Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magowie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 grudnia 2014

Mroczna bohaterka. Jesienna Róża - Abigail Gibbs

Dwór, moje dziecko, jest jak akwarium. Wszyscy przypatrują się dużym i ładnym rybom. Tyle że to bez sensu, bo żadne z nas rybą nie jest. My się po prostu topimy.''

Rok temu przeczytałam pierwszą część z serii Mroczna bohaterka, która wywarła na mnie dość spore wrażenie i nie mogłam doczekać się momentu, w którym sięgnę po jej kontynuację. Jednak kiedy już to zrobiłam, zdałam sobie sprawę, że moja wizja drugiego tomu znacznie odbiega od tej, którą przedstawiła Abigail Gibbs w Jesiennej Róży I nie piszę tego po to, by teraz dać Wam znać, że dzięki temu jest lepiej, fajniej i w ogóle fantastycznie. Otóż jest niestety gorzej. 

Druga część jest przede wszystkim o Jesiennej Róży, piętnastolatce, która nie jest zwykłą uczennicą, a dziewczyną władającą magią Mędrców i dziedziczką tytułu książęcego. W szkole średniej oprócz nauki ma za zadanie chronić uczniów przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ataki zabójczych Extermino, przez których do miasteczka na pomoc dziewczynie przybywa syn króla Mędrców. Do tej pory zostawiona sama sobie Jesienna Róża będzie musiała nauczyć się pracować z kimś jej podobnym oraz odkryć, co łączy ją z Pierwszą Mroczną Bohaterką - Violet. 

Wydaje mi się, że kontynuacja Kolacji z wampirem nie przypadła mi do gustu tak, jak myślałam, że przypadnie, ze względu na zmianę głównej postaci. Chciałam od razu dowiedzieć się, co słychać u Violet i co ciekawego wyrabia się w jej nowym, dziwacznym życiu. Zamiast tego dostałam piętnastolatkę, która właściwie nie wyróżniała się na początku niczym szczególnym, a bardziej irytowała mnie swoją beznadziejnością i po prostu byciem Jesienną Różą. Później zaczęła się zmieniać, a na koniec powieści nawet ją polubiłam, ale nie zmienia to faktu, że poznania jej nie będę wspominać miło.

O losie, niech te wszystkie lata lekcji etykiety nie pójdą na marne!
- Eeee... cześć.''

Abigail Gibbs można zarzucić też niepotrzebne przedłużanie fabuły przez poświęcenie praktycznie całego tomu na przedstawienie życia dziedziczki tytułu książęcego. Rozumiem, że było to potrzebne, ale można było to po prostu ująć w jakichś dłuższych opisach. Bo tak naprawdę przez większą część tej książki nic się nie dzieje - są jakieś fragmenty, w których akcja nabiera tempa i czuć lekki dreszcz emocji, ale ten kulminacyjny punkt następuje dopiero pod koniec. Wtedy też dowiedzieć się można co stało się z życiem Violet i innych bohaterów, których poznało się w tomie pierwszym. Dopiero w tym momencie rozwiązuje się wiele spraw i coś konkretnego zaczyna się dziać. Szkoda, że czekać na to trzeba było kilkaset stron. Nie podobała mi się też bijąca z tej historii infantylność, której autorka nawet nie próbowała się chyba pozbyć. Obecna była już wcześniej, ale tutaj widać ją wyraźniej. 

Największym atutem tej książki jest ukazanie przez pisarkę dziewięciu wymiarów, które reprezentuje dziewięć rodzajów mrocznych istot. Tutaj zostaje poświęcone temu zagadnieniu wiele więcej uwagi, dzięki czemu czytelnik może teraz lepiej zrozumieć niektóre rzeczy i łączyć ze sobą pewne fakty. Kolejnym plusem jest prastara przepowiednia, która się rozwija i więcej osób zaczyna być w nią zaangażowanych, dzięki czemu zapewne w kolejnych częściach stanie się w końcu głównym tematem tego cyklu. Podobał mi się również humor, który pojawiał się co jakiś czas na kartach tej powieści i sprawił, że odebrałam ją trochę lepiej.

Nie zmienia to jednak faktu, że Jesienna Róża jest niestety średnią kontynuacją. Należałam do nielicznej grupy osób, którym pierwsza część bardzo się podobała, ale nie mogę napisać tego o drugim tomie. Był przeciętny przez przedłużenie fabuły i tak naprawdę dopiero jego zakończenie przypomniało mi, jak dobrze bawiłam się czytając Kolację z wampirem. Dlatego też mam nadzieję, że trójka będzie równie dobra jak jedynka, a autorka skupi się na tym co trzeba, nie będzie wprowadzać niepotrzebnych wątków i, że jej styl się poprawi.
Ocena 3+/6
Książka otrzymana od Business & Culture.

