Tytuł oryginału: Carrie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 8 października 2013
„Ludzie z wiekiem nie stają się lepsi, stają się tylko sprytniejsi. Kiedy jesteś starszy i mądrzejszy, to wcale nie przestajesz obrywać skrzydełek muchom, po prostu potrafisz wymyślić lepsze powody, żeby to usprawiedliwić.”
Potworem od dziecka nazywamy jakąś tajemniczą bestię, która może nas skrzywdzić. Ale dopiero z wiekiem odkrywamy, że pod tym słowem może kryć się nawet człowiek, istota wydawać by się mogło, dobra i przyjazna dla innych. Są jednak zawsze jakieś powody, które spowodowały, że ten ktoś stał się taki, a nie inny. Najgłówniejszym z nich są ludzie - to oni sprawiają, że ktoś może bez żadnych powodów wylądować na samym dole wymyślonych hierarchii. Ktoś bardzo wrażliwy może zacząć pałać żądzą zemsty do wszystkich tych, którzy przez większą część życia z niego szydzili i wytykali palcami. Oczywiście tamci nie widzą nic dziwnego w tym, co robili będąc dziećmi i tym co robią teraz, będąc na progu dorosłości. Rzadko kiedy potrafimy przyznać się do własnych błędów. A głupie posunięcie się może przybrać niespodziewany obrót spraw...
Carrie White to osamotniona licealistka, którą od pierwszego dnia w szkole wszyscy wyśmiewają, a jej matką to fanatyczka religijna, która we wszystkich czynach swej córki i całego świata widzi zło. Główna bohaterka postanawia się zbuntować i idzie na szkolny bal, który powinien być najszczęśliwszym momentem jej życia. Niestety tam pada ofiarą złośliwego żartu, a wtedy rozpętuje się piekło... Moce dziewczyny wzmacniają się w wyniku gniewu, a wszyscy, którzy ją zranili mogą być pewni, że gorzko tego pożałują.
Carrie to pierwsza powieść Stephena Kinga, z którą zapoznałam się już kilka lat temu, a w ostatnim czasie przeczytałam ją po raz drugi. To właśnie od tej pozycji zaczęła się moja przygoda z tym pisarzem i pomimo pewnych jej mankamentów, o których wspomnę w dalszej części recenzji, zawsze będę darzyła ją szczególnym sentymentem. Warto również wspomnieć o kilku ekranizacjach, jakich doczekała się ta książka, a ostatnią można obejrzeć aktualnie w kinach z Chloë Grace Moretz i Julianne Moore w rolach głównych.
Muszę przyznać, że moja kolejna styczność z tym utworem nie wywarła na mnie tak ogromnego wrażenia, jak to kilka lat temu. Jest to spowodowane tym, że doskonale wiedziałam co wydarzy się za chwilę, jak to wszystko się zakończy. Niemniej jednak przypomnienie tego dzieła, było dobrym wyborem przed wybraniem się na film. Dlaczego ta książka, pomimo tego że została wydana w 1974 roku nadal jest aktualna, czytana i żywa wśród czytelników? Myślę, że to sama zasługa Stephena Kinga, który zasłużył na tytuł mistrza grozy dzięki swojemu świetnemu warsztatowi pisarskiemu i genialnymi pomysłami fabuł - a to zaczęło się już właśnie wtedy, kiedy wydał Carrie. Carrie, która nas przeraża, wywiera wiele skrajnych emocji i niezwykle intryguje. Pisarz świetnie sobie to wymyślił - zacząć karierę pisarską od historii, w której główną postacią będzie nielubiana dziewczyna ze zdolnościami telekinetycznymi.
Największym atutem powieści jest kreacja bohaterów - barwna, wyrazista, czasami aż chwytająca za serce. Kiedy przypomnę sobie przeczytane przeze mnie książki Kinga, to dosłownie w każdej z nich postacie zapadały najbardziej w pamięć. Czy to te bardziej realistyczne, czy też te mniej - o każdej teraz mogłabym powiedzieć kilka zdań. Tak też jest i tutaj. Po Carrie White można było bez trudu zobaczyć wypisany na twarzy ból, jaki nosiła w sobie od wielu lat, ale nie dało się jej rozpracować i do końca zrozumieć. A jej matka była jeszcze bardziej tajemnicza od niej, chociaż wydawać by się mogło, że bardziej się nie da. No cóż - jak widać, jest inaczej. Bo pani White jako fanatyczka religijna wzbudzała we mnie dosłownie co chwilę obrzydzenie, przerażenie i strach. Wydaje mi się, że nie łatwo było stworzyć taką postać, która swoim zachowaniem odzwierciedlała najgorsze strony człowieka, a przy tym była tak bardzo zacofana i ślepo wierząca we własne słowa. Pozostali odegrali mniej znaczące role, ale autor postarał się o to, abyśmy o nich nie zapomnieli i umieli odtworzyć nawet kilka miesięcy później co takiego zrobili.
Wspomniałam wyżej o pewnych mankamentach. Uwierzycie? Teraz, kiedy znam kilka książek Kinga mogę je bez wahania wypisać, choć są tylko dwa. Z racji tej, że to pierwsza jego powieść nie trzeba spodziewać się wielkiego arcydzieła i wiadomo, że mogą wystąpić pewne zgrzyty. Ja zwróciłam uwagę na chwilami występujące sztuczne dialogi pomiędzy bohaterami, które w ogóle do mnie nie docierały i wydawały się być tylko po to, aby zapełnić miejsce. Jeśli o miejscu mowa, to Carrie jest dla mnie za krótka (tak, tak wiem, że dzieje się to wszystko w krótkim czasie itd.) i właśnie przez to wszystkie wydarzenia końcowe mijały za szybko, a później to wszystko zlało się w jedno, a w głowie pozostał mętlik.
Wiele osób może zastanawiać się od jakiej książki powinno zacząć czytać twórczość Stephena i tak naprawdę można od każdej, aby go polubić, ale myślę, że to właśnie Carrie będzie jednym z lepszych wyborów. Ma w sobie wszystko to, za co ceni się literaturę grozy - pełną napięcia fabułę, wyrazistych bohaterów, którzy potrafią nieźle namieszać i nas przerazić, wywołuje niepokój, strach i dość często szokuje. Uważam, że naprawdę warto zwrócić uwagę na ten utwór i przekonać się na własnej skórze, dlaczego Carrie jest pozycją nadal aktualną.
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.
Zwiastun filmu - Carrie:


