Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka literatury angielskiej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka literatury angielskiej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lipca 2014

Wichrowe Wzgórza - Emily Brontë

„Nie mogę żyć bez mego życia! Nie mogę żyć bez mojej duszy!”

Klasykę warto znać, mówili. Wichrowe Wzgórza trzeba przeczytać, mówili. Mówili też, że są świetne i często się do nich wraca. Z przykrością stwierdzam, że mnie one nie porwały, a bardziej zirytowały i wrócę do nich w myślach jedynie wtedy, gdy będę przypominać sobie najgorsze książki, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Pozycja Emily Brontë będzie chyba w pierwszej trójce, świetne wyróżnienie. Ale zacznijmy od początku.

Przełom XVIII i XIX wieku. Właściciel majątku Wuthering Heights przywozi do domu chłopca, którego znalazł na ulicach Liverpoolu. Swoje dzieci prosi o to, by traktowały przybysza jak brata. Pomiędzy nim a Cathy rodzi się przyjaźń, przez którą przestają obchodzić ich ludzie, z którymi żyją. Ich więź przeradza się w coś większego - w namiętność, która jest mroczna i dzika. Pokazuje ona złą stronę ludzkiej natury widoczną u Heathcliffa i Catherine. Za to będą musieli zapłacić nie tylko oni, ale również przyszłe pokolenie.

Naprawdę miałam nadzieję, że książka tej znanej pisarki przypadnie mi do gustu. Po początku, który nie spodobał mi się, stwierdziłam, że dalej musi być lepiej. Ale nie było. Miałam wrażenie, że jest coraz gorzej. Wiem, że praktycznie każdemu ta książka się podoba i nie potrafię tego zrozumieć. Próbowałam spojrzeć na tę powieść z różnych perspektyw i zauważyć w niej coś niepowtarzalnego i niczego takiego nie było. Jeszcze nigdy nie czytałam żadnej pozycji tak długo, tę męczyłam parę miesięcy (nawet Lalkę skończyłam po dwóch).

Oprócz tego, że jest nudna, to ma dziwnych bohaterów, których w żaden sposób nie da się polubić, zrozumieć czy chociażby zainteresować ich losami. Ich zachowania były dla mnie sztuczne, a oni sami tym co robili sprawiali wrażenie psychicznych. Catherine i Linton powinni zostać gwiazdami przedstawień histerycznych, sprawdziliby się świetnie.

Wichrowe Wzgórza są dla mnie totalną pomyłką. Nie odnalazłam się w tej historii, która zapowiadała się na mroczną, tajemniczą i ciekawą. Bez wątpienia wolę powieści sióstr Emily, w których przynajmniej działo się coś interesującego i wciągającego. Tutaj czegoś takiego nie było. Osobiście nie polecam.
Ocena 1/6
Książka otrzymana od wydawnictwa MG.

piątek, 23 listopada 2012

Shirley - Charlotte Brontë


Tytuł oryginału: Shirley
Wydawnictwo: MG
Data wydania: czerwiec 2011
Książka dostępna tutaj: .klik.

„Ludzkie serce potrafi wiele ścierpieć. Potrafi pomieścić w sobie więcej łez, niż ocean mieści w sobie wody. Nigdy nie wiemy, jak głębokie-jak szerokie jest nasze serce, póki nieszczęście nie napędzi nad nie chmur i nie zacznie na nie spływać czarny deszcz.”

Kilka miesięcy temu pisałam o książce jednej z sióstr Brontë - Lokatorce z Wildfeel Hall, którą odebrałam bardzo dobrze i wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Właśnie wtedy sięgnęłam po pozycję drugiej siostry - Charlotte Brontë z wysokimi oczekiwaniami i na początku się niestety zawiodłam. Nie umiałam, nie mogłam wczuć się w tę historię - początek czytałam, ale nie wiedziałam o czym i powtarzałam to kilka razy. Tak było przez dłuższy czas i właśnie dlatego tak długo ,,męczyłam'' Shirley. Od czasu do czasu miałam ochotę wgłębić się w świat stworzony przez autorkę, ale trwało to dość krótko, bo po kilku kartkach odpuszczałam to sobie. I któregoś dnia postanowiłam, że w ten weekend muszę ją przeczytać. I przeczytałam. I podobało mi się. Dziwne, prawda? Ale tak właśnie było, o czym napiszę trochę niżej.

Teraz krótko o postaciach jakie można spotkać na kartkach tej powieści i jak się ze sobą wiążą. Przede wszystkim należy zacząć od samego Roberta Moore'a, bo wszystko dzieje się właściwie wokół jego osoby. Jest młodym przedsiębiorcą, który przez sprowadzenie do swojej fabryki maszyn naraża się ludności, a przez to doczekuje się zamachu na swoje życie. Kolejną ważną postacią jest nieśmiała Caroline Helstone, która mieszka ze swoim stryjem i której serce należy do Roberta. On mimo tego, że czuje coś do Caroline, wie że nie może z nią być, ze względu na kłopoty finansowe i najlepszą osobą, z którą powinien się ożenić jest Shirley. Shirley to tytułowa bohaterka, która jest jedną z najbardziej zamożnych i dumnych dam w miasteczku, a serce jej należy do ubogiego Louisa, który zajmuje posadę guwernera w rodzinie jej wuja. Natomiast on przez świadomość przepaści majątkowej jaka ich dzieli nie jest w stanie wyznać jej tego co naprawdę do niej czuje. Czy mimo przeciwności połączą się ze sobą?