+ Przypominam o konkursie, w którym ktoś z Was może wygrać W śnieżną noc - trwa do północy :).

środa, 12 lutego 2014

Siła trucizny - Maria V. Snyder


Tytuł oryginału: Poison study
Seria/cykl wydawniczy: Twierdza magów 1
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: 22 lutego 2012
„Do moich marzeń wdarła się rzeczywistość w postaci smrodu gnijącego zwierzęcia i ohydnej wilgoci lochów. Panowały nieprzeniknione ciemności.''

Zasady panujące na świecie nigdy nie były do końca sprawiedliwie i zawsze ktoś był poszkodowany. Co powiedzieć mają mieszkańcy państwa, w którym prawo jest tak surowe jak nigdy dotąd - bo za śmierć płaci się śmiercią... Nieważne jest to, że zrobiło się to w obronie własnej, nikt nie zawraca sobie głowy szczegółami. Skazani na spędzanie miesięcy, ewentualnie lat w wyczekiwaniu na egzekucję, która będzie ewidentnym końcem życia, które wyobrażali sobie zupełnie inaczej. Jednak, co by się stało gdyby zostali postawieni przed wyborem?

Yelena właśnie dostaje taką szansę. Może zostać testerką żywności komendanta, albo wybrać śmierć. Dziewczyna zostaje w pałacu i zaczyna uczyć się oraz rozróżniać trucizny pod okiem Valka, który próbuje wpoić jej własne doświadczenie i wiedzę, będące w przyszłości Yelenie bardzo potrzebne. Jej zadaniem jest ochrona przed zatruciem człowieka, od którego zależą losy państwa. Oprócz swojej nowej pracy codziennie musi walczyć o przetrwanie w świecie, w którym dominują intrygi, kłamstwa oraz walki o władzę. Z czasem dowiaduje się również o swojej potężnej magicznej mocy, która nie może wymknąć się jej spod kontroli, bo w przeciwnym razie naruszy naturalny porządek świata. Nikt też nie może dowiedzieć się o jej talencie, bo w krainie Iksji nie ma miejsca dla magów - zostali skazani na zagładę, a za stosowanie magii grozi śmierć. Yelena musi się ukrywać, co nie jest w cale łatwe, kiedy jest się testerką żywności komendanta, człowieka, obok którego przewija się codziennie mnóstwo niebezpiecznych ludzi...

Siła trucizny mnie zaskoczyła. Bo pomimo tego, że bardzo chciałam ją poznać i mniej więcej wiedziałam, o czym ona jest (no przecież, że o magach!), to gdy zaczęłam ją czytać, uświadomiłam sobie, że nic o niej nie wiedziałam. Fajnie jest nie przeczytać opisu przed samym rozpoczęciem tego cudownego zajęcia, jakim jest siedzenie w fotelu i kartkowanie kolejnych stron książki. Bo wtedy wydaje nam się, że coś wiemy, a nie wiemy nic. Powieść ta, która jest pierwszą częścią trylogii Twierdza magów mówi nam naprawdę niewiele o magii, która zostaje zepchnięta na drugi, bardziej odległy plan. Z jednej strony czułam się trochę zawiedziona, bo nie pogardziłabym większą ilością informacji o ich pochodzeniu, umiejętnościach itd., ale z drugiej rozumiem autorkę i jej pomysł. Zakończenie jasno mówi czytelnikom, że temu wątkowi Snyder poświęci więcej czasu i uwagi w kontynuacji. Może to i lepiej, bo tematy zawarte w Sile trucizny i tak były zajmujące i interesujące.

Pisarka wykreowała świat pełen intryg, zdrad, tyranii, morderstw, który już na samym początku zwrócił moją uwagę swą brutalnością, ale też i szczerością. Maria nie stworzyła bajkowej krainy, w której żyją księżniczki w różowej wieży, ale surową Iksję, w której społeczeństwo jest pełne kontrastów. Są ci należący do najniższego szczebla społeczeństwa, będący służącymi w pałacu jak i ci, którzy znajdują się blisko komendanta i mają u niego zaufanie i poparcie. Każdy człowiek ma obowiązek nosić specjalny uniform, który reprezentuje ich Dystrykt. Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się ten pomysł, bo dzięki niemu mogłam odróżniać mniej znaczących bohaterów i przynajmniej wiedzieć skąd pochodzą, co mogą zrobić i dla kogo pracują.

