czwartek, 19 czerwca 2014

Warsztaty kreatywnego pisania z Katarzyną Bondą

Wyobrażacie sobie, że na początku w ogóle nie chciałam iść na jakieś tam warsztaty i wolałam zostać w domu? Nie wiedziałam w ogóle z kim one będą i założyłam, że będzie nudno. Na szczęście rano zebrałam się, w szkole wytrwałam na godzinie polskiego, a później z całą klasą poszliśmy do siedziby Radia Lublin i tam oświecili mnie, że te warsztaty będzie prowadziła pisarka. 

Ale jak mi powiedzieli, że Katarzyna Bonda, to nadal nie wiedziałam o kogo chodzi. Dopiero, gdy przeczytałam, że jest autorką Pochłaniacza, zaczęłam coś kojarzyć. Tak czy siak, wiedza co napisała i jak pisze, nie była mi potrzebna, bo przyszłam po to, by nauczyć się pisać. Nie to, że chcę kiedyś napisać książkę i ta wiedza jest mi bardzo potrzebna, ale przekonałam się dzięki tym warsztatom, że pisanie jest świetną zabawą i sposobem na spędzanie wolnego czasu.

Katarzyna Bonda jest autorką powieści kryminalnych i to ona stworzyła pierwszego książkowego profilera w polskiej literaturze kryminalnej. Z wykształcenia jest dziennikarką. To tak w skrócie, czego dowiedziałam się o niej samej, gdy przedstawiała nam ją inna pani pracująca w radiu. Gdy zaczęła, wszyscy popatrzyliśmy się na siebie, bo wiedzieliśmy już, że może być świetnie. Nie było nudno, bo autorka nie tylko sama opowiadała nam o kryminałach i o tym, jak powinno się je pisać (albo bardziej, w jaki sposób ona to robi), ale zadawała nam pytania, na które nie wystarczyło krótko odpowiedzieć. Drążyła temat, aż uzyskała kompletną odpowiedź.

Rysowała na tablicy z czego składa się scena i próbowała nam to wyjaśnić prostymi przykładami. Powiedziała, że jeśli nauczymy się dobrze pisać jedną scenę, to będziemy umieli napisać całą książkę. Wydaje się to proste, nie? Wcale takie jednak nie jest. W pewnym momencie poprosiła o dwie osoby, chłopaka i dziewczynę do odegrania jakiejś scenki. Nikt oprócz tej dwójki i samej pisarki nie wiedział, co będą robić, a naszym zadaniem było obserwowanie każdego ruchu, szelestu, mimiki twarzy, gestów itp. Nie wiedzieliśmy na początku do czego to jest potrzebne i też nie wszystko wyłapaliśmy. Potem omawialiśmy całą scenkę, krok po kroku i naprawdę wiele rzeczy nam umknęło, no bo kto zwraca uwagę na to, jakim krokiem ktoś idzie. Okazało się, że w kryminale jest to podstawą i nie można czegoś takiego pominąć.

Przyszła kolej na część najtrudniejszą, ale też i najfajniejszą. Katarzyna Bonda dała nam piętnaście minut na napisanie jednej sceny, najlepiej kryminalnej. Mieliśmy wykorzystać to co wcześniej nam mówiła i zwracać uwagę na elementy, które budują klimat i akcję kryminału. W jednej scenie miał znaleźć się wstęp, katalizator, dwa punkty zwrotne i w tym jeszcze rozwinięcie + zakończenie, jeśli nie jest ono w drugim punkcie zwrotnym. Musieliśmy podjąć decyzję jaką narrację zastosujemy, wymyślić pomysł na scenę i... pisać. 

Jeszcze nigdy nie widziałam swojej klasy tak zaangażowanej w pisanie czegoś! Nie było zbyt łatwo, bo jak to ktoś określił, jesteśmy skrzywdzeni pisaniem wypracowań. Czyli pisaniem wszystkiego ładnie, pięknie i tak, żeby spodobało się nauczycielce polskiego. Tutaj nie mogliśmy tak pisać. Inaczej autorka zaczynała tłumaczyć nam, że to zdanie jest całkowicie bez sensu i nic nie wnosi. Więc jeśli ktoś takie napisał, zmieniał je. A po tych piętnastu minutach musieliśmy przeczytać to, co stworzyliśmy.

Ja już wiem, że nie rozpoczyna się od ''Było po 22..'' i przez to musiałam wymyślić cudownie romantyczny wstęp, po którym moja bohaterka przypomina sobie, że nie zamknęła samochodu na parkingu podziemnym. No i rozumiecie, każda byłaby wkurzona, że musi zbiec i zamknąć ten cholerny samochód. A tam, kiedy już to zrobiła, ma wrażenie, że nie jest sama. Jacyś faceci wsadzają ją do bagażnika (a przed tym wbijają igłę w ramię!) i zwiewają. No i jeszcze dialog i parę dodatkowych zdań. Ale ogólnie zostałam pochwalona, oprócz wstępu. 

Warsztaty były świetne i jak będę mogła kiedyś pójść na kolejne, będę chyba pierwsza w kolejce. :) Sama autorka jest bezpośrednia, ale przy tym bardzo zabawna i to dzięki niej te warsztaty każdy z nas wspomina tak miło.