Charlotte Brontë większość z Was kojarzy, pewnie większość też czytała jej inną bardzo popularną książkę Dziwne losy Jane Eyre. Sięgając po Shirley miałam wysokie oczekiwania ze względu na to, że jej siostra poczęstowała mnie całkiem wybornym daniem głównym, a na deser chciałam równie coś dobrego. Dostałam to (jak się później okazało), tylko jednak odrobinę gorszego. Nie czytałam tej sławnej i klasycznej powieści Charlotte, więc nie wiedziałam jaki ma styl, ale po przeczytaniu licznych recenzji wiem, że jej kultowa powieść jest nazywana tak nie bez powodu. Moje pierwsze spotkanie zaliczam do udanych, niemniej jednak myślałam, że będzie ono bardziej owocne i ciekawsze. Sądziłam, iż zostanę wciągnięta w wir wydarzeń już na samym początku, a początek jak już wiecie bardziej mnie męczył niż sprawiał przyjemność. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do obszernych opisów i pod koniec doszłam do wniosku, że czytanie ich ma w sobie jakiś urok i dzięki temu nie nudziło mnie to, a bardziej ciekawiło i uspokajało. Bo Shirley jest napisana w taki sposób, że czytelnik czytając ją zatrzymuje się na chwilę, czas zwalnia i wszystko jest inne, bardziej wyraziste.

Kreację bohaterów uważam za całkiem interesującą, ponieważ mogłam zmierzyć się z naprawdę wieloma osobowościami i sama zdecydować, czy odpowiada mi dana postać czy wręcz przeciwnie. Zmieniałam też zdanie kilka razy w ciągu całej lektury, bo każdy się zmieniał, stawał się bardziej wyrazisty albo bardziej płytki swym zachowaniem. Ogólnie rzecz biorąc Charlotte Brontë stworzyła barwne i ciekawe postaci - nie było bohatera o którym nie wiedziałabym kompletnie nic. Pisarka potrafiła rozpisać się na kilka stron o życiu danego z nich, dzięki czemu powieść stawała się bogatsza, a ja jako czytelnik mogłam później porównywać opisane życie i to jakim w nim był człowiekiem z teraźniejszością, z tym jaki jest teraz, w tej chwili. Całkiem ciekawy zabieg. Z niecierpliwością wyczekiwałam fragmentów, które poświęcone były samej Caroline, albo jej i Robertowi, tak jak i Shirley, a później jej i Louisowi. Każdą z tych postaci bardzo polubiłam i naprawdę trudno było pod koniec się z nimi rozstać..

Shirley to powieść, dzięki której zwolniłam tempo i zaczęłam dostrzegać ciekawe elementy życia, które wcześniej uciekały mi w zgiełku dnia codziennego, mijającego w błyskawicznym tempie. Mimo niezbyt udanych początków, sądzę że warto sięgnąć po tę pozycję. Poleciłabym ją przede wszystkim fanom Charlotte Brontë - recenzowana przeze mnie książka będzie idealnym dopełnieniem jej twórczości w Waszych biblioteczkach. Osobom, które wcześniej nie miały styczności z autorką również polecam Shirley, jednak zachęcałabym na początek przeczytać Dziwne losy Jane Eyre, która jest na pewno bardziej wartościową książką, która nie bez powodu zyskała taką popularność i uznanie wśród czytelników. Myślę, że wielbiciele XIX wieku również c chęcią przeczytają o losach czwórki głównych bohaterów. Jeśli jesteście niedowiarkami i wmawiacie sobie, że klasyka jest nudna, puknijcie się w swoje czółka i zapoznajcie się z piórem Charlotte. 
Moja ocena 4+/6, 7/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG! :)

Skojarzyło mi się z Shirley:)

wtorek, 28 sierpnia 2012

Lokatorka Wildfell Hall - Anne Brontë


Tytuł oryginału:  The Tenant of Wildfell Hall
Wydawnictwo: MG
Data wydania: marzec 2012
Książka dostępna tutaj: .klik.
„Czasem spoglądając komuś głęboko w oczy można poznać jego duszę na wskroś i dowiedzieć się o nim więcej w ciągu godziny niż o innych w ciągu całego życia.”

