sobota, 16 listopada 2013

7 razy dziś - Lauren Oliver


Tytuł oryginału: Before I fall
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 23 lutego 2011
„(...) uderza mnie, jak dziwni potrafią być ludzie. Widujesz ich każdego dnia - wydaje ci się, że ich znasz - a potem okazuje się, że nie znasz ich wcale.”

Mam dość spory problem. Kiedy rok temu kupiłam książkę Lauren Oliver 7 razy dziś, nie mogłam doczekać się, kiedy po nią sięgnę. Minęło kilkanaście miesięcy, zaczęłam ją czytać i zamiast się wciągnąć w historię, męczyłam ją przez kilka tygodni i zastanawiałam się, jakim cudem ta powieść stała się międzynarodowym bestsellerem. Wiecie, nadal nie wiem. I chyba się nie dowiem, ale tak czy siak bardzo się zawiodłam, a mój entuzjazm do autorki i jej twórczości stanowczo opadł. Jedynie końcówka uratowała jako tako to wszystko - ale o tym w dalszej części recenzji.

Poznajcie Sam Kingston, która jest piękną i popularną dziewczyną mającą trzy oddane jej przyjaciółki i chłopaka, którego chciałaby mieć każda jej rówieśniczka. Jej życie jest usłane różami, wydaje jej się, że może mieć wszystko, a jej złe zachowanie przejdzie niezauważone. Tak jest do czasu. Bo jeden z jej wspaniałych dni kończy się nie tak jak sobie zaplanowała... Po nocnej imprezie u jednego ze znajomych budzi się i odkrywa, że znów jest ten sam dzień - piątek 12 lutego. Dzień, który będzie musiała przeżyć jeszcze raz i jeszcze raz i...

Gdyby ktoś powiedział mi, że będę się tak męczyć przy czytaniu tej książki - nigdy nie sięgnęłabym po nią. Zaczęło się ciekawie, ale już po kilku stronach zobaczyłam, że robi się tragicznie nudno. Jeszcze nigdy w życiu aż tak bardzo nie irytowała mnie główna bohaterka - istna lalunia z dobrego domu, której można dosłownie wszystko, włączając w to wyśmiewanie się ze słabszych i niszczenie innym życia. Dodajmy do tego jej koleżanki, które były jeszcze gorsze i chłopaka - o którym nawet szkoda cokolwiek pisać. Cieszę się jednak z tego, że Sam zaczęła się zmieniać, a przy tym jej zachowanie i stosunek do całego świata - bo gdyby tak nie było, zakończyłabym przygodę z tą powieścią po 3 rozdziałach.

Muszę również przyznać, że pomysł autorki, jakim było przeżywanie siedem razy tego samego dnia niezbyt mnie przekonał. Przez to było strasznie monotonnie, zmieniały się tylko pojedyncze zdarzenia i naprawdę odechciewało się zapoznawać z kolejnymi fragmentami. Minusem będą również dialogi pomiędzy bohaterami, które są zbyt proste i infantylne, a czytanie ich źle wpływa na czytelnika. W sumie nie ma się czemu dziwić, kiedy postaciami są nastolatkowie uważający się za panów świata. Niemniej jednak Lauren Oliver mogła postarać się bardziej i oddać te wszystkie sytuacje w normalny, codzienny sposób, jednak ona je jeszcze często wyolbrzymiała, a przez to stawały się sztuczne. 

Jedynym naprawdę dużym plusem jest wątek poświęcony Kentowi, który jest nietuzinkową osobą w tej opowieści, na którą warto zwrócić uwagę. Jego obecność wpłynie w jakimś stopniu na zmianę zachowania u Sam. Dziewczyna zda sobie sprawę z tego, co utraciła w swoim życiu - bo nie tylko samą siebie, ale również rodzinę i wartości, które powinny być dla niej najważniejsze. Ostatnie rozdziały wyraźnie pokazują nam te wszystkie relacje, przemyślenia i myślę, że jest to najbardziej interesujące w całej książce.

7 razy dziś to powieść dość przeciętna - nie wyróżnia się niczym szczególnym, nie kończy się jakoś specjalnie zaskakująco, ma niezbyt ciekawych bohaterów i irytujący język. Z pewnością nie przeczytałabym tej historii drugi raz, jest wiele jeszcze innych, bardziej wartościowych lektur, żeby zawracać sobie głowę właśnie tą. Wiem, że dużo czytelników wręcz uwielbia tę pozycję, ale ja do nich z pewnością nie należę. A wybór sięgnięcia po nią - pozostawiam Wam.
Moja ocena 3/6, 4/10

„[...] jeśli przekroczysz pewną granicę i nic się nie dzieje, to granica traci znaczenie.”
^_^

niedziela, 10 listopada 2013

Zdobycze książkowe {20}

  • To, co zostało, Jodi Picoult - cudowna opowieść, którą czyta się w błyskawicznym tempie. Tak jak przystało na Jodi, jest świetnie i z całego serca polecam Wam tę pozycję. Od Prószyńskiego i S-ka.
  • Próby ognia, James Dashner - w końcu dotarła i jestem jej tak strasznie ciekawa jak mój brat, który ogółem książek nie czyta, ale pierwszą część pochłonął i chciał od razu drugą. Hm. :) Od Papierowego Księżyca.
  • Pierwszy grób po prawej, Darynda Jones - właśnie dzisiaj zaczęłam czytać i strasznie mi się podoba! Coś czuję, że będziecie musieli czytać hymn pochwalny na jej cześć :D Również od Papierowego.
  • Podwieczność, Brodi Ashton - recenzję mogliście przeczytać już dawno temu. Powieść jest baardzo romantyczna i naprawdę ciekawa. Od Papierowego.
  • Cień i kość, Leigh Bardugo - tu tak jak wyżej. Tylko dużo mniej romantycznie, więcej akcji, przelanej krwi i klimatu Rosji. Od Papierowego.
  • Hrabina, Rebecca Johns - nie da się zaprzeczyć temu, że wręcz fascynują mnie legendy o Elżbiecie Batory i to co ma na ten temat do powiedzenia historia. Zobaczymy jak będzie tu. Od Pascala.
  • Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem, Abigail Gibbs - zatęskniłam za wampirami i dostałam praktycznie to czego chciałam. Historia jest z pewnością nietypowa i nie da się od niej oderwać, tylko oczy bolą. Ale warto było. Wkrótce recenzja! Od Business & Culture. 
  • Przez bezmiar nocy, Veronica Rossi - w ostatnim stosie zapomniałam o tej pozycji i jest teraz. Trochę gorsza niż pierwsza część, ale nadal bardzo okej. ^^ Zakup własny.
Na zakończenie:
Miłej niedzieli! ;)