Historię opowiada nam Yelena - postać która z jednej strony zasługuje na uznanie i sympatię, a z drugiej  wręcz przeciwnie. Kiedy poznaje się jej przeszłość, staje się ona nam bliższa i lepiej ją też rozumiemy. Doświadczyła naprawdę wiele, a jej opowieść nie jest w żadnym stopniu sztuczna, ani też wyssana z palca, można dzięki niej uznać ją za postać naprawdę inteligentną, mądrą i uparcie dążąca do obranych przez siebie celów. Niestety ma ona też momenty, w których zachowuje się jak rozwydrzony bachor, który w ogóle nie przypomina tamtej kobiety. Nie umiałam do końca ocenić tej kreacji, bo z pewnością jest ona wyrazista i łatwo się o niej nie zapomina, ale jej zachowanie chwilami potrafi naprawdę zirytować i skłonić do przerwania czytania. Mam nadzieję, że zmieni się i dojrzeje w kolejnych częściach, a wtedy będę mogła napisać o niej więcej dobrego. Jest również Valek, o którym nie dałoby się nie wspomnieć. To zimny, wymagający mężczyzna, dla którego nie istnieje nic niemożliwego, który część swego życia poświęca na służbę komendantowi i nie wyobraża sobie tego, by ktoś mógł mu czegoś odmówić. Pisarka umieściła w swojej książce wiele bohaterów, o których mogłabym się rozpisywać w nieskończoność, ponieważ są naprawdę nietuzinkowi, ale wtedy odebrałabym Wam całą radość z czytania.

Siła trucizny to powieść, po której oczekiwałam czegoś innego, ale dostałam coś lepszego i dużo ciekawszego. Autorka mogła trochę rozbudować wątek związany z magami i nie robić z Yeleny dziewczynki w okresie buntu, którą tak naprawdę nie była. Oprócz tego cała fabuła, prosty, ale i dojrzały język mnie oczarowały i trudno było mi się rozstać z tą pozycją. Zaskoczyło mnie również to, że Maria V. Snyder broniła się tylko jak mogła przed wprowadzeniem motywu miłości i robiła to umiejętnie, co wskazuje na to, że nie chciała, aby stał się on głównym problemem historii. I tak też było, a jego pojawienie się jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Pisarka wzbudza ciekawość, co chwilę czymś zaskakuje i sprawia, że ma się ogromną ochotę sięgnąć po kolejne tomy.
Moja ocena 5/6, 8/10

Polecam zerknąć:

sobota, 7 września 2013

Niewolnica - A.M. Chaudière


Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 26 czerwca 2013
„-Twoje odczuwanie, Arino - powiedział raptem, nie podnosząc wzroku - jest nieco zniekształcone, wiesz o tym. To co myślisz, że zaczynasz do mnie czuć, zasadniczo może tym nie być... Lepiej, jeśli pozostaniesz przy twierdzeniu, że nie zdołalibyśmy, razem... - uśmiechnął się cierpko. - Jesteś pełna sprzeczności.''

Czasem jest tak, że pomimo przeczytania opisu książki, który wcale nie przedstawia nam niezwykle intrygującej historii i tak po nią sięgamy. Na polskim rynku wydawniczym nie mamy zbyt wielu powieści paranormalnych napisanych przez rodzimych pisarzy, dlatego jeśli się już pojawiają, jesteśmy sceptycznie do nich nastawieni. No ale, ale... Przecież sami wiecie, że zdarzają się i u nas same perełki. I nawet krótkie streszczenie, które może zwiastować nam przewidywalną lekturę, ma w sobie parę kluczowych słów, które wskazują jednak na to, że autor wymyślił coś nowego i trochę kontrowersyjnego. Ja miałam tak z Niewolnicą, która okazała się jednak warta poświęcenia jej jednego dnia.

Arina jest zniewolonym magiem, a pomimo tego zna swoją wartość. Pochodzi z jednego z najstarszych i najbardziej potężnych rodów - jest jedną z Veilleur. Odkąd pamięta, służy swojemu panu Azraelowi, Magowi Aszarte, którego obecność powoduje strach, zwątpienie i pozbycie się wszelkich nadziei na lepsze jutro. Jednak z jakiegoś powodu bohaterka jest jego ulubienicą, a to dopiero zapoczątkuje w niezwykłe zdarzenia... Na drodze Ariny stanie nie tylko uczucie, które nie powinno mieć miejsca, ale również inni mężczyźni, którzy tak łatwo nie odpuszczą. Nie wiadomo więc, który z nich będzie miał dobre zamiary.

