Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bogowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bogowie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 lipca 2014

Miecz Radogosta - Juraj Červenák

 „To szalone czasy. Jeśli ty nie zabijesz, zakatrupią ciebie.''

Na Miecz Radogosta trzeba było czekać dwa lata - to jednak dość długo. Dlatego też kiedy tylko dostałam informację o premierze w Polsce, wiedziałam że nie wytrzymam zbyt długo i zapewne przeczytam książkę, kiedy tylko do mnie dotrze. Poczekała tylko parę dni, a ja z ogromną ciekawością się za nią zabrałam. Co prawda na początku miałam trochę problemów z przypomnieniem sobie pewnych faktów, ale później było już tylko lepiej!

Rogan powraca z zaświatów po to, by walczyć z biesami i siłami ciemności. Jest potomkiem czarnoksiężników z Góry Dzika i jego zadaniem jest wydarcie świętego Krwawego Ognia od służalców Białoboga. By tego dokonać musi zdobyć miecz wojenny, który należał dawniej do boga Radogosta. W trakcie poszukiwań trafi  na zachód, gdzie plemię Czechów jest zagrożone ze strony Łuczan, którzy nieustannie na nich napadają pod dowództwem demonicznego księcia Włościsława. Tym sposobem Czarnoksiężnik zostanie wciągnięty w wir wojny razem ze swoimi przyjaciółmi - wiedźmą Mireną oraz przywódcą wilczej sfory z królestwa zmarłych - Gorywałdem. 

Słowiańska fantastyka nie jest tak popularna w dzisiejszych czasach jak mitologia celtycka, nordycka czy nawet grecka. Wystarczy nawet przypomnieć sobie, czy uczyło się o niej na lekcjach historii. Bo zapewne nie było o tym w ogóle wspomniane, albo gdzieś pojawiła się jedynie wzmianka o niej. Trochę dziwne, bo sami jesteśmy Słowianami, a nie wiemy nic o naszej mitologii, która jest może nawet ciekawsza od tych już tak wiele razy wałkowanych. Juraj Červenák swoją serią o Czarnoksiężniku próbuje w ciekawy i fajny sposób powrócić do naszych korzeni. 

Miecz Radogosta wyróżnia się tak jak w przypadku pierwszej części charakterystycznymi bohaterami - spotkać tutaj można wiedźmy, bogów, czarnoksiężników, wilki, demony, książęta i wielu wielu innych. Trójka głównych, którą tak polubiłam wcześniej tutaj wypadła niestety nieco gorzej. Rogan, to postać najbardziej mroczna i tajemnicza, która nie do końca potrafi poradzić sobie z przeszłością. Byłby nadal moim ulubionym bohaterem, gdyby nie to, że pod koniec robi się słaby ze względu na jedną osobę i nie przypomina tego odważnego, groźnego Rogana co wcześniej. Kompanka Czarnoksiężnika, Mirena (zwana też Osą) to jedna z najbardziej złośliwych person książkowych, która z czasem zaczyna irytować swoim zachowaniem i staje się dla czytelnika obojętna. Najciekawszy jest Gorywałd, który nie rozumie zazwyczaj postępowania swoich przyjaciół i mówi to, co mu ślina na język przyniesie. Brakowało mi tutaj obecności Czarnoboga, który w poprzednim tomie pojawiał się częściej i był najbardziej zabawną postacią w całej książce. 

Nie można za to przyczepić się do świata wykreowanego przez autora. Nadał powieści specyficzny, mroczny klimat, który uzyskał dzięki nie tylko obecności różnych potworów, ale samej podróży głównych bohaterów, którzy na swej drodze spotkali wiele ciekawych i nowych postaci. Fajną sprawą jest tutaj wojna, której zostało poświęcone sporo uwagi i podczas której można było przyjrzeć się nowym zdolnościom Czarnego, które nie zaprzeczajmy - wywierają spore wrażenie. 

Miecz Radogosta to nadal świetna powieść fantastyczna z historycznym tłem, jednak odrobinę gorsza niż Władca wilków. Z pewnością sięgnę po kolejny tom jeśli wyjdzie, a właściwie nie mogę się już go doczekać po takim zakończeniu... Tak czy siak - polecam tę serię, bo naprawdę warto. 
Ocena 4+/6
Książka otrzymana od wydawnictwa Erica.

