pisarka skrupulatnie przedstawia nam dwa światy, w których żyje Karou i każdy na swój sposób jest nietuzinkowy. Chimery, które się nią opiekują jak się okazuje są zupełnie inne od tych, które można poznać później, a anioły nie są takie święte jak każdy myśli. Do tego dochodzą zwyczajni ludzie nierozumiejący wielu wydarzeń, które miały miejsce na ich oczach. 

Historię widzimy z perspektywy widzenia Karou i co jakiś czas też Akivy, a dzięki takiemu zabiegowi możemy lepiej poznać głównych bohaterów, ich myśli, uczucia i zdanie na temat otaczającego świata. Dziewczyna jest oryginalna, nietypowa i bardzo charakterystyczna, o czym świadczy jej wygląd, odwaga i ogromny talent - potrafi rysować postacie, które sobie wyobraża, a jej portfolio jest bardzo sławne i każdy chce je zobaczyć. Natomiast o tajemniczym chłopaku wiemy dużo mniej, a jeszcze mniej Wam o nim napiszę niż wiem, aby nie zdradzać wielu informacji. Akiva przybył aby zakończyć to co już trwa tysiące lat - wojnę serafinów przeciw chimerom. Jest przystojny, ma oczy tygrysa, praktycznie nigdy się nie uśmiecha i jego twarz nie wyraża żadnych emocji...

„Pozostać szczerym w obliczu zła to dowód prawdziwej siły.” 

Akcja powoli nabiera tępa, nic nie dzieje się szybko i nagle. Laini Taylor przedstawia nam wyobrażony przez siebie świat w opisach, które nie nudzą, a czyta się je z wielką przyjemnością. Wszystko utrzymane jest w wielkiej tajemnicy i strona za stroną czuć większe napięcie, a ciekawość się powiększa. Bo tak naprawdę nie wiemy nic - tyle samo co bohaterka. A kiedy wszystko wyjdzie na jaw, nie będziecie mogli w to uwierzyć. Pisałam już dużo o pozytywnych stronach tej książki, a przecież też są jakieś negatywne. No właśnie. Powieść bardzo przypadła mi do gustu, wciągnęła mnie, a postacie bardzo polubiłam. Jednak jest jakieś ''ale''. Mogłabym napisać, że pozycja ta jest świetna, ale też dziwna i nie skłamałabym, bo taka właśnie dla mnie była i jest. Zakończenia, w którym większość spraw się wyjaśniło, wyczekiwałam od początku, ale tutaj też dużo się pokomplikowało i wyszło z tego nie wiem właściwie co. Macie czasem takie wrażenie, że coś Wam się bardzo podoba, ale jeden detal psuje całość i nie można już o tym powiedzieć, że jest to dzieło? Właśnie ja mam tak w przypadki tej powieści, tylko jest jeden problem - nie wiem co mi się nie spodobało, może to co zrobił pod koniec Akiva, albo to co powiedziała Karou? Naprawdę nie wiem.

,,Córka dymu i kości'' to bez wątpienia oryginalna i wspaniała powieść przeznaczona nie tylko dla młodzieży, ale i dla dorosłych. Autorka stawia wiele pytań, na które każdy czytelnik powinien odpowiedzieć sobie podczas czytania. Stworzyła nietuzinkowy świat i bohaterów, których można już od samego początku polubić. Polecam sięgnąć po tę pozycję, bo naprawdę warto. Ja już z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu..
Moja ocena 5/6, 8/10
A tu trailer:

sobota, 21 lipca 2012

Strąceni - Gwen Hayes


Tytuł oryginału: Falling Under
Seria/cykl wydawniczy: Strąceni, tom I
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: lipiec 2011
„Wszystko zmieniło się tej nocy, kiedy zobaczyłam, jak płonący chłopak spada z nieba”.

Wiele dziewczyn marzy o miłości, która będzie wyróżniała się na tle innych, która zacznie się nagle i przez przypadek. Czy właśnie nie dlatego lubimy czytać książki z gatunku romansu paranormalnego? To właśnie dzięki nim można uwierzyć w wiele rzeczy i przeżyć niesamowite przygody z bohaterami. Tym razem chcę napisać kilka słów o jednej z takich powieści, a mianowicie o ,,Strąconych'' Gwen Hayes, która wbrew pozorom jest historią, jakiej wcześniej nie mieliście okazji poznać.