Zdjęcia pochodzą stąd i tam można zobaczyć ich więcej.

wtorek, 17 czerwca 2014

Kroniki krwi 1-3, Richelle Mead

 „Świat jest moją sceną. Trzymaj się blisko mnie, a dostaniesz gwiazdorską rolę w tym przedstawieniu.''

Moja miłość do świata nocnych istot Richelle Mead nie skończyła się na Akademii Wampirów. Autorka stworzyła nową serię opartą na dobrze nam znanej historii Rose, Dymitra i Adriana. Sama się sobie dziwię, że sięgnęłam po nią dopiero teraz, ale za to przeczytałam trzy części jedna za drugą. Powtórka z AW? Prawie, brakuje tylko trzech tomów. Myślałam na początku, że ten cykl nie spodoba mi się aż tak bardzo, bo nie będzie tu moich ulubionych bohaterów. Guzik prawda. Jest za to Adrian i Sydney. No i okazało się, że Kroniki krwi dorównują poziomem Akademii.

Sydney popadła w niełaskę alchemików za to, że pomagała Rose Hathaway, dampirzycy, która była oskarżona o królobójstwo. Teraz, aby udowodnić swoją niewinność i wierność dla organizacji będzie musiała chronić księżniczkę Jill Dragomir, którą ktoś usilnie próbuje zlikwidować. Zadaniem alchemików jest dbanie o życie ludzi i zacieranie śladów po wampirach. Trzymają równowagę pomiędzy dwoma światami i muszą zawsze swoją pracę stawiać na pierwszym miejscu. Dla Sydney z czasem będzie to trudniejsze - obecność tylu wampirów i dampirów łatwe nie będzie, ale może jej w tym pomóc nie kto inny jak Adrian Iwaszkow...

„Użyłem płynu o sosnowym zapachu. Rozumiesz, posprzątałem. - Wykonał dramatyczny gest w stronę kuchni. - Tymi rękami, które nie plamią się pracą.'' 

Bardzo podoba mi się to, że autorka postanowiła stworzyć serię, w której główną bohaterką jest Sydney Sage, bo z Akademii Wampirów wiemy o niej tak naprawdę niewiele. Jej postać była owiana tajemnicą, a przez to strasznie intrygowała. Tutaj miałam wrażenie, że to zupełnie inna osoba niż tam - a to dlatego, że czytamy powieść z jej perspektywy i znamy jej wszystkie uczucia i myśli, nawet te najbardziej skryte. Fajne jest w niej również to, że nie wiadomo do końca jak postąpi w danej sytuacji, jaką podejmie decyzję. Najpierw rozsądna i bardzo odpowiedzialna, potem zaczyna się zmieniać.

Teraz wyobraźcie sobie, że do takiej uporządkowanej dziewczyny, Richelle Mead dobrała Adriana, który znany jest z uwielbienia do alkoholu, kontrowersyjnych zachowań i nieobliczalności. Muszę przyznać, że wyszło z tego wiele zabawnych sytuacji, przez które nie mogłam przestać się śmiać. Dzięki tej dwójce nie dało się nudzić, cały czas wynikały jakieś dziwne problemy. A nie można zapomnieć o pozostałych bohaterach, którzy serwują nam kolejne porcje emocji i zabawy. Przybywa ich też z tomu na tom coraz więcej, pojawiają się nowe zagadki i jest coraz ciekawiej!

 „Wiesz... - zaczął - w normalnych okolicznościach fakt, że zaprosiłaś mnie do sypialni, byłby wydarzeniem dnia.''

Pisarka nie skupia się wyłącznie na alchemikach i wampirach, a wprowadza również inne organizacje i ludzi z pewnymi zdolnościami. Nie chcę dużo zdradzać, ale możecie być pewni, że świat w Kronikach krwi może okazać się nawet bardziej skomplikowany niż w AW. To co najbardziej lubię w twórczości Mead to jej lekki styl, dzięki któremu przez lekturę się płynie. Nie ma też jakichś zawieszeń i nudnych wątków - całość trzyma się naprawdę nieźle i nie da się oderwać od czytania.

Mogę przyczepić się jedynie do powtarzania tego co już było (tak samo jak w Akademii Wampirów), autorka w drugim tomie przypomina co było w pierwszym, a trzecim co było w drugim. Jest to dobre dla tych, którzy sięgają po kolejne części po paru miesiącach, a dla mnie nie, kiedy sięgam po nie jedna za drugą. Chwilami też irytowała mnie Sydney, która była za bardzo idealna, którą wszyscy chwalili i nie miała żadnych wad. Zaczęło się to z czasem zmieniać, ale sami rozumiecie, że nie ma nikogo idealnego i to wypadło trochę mało realistycznie.

Co nie zmienia faktu, że Kroniki krwi są super! Nie potrafiłam skupić się przez tę serię na nauce i kiedy robiłam sobie przerwy, to cały czas myślałam, co się stanie z bohaterami. Końcówka każdej części została tak napisana, że można się pokroić z ciekawości co będzie dalej... No właśnie. Ja mam ochotę po przeczytaniu Magii indygo, a czwartego tomu jeszcze nie ma. Tak więc, jeśli znacie świat AW polecam bardzo, ale to bardzo: Kroniki krwi, Złotą lilię i Magię indygo