 Czarnoksiężnik:
Władca wilków | Miecz Radogosta

niedziela, 4 maja 2014

Kronika wykrakanej śmierci - Kevin Hearne


Tytuł oryginału: Hunted
Seria/cykl wydawniczy: Kroniki Żelaznego Druida 6
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 18 marca 2014
„Dobra wiadomość jest taka, że po tych wszystkich latach nadal żyjesz. Zła wiadomość jest taka, że po tych wszystkich latach nadal żyjesz.”

Wiele osób chciałoby żyć ponad dwa tysiące lat i móc obserwować zmiany zachodzące na całym świecie. Wiecie, nie starzeć się i cały czas wyglądać na dwudziestolatka - tak jak Atticus O'Sullivan. Z tą tylko różnicą, że jest druidem. Kilka dni temu skończyło się nasze szóste już spotkanie, a teraz Wam o nim trochę opowiem. Jeśli nie macie nic przeciwko, ale zapewniam Was, że było super!

Oczywiście, jak na niego przystało - wpakował się w niezłe kłopoty (które chyba nigdy go nie opuszczają). Tym razem musiał uciekać przed dwiema boginiami łowów, Artemidą i Dianą, które nie ustąpiłyby dopóki nie zobaczyłyby go martwego. Trzeba dodać, że miały ogromne wsparcie Olimpijczyków i nie dało się ich łatwo usunąć. Atticus wraz z Granuaile i wilczarzem Oberonem przemierzyli Rumunię, Polskę i Francję, by w końcu móc poprosić o pomoc przyjaciela Tuatha De Danann. Żeby nie było jednak tak prosto, ucieczkę nieustannie przerywał im nordycki bóg Loki, dla którego spalenie kolejnej krainy było nieziemsko śmieszne. A wystarczyłaby śmierć druida, aby rozpętać początek apokalipsy.

Kronika wykrakanej śmierci to taki powrót do tych pierwszych, najlepszych (według mnie) tomów, w których autor nie przedłużał specjalnie fabuły, było ciekawiej, zabawniej i ogólnie lepiej. Tak właśnie jest tutaj. Główny bohater pomimo swojego stażu wiekowego nadal rzuca błyskotliwe teksty i potrafi bawić czytelnika. Bardzo spodobały mi się również jego bliższe relacje z psem, uczennicą i niektórymi bogami. No właśnie. Dzięki tym bliższym relacjom mogłam lepiej poznać bohaterów, którzy pojawiali się na łamach tej serii już wcześniej, albo poznać zupełnie nowych, których autor przedstawił w naprawdę fajny sposób. Pokaz nowych zdolności, trzymane w ukryciu sztuczki, które nagle zaskakiwały wszystkich w walce i mnóstwo niebezpiecznych i śmiesznych przygód - to tylko ułamek tego co dzieje się w tej części.

Kevin Hearne stworzył świat, który ma jakieś swoje wady, ale i tak mogę polecać zapoznanie się z nim każdemu niezależnie od płci, czy wieku. Bo Kroniki Żelaznego Druida mogą spodobać się każdemu - może być tylko różnica zdań odnośnie poszczególnych tomów, bo są gorsze i lepsze. Ale nie można powiedzieć, że seria jest nudna i nie da się przy niej bawić. Bo da się, a dowodem tego są miłośnicy twórczości tego pisarza, którzy udzielają się regularnie na jego Facebooku.

Warto jeszcze wspomnieć o opowiadaniu dorzuconym na samym końcu książki, które jest tak jakby księgą 4.5 pomiędzy Zbrodnią i kojotem, a Kijem i mieczem. Często wydawnictwa rezygnują z wydawania takich dodatków do powieści, o czym też wspomina sam autor, ale dołączenie tego do Kroniki wykrakanej śmierci było świetnym pomysłem. Krótki tekst nawiązuje do wydarzeń, które miały miejsce w wymienionych przeze mnie tomach i dzięki temu wiele rzeczy nam się rozjaśnia.