Theia jest siedemnastolatką, która straciła matkę i mieszka z surowym ojcem, zabraniającym wielu rzeczy pod pretekstem chronienia jej. Życie dziewczyny nie różni się niczym od innych, ma przyjaciółki - Donnę, która nieustannie podrywa facetów i Amelię interesującą się magią, ezoteryką. Jednak to się zmienia, gdy spotyka płonącego chłopaka spadającego z nieba. Od tej pory podczas snu za każdym razem znajduje się w mrocznym labiryncie, który doprowadza ją do kogoś.. Haden, którego pragnie, odtrąca ją - bo jeśli ją dotknie.. Wtedy wszystko co kocha - straci, zarówno ona jak i on.

Historia została przedstawiona z perspektywy dwóch osób - Hadena i Thei, jednak większość fragmentów widzimy oczami dziewczyny. Według mnie narracja podzielona między dwóch głównych bohaterów to doskonały pomysł, ponieważ dzięki temu możemy się bliżej przyjrzeć każdemu z nich. Jest jeszcze jeden plus takiej zamiany, a mianowicie dużo emocji, które towarzyszą czytelnikowi podczas czytania. Wyobraźcie sobie, że wiecie co czuje zarówno Haden i Theia, a oni znają tylko swoje tajemnice i uczucia! 

Język jakim posługuje się autorka jest prosty i idealnie dopasowany do wielu sytuacji, w jakich znaleźli się nasi bohaterowie. Haden z chłopaka w fraku, potrafi przemienić się w kolesia w dżinsach, dlatego jego styl mowy różni się w zależności od tego gdzie się znajduje. Siedemnastolatka wychowana przez perfekcyjnego ojca, nie może być wyluzowana jak większość dziewczyn w jej wieku, musi zawsze siedzieć prosto i odzywać się tak jak przystało damie. Ona jednak taka naprawdę nie jest, ponieważ w środku drzemie w niej buntowniczka, której nikt nie przeszkodzi w dążeniu do pewnego celu..

Gwen Hayes stworzyła unikatowy świat, którego wcześniej u nikogo nie spotkałam. Od kiedy ta powieść została wydana, pragnęłam ją przeczytać, ponieważ wiedziałam, że mi się spodoba. I tak też się stało, bo kiedy zaczęłam czytać, nie mogłam przestać. Nie żałuję zarwanej nocy na tak niesamowitą i zarazem niebezpieczną przygodę z demonem i piękną nastolatką.

Wiele osób zapyta pewnie czy są jakieś minusy tej powieści. Owszem - jest jeden. Jednak nie jest aż tak bardzo znaczący, że mogłabym przez niego przestać lubić ,,Strąconych''. Czytając rozdział, w którym *Góra jest dołem*, na początku byłam miło zaskoczona takim biegiem wydarzeń, a później zawiedziona, ponieważ ta zamiana była aż za bardzo absurdalna.

Podsumowując, ,,Strąceni'' to wciągająca i barwna historia, która powinna przypaść do gustu miłośnikom gatunku romansu paranormalnego jak i osobom, które poszukują w literaturze czegoś zupełnie innego, różniącego się od schematycznych powieści. Jest to bez wątpienia jedna z lepszych takich pozycji na rynku i warto po nią sięgnąć. Jestem pewna, że sięgnę po drugą część - ,,Śniąc na jawie'', która pojawi się w księgarniach już w sierpniu 2012 roku. Nie zwlekajcie = czytajcie!
Moja ocena 5+/6, 9/10

niedziela, 12 lutego 2012

Żelazny król - Julie Kagawa


Tytuł oryginału: The Iron King
Seria/cykl wydawniczy: Żelazny Dwór I
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: marzec 2011 

 „Miał na sobie proste ciemne spodnie i białą koszulę, a u pasa miecz. Nadal niebezpieczny. Nadal nieludzki i zabójczy. Nadal był najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek widziałam. Jego srebrzyste oczy odnalazły mnie i skłonił głowę.”