Już od jakiegoś czasu chciałam zacząć czytać książki sióstr Brontë i w końcu mi się udało. Przygodę z tymi pisarkami zaczęłam od Lokatorki Wildfeel Hall i strasznie się z tego cieszę, ponieważ uważam, że dobrze spędziłam czas poświęcony tej lekturze. Dodatkowo nie sądziłam, że autorka może mnie tak oczarować swoim stylem pisania, czy językiem, a do tego jeszcze dochodzą przecież niezwykłe i szokujące zdarzenia, które rozegrały się na kartkach powieści. A o czym i o kim ona opowiada?

O Gilbercie, który poznaje panią Graham niedawno przybyłą wdowę do miasteczka, o której wszyscy zaczynają mówić, czy raczej - plotkować. Bohater na początku nie wydaje się być nią wcale zainteresowany, jednak to się zmienia z biegiem czasu, ponieważ kiedy wszyscy zaczynają stwarzać dziwne historyjki o niej samej, on w nie nie wierzy. Po jakimś czasie między ich dwójką rodzi się coś podobnego do przyjaźni, jednak to też szybko mija, kiedy Gilbert widzi na własne oczy kogoś u boku swej nowej sympatii.. Po tym wydarzeniu zarówno ona jak i on są wstrząśnięci. Mimo to panna Graham pozwala dżentelmenowi przeczytać swój dziennik o tym co ją spotkało i dlaczego jest taka zimna, poważna i stanowcza. To czego dowiaduje się bohater, jest przerażające. Teraz pozostaje zadać pytanie: Jak potoczą się dalsze losy ich dwójki? Mogę jedynie napisać, że zakończenie historii będzie naprawdę ciekawe!

O książce czytałam już wiele pozytywnych recenzji, więc byłam pewna, że mi również się spodoba i tak też się stało. Może na początku (w pierwszej połowie książki) historia  się dłużyła, ale później całkowicie przepadłam i nie mogłam odłożyć pozycji nawet na chwilę, a kiedy już (z wielkim bólem) to zrobiłam to i tak myślami byłam razem z bohaterami. Nie mogłam się od niej uwolnić, a kiedy przewróciłam ostatnią stronę poczułam się źle, bo chciałam jeszcze. Chciałam dowiedzieć się jak będzie wyglądało ich dalsze życie, czy cokolwiek innego, tylko aby tam wrócić.

Lokatorka Wildfeel Hall wywarła na mnie pozytywne wrażenie i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Jestem pewna, że przeczytam drugą książkę tej pisarki i już mogę domyśleć się, że tamta również może przypaść mi do gustu i wciągnąć w wir wydarzeń jak ta. Anne Brontë posługuje się plastycznym językiem, w którym bez wątpienia można się zakochać. Największym atutem powieści są jednak wyraziści, barwni i ciekawi bohaterowie. Najbardziej charakterystyczną postacią jest Helen Graham, którą szczerze polubiłam, ponieważ umiała przeciwstawić się innym i zacząć podążać dobrą drogą kiedy przyszła na to pora. Może niekiedy irytowała mnie swoim zachowaniem, w którym pouczała innych aby zaczęli wierzyć w Boga i starali się być strasznie dobrymi ludźmi (nie mam nic do tego by innych sprowadzać na dobrą drogę, ale gdyby w tej książce wszyscy zmienili się na takich, byłoby nudno), ale oprócz tego nie mam jej nic do zarzucenia. Polubiłam również Gilberta, który starał się robić wszystko tak, żeby spodobało się to Lokatorce, który nauczył się kontrolować swoje emocje i stał się kimś z kogo można brać przykład. Warto również wspomnieć o panu Huntingdonie, którego nie darzę sympatią, ale za to bardzo podziwiam autorkę za kreację tego bohatera, który jest bez wątpienia najbardziej szalonym i jednym z tych najciekawszych!

Napisałam wcześniej o jednym mankamencie lektury, a teraz wymienię drugi. A są nim błędy, przeważnie to literówki, albo przekręcanie niektórych słów, których teraz nie mogę wypisać, gdyż zapomniałam je sobie zaznaczyć i teraz trudno byłoby mi je wyszukać. Niemniej jednak takie były, ale nie aż tak rażące, aby utrudniało czytanie. 

Uważam, że warto przeczytać Lokatorkę Wildfeel Hall, ponieważ jest to naprawdę interesująca i wciągająca historia, która może zainteresować każdego czytelnika. Powieść tę polecam wszystkim bez wyjątków, gdyż odnajdą się w niej zarówno nastolatkowie jak i dorośli. Anne Brontë stworzyła oryginalnych bohaterów i świat całkiem inny od tego, który teraz znamy. Świat, w którym kobiety nie mogą mieć własnego zdania i są uważane jedynie za własność swojego męża. Jeśli chcecie zobaczyć jak to wyglądało, zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Dodatkowo warto wspomnieć o pięknym wydaniu, którego podjęło się wydawnictwo MG - twarda i piękna oprawa - to kolejny element, który powinien Wam uświadomić, że książkę trzeba przeczytać!
Moja ocena 5/6, 8/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG! :)