Tak czy siak - polecam Wam bardzo, bardzo mocno (naprawdę bardzo) ten cykl, jeśli go jeszcze nie znacie. Atticus to jeden z najśmieszniejszych i najbardziej zwariowanych bohaterów, jakiego udało mi się spotkać w mojej karierze czytelniczej i dzięki któremu mogłam się świetnie bawić. Więc, nie mówcie nie, powiedzcie tak i biegiem do księgarni! :)
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Rebis.

Kroniki Żelaznego Druida:

sobota, 7 grudnia 2013

Na szczęście mleko… - Neil Gaiman


Tytuł oryginału: Fortunately, the Milk...
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 6 listopada 2013 
 „- Ale jeszcze nie jest później - zauważył profesor Steg. - Wciąż jest teraz. Później będzie dopiero później.''

Neil Gaiman to autor, którego praktycznie każdy miłośnik książek kojarzy. Być może znacie jego inne powieści, czytaliście i lubicie, albo może tylko zdajecie sobie sprawę, że ktoś taki jak on jest i tworzy sobie gdzieś w zaciszu domowym kolejne dziwne historie. Ja należałam do tej drugiej grupy osób i w końcu postanowiłam sięgnąć po któreś z jego dzieł, a że nadarzyła się okazja by zapoznać się z niedawno wydaną jego pozycją - zgodziłam się bez wahania. I muszę przyznać, że zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Opowieść może głównie zainteresować młodszych czytelników, ale również ci starsi będą przy niej się dobrze bawić.

Kiedy miałabym opowiedzieć w skrócie, o czym ona jest, odpowiedziałabym, że po prostu o mleku. Ale zapewne tym, nikogo nie zachęciłabym do przeczytania jej. Rozpoczyna się dość zwyczajnie. Mama zostawiła w domu dwójkę swoich dzieci z mężem, wcześniej przekazując pełną listę rzeczy, które muszą zrobić podczas jej nieobecności. Rano, kiedy rodzeństwo chce zjeść na śniadanie płatki z mlekiem, okazuje się, że mleka nie ma. Ich tata więc udaje się do sklepu, jednak jego nieobecność przedłuża się, a oni nie wiedzą co się z nim dzieje. Gdy wraca, opowiada im dziwną historię, w której został porwany przez zielonych i śluzowatych ludzi. W swojej opowieści wspomina o spotkaniu z bogami dżungli, piratami, policją galaktyczną i innymi dziwnymi istotami. Nawiązuje również do mleka, które musiał pilnować i dzięki któremu udało mu się powrócić do domu... 

Muszę przyznać, że sięgając po tę książkę, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Byłam przekonana, że to pozycja przeznaczona tylko i wyłącznie dla dzieci - ale po przeczytaniu wiem już, że nie do końca tak jest. Z pewnością pięcioletniemu dziecku trudno byłoby zrozumieć większość słów, które tutaj występują, chociaż same obrazki mogą w jakiś sposób zaciekawić do poznania historii bohaterów. Wracając do moich wrażeń po lekturze. Uważam ją za niezwykle ciekawą i intrygującą, którą czyta się naprawdę bardzo szybko. Warto również wspomnieć o dynamicznej akcji, dzięki której nie da się nudzić - jedno wydarzenie goni drugie, a główna postać znajduje się nieustannie w jakimś niebezpieczeństwie. Neil Gaiman zabrał mnie do jednego z najdziwniejszych światów fantastycznych, w którym spotkałam różnobarwnych bohaterów, którzy swoimi wypowiedziani nieustannie mnie rozśmieszali.

Na szczęście mleko... to jedna z najbardziej zabawnych i ciepłych opowieści, jaką udało mi się przeczytać w tym roku. Do plusów zaliczyć trzeba również świetne ilustracje Chrisa Riddella, które wiernie odzwierciedlały przygody taty z mlekiem. Bardzo spodobała mi się też  ogromna ilość pomysłów Gaimana i sposób ich przedstawienia. Jestem pewna, że historia skradnie serca nie tylko dzieci, ale również dorosłych.

Moje skradła. Polecam serdecznie.
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję BookSenso.