Wiele dziewczyn czeka na dzień, w którym ukończą szesnaście lat. To nie jest zwykła liczba, bo ,,sweet sixteen'' oznacza liczne imprezy, a w każdej kulturze wygląda to inaczej. Nawet w Polsce staje się to coraz popularniejsze. Ukończenie tego wieku, dla wielu to odnalezienie swojej prawdziwej miłości, spełnianie marzeń. W książce, którą dzisiaj chcę wam przedstawić, a mowa tu o Żelaznym królu, główna bohaterka nieco różni się od innych dziewczyn..

Megan Chase przez praktycznie wszystkich jest wyśmiewana, można powiedzieć że ludzie ze szkoły zrównali ją z ziemią. Ma jednego przyjaciela, jedyną osobę która ją szanuje i lubi - Rob. W dniu którym kończy szesnaście lat, zaczyna widzieć rzeczy, których nie powinna widzieć. Rob wyjawi jej całą prawdę o sobie i o świecie z którego przybył, aby ją chronić. Otworzą się przed nią drzwi do świata, w którym wszystko jest inne - piękne i zarazem przerażające. Wyruszy w podróż za ważną dla niej osobą, którą ktoś porwał. Megan będzie musiała podjąć wiele trudnych decyzji, będzie musiała wybierać pomiędzy swoim przyjacielem, a mrocznym księciem. Czy uda jej się uratować Etana? Czy będzie potrafiła postawić się Żelaznemu królowi? 
.
Mogłabym napisać tylko: ,,Kocham tę książkę, mimo kiepskiego początku. Zakochałam się w dwóch facetach jednocześnie - Puk i Ash. Zadziwiająco niesamowicie piękna i przerażająca historia z nutką romantyzmu.''. Wybaczylibyście mi? Wczoraj przez cały dzień pisałam recenzje i wciskałam klawisz delete, bo nie umiałam o niej pisać i nadal nie umiem. Minęły dwa dni od przeczytania ostatniej strony, a ja nadal czuję, że jestem w świecie Nigdynigdy i nie potrafię go opuścić!

Zacznijmy więc od początku historii, którą wyśmiałam - serio. Pierwsze kilka stron, na których główna bohaterka opowiada o tajemniczym zniknięciu swojego ojca i o tym, że mieszka na wsi i ma świnie - wbiły mnie w fotel i śmiałam się do łez. Pierwszy raz spotkałam się z takim dziwnym początkiem, dużo lepiej byłoby gdyby autorka dała święty spokój tym świniom, a wieśniarę-główną bohaterkę zamieniła na zwykłą dziewczynę. Lepiej, prawda?

Po tych nieszczęsnych kilku stronach zaczyna robić się ciekawie i w końcu zapomniałam o pierwszej charakterystyce bohaterki. Odkrycie prawdy przez Megan i wejście do drugiego świata - tutaj wszystko się zaczyna i od tej pory powieść wręcz pokochałam. Za język, za styl, za bohaterów, za doskonale wykreowany świat, za ciekawe dialogi i opisy, za wiele emocji towarzyszących mi podczas czytania, za niespodziewane zwroty akcji, za trudne wybory i piękne historie. Książka niesamowicie mnie wciągnęła, autorka zaprosiła mnie do baśniowego świata, z którego nadal nie chcę wracać! 

Kiedy przeczytałam fragment, w którym bohaterka pierwszy raz w Nigdynigdy poznała Asha, miałam wrażenie że kolana się pode mną ugięły. Pisałam chyba kiedyś, że mam słabość do niesamowicie przystojnych, zimnych i aroganckich bohaterów płci męskiej w książkach, prawda? No więc, Ash i Puk są dopisani do mojej głupiej lisy, chociaż nie pobili Jace'a z Darów Anioła i Dymitra z AV.

Żelazny król to książka, która zabierze Was w podróż po świecie, który przeraża i zachwyca jednocześnie. Umiejętne łączenie wielu elementów fantastycznych jest na pewno mocną stroną autorki. Julie Kagawa napisała niezwykle interesującą powieść, którą chciałabym móc poznać od nowa, oprócz początku. Z niecierpliwością będę oczekiwała drugiego tomu. Polecam!
Moja ocena 5,5/6 , 9/10

sobota, 7 stycznia 2012

Spętani przez Bogów - Josephine Angelini

,,Helena usłyszała, jak Lucas śmieje się do siebie. Zapuścił silnik. Ten ciepły dźwięk sprawił, że ona też się uśmiechnęła.''