Muszę przyznać, że tak naprawdę nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po Niewolnicy, która jest równocześnie debiutem autorki. Już na samym początku ruszył mnie tytuł i wiedziałam, że w trakcie czytania mogę zgrzytać zębami, bo nawet wiedząc, że to jest fikcja, trzeba przyznać, że to trochę chora fikcja. Bo jakby na to nie patrzeć, niewolnictwo w dzisiejszych czasach nie jest postrzegane jako coś niezwykle interesującego i ciekawego. Osadzić w takim świecie całą historię też z pewnością nie jest łatwo i zachęcić jakoś czytelników do dalszego czytania też nie bardzo. Trochę się jednak zdziwiłam, kiedy spostrzegłam, że fabuła ze strony na stronę wciąga mnie coraz bardziej, a nieścisłości wbrew pozorom jest niewiele. Właściwie przez tę książkę nie bardzo wiedziałam, co dzieje się wokół mnie przez cały dzień. A myślę, że samo to jest jakimś plusem tej powieści - rzadko kiedy jakaś pozycja wywiera na mnie taką ciekawość, przez którą chciałabym od razu wiedzieć, co wydarzy się pod sam koniec.

Jednym z największych atutów, za który należy się autorce uznanie, są bohaterowie, którzy są wyraziści i których nie zapomina się tak łatwo. Można podzielić ich na tych dobrych i złych, ale jak się sami przekonacie, przy zakończeniu będzie można dostrzec w nich inne cechy, inne spojrzenie na całe ich dotychczasowe życie. Uważam, że ewolucja postaci jest ciekawym zabiegiem i dzięki temu w powieści nie ma czasu na nudę. Możemy ich porównać również do nas - ludzi bez mocy, którzy również się nieustannie zmieniają, a wobec tego nie są idealni i uczą się na własnych błędach. Z początku Arina wydawała mi się całkowitym zaprzeczeniem tej kobiety, o której było parę słów na okładce, ale dopiero później ukazała nam, jaka jest naprawdę. Azrael to jeden z tych czarnych bohaterów, ale pomimo tego nie umiałam go polubić i raczej już nie będę mogła. Nadal uważam go za chorego i niesprawiedliwego, ale wiem, że inni mają o nim inne zdanie. Severio jest tym ulubionym - lekko tajemniczym, niebezpiecznym, zimnym, ale gdzieś w głębi serca - ciepłym.

Najbardziej spodobała mi się część, w której historia rozgrywa się w murach Akademii Morza Deszczów, ponieważ dopiero tam poznaje się świat magów, obserwuje się ich moce, zachowania, czy nawet same ubrania i odznaki. Uwielbiam powieści, w których bohaterowie uczęszczają do szkół - wtedy dostrzegamy jak bardzo ciekawe wydarzenia mogą się tam odbywać oraz do czego są zdolni nasi przyjaciele. Często w codziennym życiu tego nie dostrzegamy, a po przeczytaniu tego typu książek, staramy się to chociaż trochę zmienić. Powracając do miejsca nauki Ariny - pomimo tego, że tę część lubię najbardziej, mam do niej pewne zastrzeżenia. Tak naprawdę dowiadujemy się niewiele o rodach, o ich historii i o całym świecie, w którym żyją postaci. Zabrakło mi wielu informacji, bez których czytanie zdawało mi się strasznie ogólne. Miałam również w pewnym momencie wrażenie, że śledzę dwie odrębne historie. Nie jestem pewna dlaczego, ale te dwa najważniejsze miejsca, w których znalazła się bohaterka, nie bardzo się ze sobą wiązały - aż do pewnego momentu...

Momentu, który z początku nie był aż takim zaskoczeniem, ale z sekundy na sekundę, robił się coraz bardziej przerażający i intrygujący. Bo, cholera - jak można napisać takie zakończenie, no?! Spędziłam cały dzień na czytaniu o losach magów, czarownic, niewolników i wampirów z myślą, że przecież nie skończy się to wszystko aż tak źle. No przecież nikt nie postąpiłby tak i nie zrobiłby na złość swoim czytelnikom. Muszę jednak uprzedzić, że A.M. Chaudière może doprowadzić Was do białej gorączki i że będziecie chcieli na sam koniec walnąć książką o ścianę ze złości. Ja miałam taką ochotę, ale powstrzymałam się, bo jedyny argument, który przemawiał za nie rzuceniem jej, to taki, że przecież czytało się ją dobrze i przy okazji naprawdę nie była nudna.

Czy polecam Niewolnicę? Jasne, że tak! Kiedyś z pewnością do niej wrócę, a po drugi tom sięgnę od razu po premierze. Bardzo zastanawia mnie to, jak poradzi sobie pisarka w drugiej części i czy będzie nadal umiała mnie nieustannie zaskakiwać. Fajnie byłoby, gdyby postanowiła opowiedzieć nam trochę więcej o całym świecie magów i ich historii - aż zżera mnie ciekawość, co działo się z nimi wcześniej i skąd się w ogóle wzięli. Myślę, że powieść spodoba się również trochę starszym czytelnikom - zresztą przekonajcie sie o tym sami.
Moja ocena 4+/6, 7/10
Za książkę dziękuję portalowi A-G-W.info oraz WFW.