Mitologię grecką, zna praktycznie każdy, albo przynajmniej o niej słyszał. Nie mogę powiedzieć, że znam wszystkie mity i wszystkich bogów greckich - ale tych najważniejszych tak. Kiedy kilka miesięcy temu, przeczytałam opis ,,Spętanych bez Bogów'', wiedziałam, że przeczytam tę książkę prędzej, czy później. Mitologia grecka połączona z licealną codziennością? Byłam pewna, że pozycja ta przypadnie mi do gustu i tak też się stało.
,,Myślisz, że jesteś niepopularna? Nie minęła godzina odkąd wylądowałem na wyspie, i już zdążyłem usłyszeć o pięknej, doskonałej, wręcz niebiańskiej Helenie Hamilton. Wiesz, że tak właśnie nazywają cię chłopcy? Niebiańska Helena?''

Główną bohaterką jest Helena, nieśmiała dziewczyna, za którą ogląda się praktycznie każdy chłopak. Jednak ona dotąd nie miała żadnego chłopaka. Od zawsze wiedziała, że nie jest normalną nastolatką - biegała najszybciej i nigdy się nie męczyła, spadła z dachu, nie łamiąc żadnej kości i nigdy, jej nikt nie skrzywdził. Wszystko układało się dobrze do momentu, w którym dowiedziała się, że do miasta wprowadziła się rodzina Delosów. Odtąd zaczęła miewać koszmary, a gdy budziła się, miała poranione i ukorzone stopy. Na dodatek, zaczęła nienawidzić tej rodziny, a najbardziej Lucasa - bo w głębi serca wiedziała, że musi go zabić.. Jednak to nie jedyne problemy Heleny, ktoś kilkakrotnie chce ją porwać, a Kreon pragnie jej śmierci. Czy pogodzi się z Lucasem i przyjmie ich ofertę? W końcu od teraz, walczy o swoje życie..

,,-Co jest ciekawe? - spytał przechodzący korytarzem Jazon. Wsunął głowę do pokoju i zobaczył, na co patrzy jego brat. - O, do diabła!

Josephine Angelini, doskonale przeplata mitologię ze zwykłą codziennością. Opowieść wciąga już od pierwszych stron, bo rzadko kiedy, główna bohaterka jest nieśmiała i jednocześnie nieziemsko piękna. Język autorki jest lekki, piękny i hipnotyzujący. Nie można nazwać tej powieści, nudną i monotonną - historia jest niecodzienna, romantyczna i dowcipna. Dlatego, właśnie dzięki takiej fabule, książka trafia na listę ulubionych, bo nie jest pospolita.

,,Czy to ma znaczenie, co ktokolwiek z nas czuje? - mruknął pod nosem. - Jeśli połączę się z Heleną, znowu wybuchnie wojna. I żadne pragnienia tego nie zmienią.''

Bohaterów, którzy zostali przedstawieni jako wyraziste i barwne postacie, bardzo polubiłam, już od samego początku. Nie sądziłam, że polubię tak główną bohaterkę - bo przeważnie mnie denerwują swoim zachowaniem, a tutaj było zupełnie inaczej. Mało co nie zabiła najprzystojniejszego chłopaka, to chyba nie zdarza się często? Faceci z rodziny Delosów byli tak zabawni, przystojni i niebezpieczni, że nie sposób ich nie lubić! A co do dziewczyn, Kasandra mnie przerażała (zobaczycie sami, zresztą) i przez całą książkę jej współczułam.. Ari, wesoła i miła. Każdy z Sukcesorów jest potomkiem bogów, każdy z nich ma jakieś talenty. Jak w każdej tego typu książce, jest wątek zakazanej miłości, a tutaj jest jeszcze ciekawiej. Przekonacie się zresztą sami.

,,Spętani przez Bogów'' jest niesamowitą i wciągającą historią, którą trzeba przeczytać. Zakochałam się w Lucasie i w całej tej powieści. Fabuła nie zanudza nawet przez chwilę, akcja pędzi w zawrotnym tempie, przez co nie da się odłożyć książki na bok. Nie mogę już doczekać się następnej części! Polecam serdecznie, naprawdę naprawdę warto!
Moja ocena 6/6 , 10/10

Zapraszam do obejrzenia i przesłuchania:
 

poniedziałek, 30 maja 2011

Córka Burzy - Richelle Mead

W sercu pustka, w umyśle burza...

Jest seksowna i niebezpieczna.

Niepokonana w obliczu zła i bezradna wobec niepokojącej przepowiedni… i nieziemskiej namiętności.

Eugenie Markham zarabia na życie wypędzaniem duchów i innych pozaziemskich szumowin nawiedzających świat śmiertelników.

Teraz musi odnaleźć nastolatkę uprowadzoną w zaświaty. I staje się celem najgroźniejszych paranormali. Wprawdzie posługuje się z równą wprawą różdżką jak pistoletem, ale potrzebuje sojuszników – i znajduje ich: w uwodzicielskim czarowniku i olśniewająco przystojnym zmiennokształtnym. Lecz żaden z nich nie ocali jej przed największym niebezpieczeństwem – jakie kryje się w samej Eugenie. I w mrocznych mocach, które budzą się niej do życia…

Z twórczością Richelle Mead, spotkałam się czytając serię ,,Akademia Wampirów''. Jej styl pisania, pomysły i oryginalność sprawiły, że z chęcią sięgnęłam po ,,Córkę burzy''. Oprócz tego przyciągnął mnie sam tytuł, bo kocham patrzeć się przez okno kiedy jest burza i niebo robi się białe a ziemia cała drży. A co do okładki, powiedzenie ''nie oceniaj książki po okładce'', nie pasuje tutaj, ponieważ jest tak ładna, że nie można oderwać od niej wzroku.

Jak czułybyście się gdyby wszyscy płci męskiej pragnęli mieć z wami dziecko? Musiałybyście się bronić, a żeby to zrobić musicie być silne.

Taka jest Eugenie Markham, czyli główna bohaterka - seksowna, niebezpieczna i silna. Jej głównym zadaniem jest wypędzanie duchów i innych pozaziemskich istot do Tamtego Świata. Wszystko się zmienia, gdy dowiaduje się, że jest kluczem do spełnienia się przepowiedni. Jej celem jest odnalezienie dziewczyny, która została uprowadzona w zaświaty. Jak się okazuje, to łatwe w cale nie jest, bo potrzebuje sojuszników. Znajduje ich jako Doriana i Kiyo. Jednak, aby wygrać bitwę musi poznać i nauczyć się kontrolować swoją moc. Tylko dzięki temu może przetrwać i uratować Jasmine.Czy ją uratuje? Czy wygra bitwę? Czy nauczy się kontrolować swoją moc? Prawdopodobnie tak. Ale pozory mylą..

Styl pisania tej autorki jest niesamowity, magiczny, wspaniały. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. To jak opisuje niektóre sytuacje sprawia, że czuję się jakbym była na miejscu Eugenie i przeżywała to co ona. Jednak po przeczytaniu czuję niedosyt, chcę więcej. Dlatego drugą część przeczytam obowiązkowo :)

Książki Richelle Mead wyróżniają się spośród innych i nie jestem tym zdziwiona. W Córce Burzy, zaskoczyła nas po raz kolejny. Niecodzienna i oryginalna fabuła. Już po kilkunastu stronach wciąga czytelnika i nie pozwala odejść nawet na chwilę. Myślałam, że ta lektura, będzie przypominała mi Akademię Wampirów, jednak nie doszukałam się takowych podobieństw. Podczas czytania nie zwracałam zbytnio uwagi na to czy są jakieś podobieństwa między tą książką a innymi. Ale teraz nie przychodzi mi nic do głowy.

Podsumowując to Córka Burzy przypadła mi do gustu. Największym zaskoczeniem dla mnie był temat gwałtu, ponieważ wszyscy chcieli mieć Eugenie tylko dla siebie. Nie obchodziło ich, to że ona tego nie chce. Ten temat nie podobał mi się i to jak ciekła im ślinka na jej widok, było obrzydliwe. Ci którzy lubią twórczość Richelle Mead powinni sięgnąć po tę pozycję, aby samemu ocenić plusy i minusy. Gwarantuję że na nudny wieczór taka książka jest dobrym wyborem!
Moja ocena - 5,5/6