PS. Jutro na blogu możecie spodziewać się konkursu, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz tej książki. :) 

środa, 25 września 2013

Kijem i mieczem - Kevin Hearne


Tytuł oryginału: Trapped
Seria/cykl wydawniczy: Kroniki Żelaznego Druida V
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 23 lipca 2013
„[...] Jeśli chcesz, żeby mroczne elfy złożyły ci wizytę w starym dobrym Midgardzie, to zrzucaj na nie wszystkie winy przez dobre piętnaście wieków - w końcu cię usłyszą.”

No i po kilku miesiącach spotkałam się po raz kolejny z jednym z moich książkowych przyjaciół, z Atticusem - ostatnim druidem. Przeżyłam z nim parę dość ciekawych przygód i po zakończeniu każdej z nich, mam ochotę na ich dalszą część. Tomy różnią się od siebie nie tylko poziomem, ale również licznymi zmianami w fabule - inne miejsca, postaci, wydarzenia, humor. Autor stara się za każdym razem przedstawić coś nowego, co wzbudzi w nas zaskoczenie i utkwi w pamięci. Po przeczytaniu Zbrodni i kojota zaczęłam mieć obawy, że kolejne części będą coraz gorsze, ale na szczęście się myliłam, ponieważ piątka zdecydowanie została lepiej przemyślana, a pisarz zaczął powracać do tematów, od których wcześniej się oddalił.

Granuaile to dziewczyna, którą powinien znać każdy, kto zapoznał się z wcześniejszymi tomami. Jak pewnie pamiętacie, zaczęła uczyć się po to, by zostać drugim druidem (co znacznie ułatwiłoby życie Atticusowi, który od wielu lat ze wszystkim musiał radzić sobie sam). Minęło dwanaście lat i w końcu przyszedł moment na to, by O'Sullivan splótł ją z ziemią. Niestety nie będzie tak łatwo to wykonać, ponieważ pomimo tego, że jedni bogowie będą starali się im pomóc i obdarują ich licznymi podarunkami, to drudzy zrobią wszystko, aby nie doszło do tego rytuału. Kiedy Atticus wraz z Granuaile i Oberonem lądują u stóp Olimpu, odkrywają że ich wrogowie nie mają wcale złych zamiarów oprócz pomocy w uratowaniu ich świata. Bohaterowie zanim ukończą swoje najważniejsze zadanie, zobaczą wiele dziwnych sytuacji i istot, zabiją paru nadprogramowych elfów i zobaczą, że klauny nie są wcale takie miłe. Będą walczyć tym razem... kijem i mieczem.

Od dawna zastanawiam się, po co sięgam po cykle książek, które czasami dłużą się w nieskończoność, czy po prostu mają kilka tomów. Z jednej strony uwielbiam to czekanie, nutkę ekscytacji kiedy wypatruje się na horyzoncie nowej części i możliwości bycia dłużej z naszymi ukochanymi postaciami. Jednak z drugiej czasami robi się to wręcz irytujące - wydawnictwo przestaje nagle wydawać kontynuacje, tom za tomem robi się coraz bardziej monotonnie i widać, że pisarz nie ma już pomysłów, albo ja sama nie mam w danym momencie możliwości kupienia świeżego egzemplarza. Plusy i minusy się zazwyczaj równoważą, jednak zdecydowanie wygrywa tutaj przywiązanie się do osób, które istnieją tylko na kartkach powieści. Czasami trudno jest pożegnać się z nimi już po kilkuset stronach, a jeszcze gorzej po dwóch tysiącach - jednak to nie jest aż tak wielką przeszkodą. Kiedy myślę sobie, że Kroniki Żelaznego Druida w Polsce miały wydane być jako trylogia, krzywię się z wyraźnym zniesmaczeniem. Bo jak tu przerwać tą niezwykle ciekawą opowieść tak szybko? Bez kolejnych i może bardziej intrygujących przeżyć, wydarzeń. Z pewnością byłby to zły pomysł nawet pomimo lekkiego zaniżania się poziomu serii, która zaczyna odżywać właśnie w tym, piątym tomie, z którym spędziłam niezwykle przyjemnie kilka jesiennych popołudni.

Jestem wdzięczna Kevinowi za to, że postanowił powrócić do krain bogów i opowiedzieć nam o innych nieznanych miejscach czy istotach. Nawet sam rytuał, który mnie niezmiernie intrygował, wypadł jeszcze korzystniej, niż mogłam to przypuszczać. Właściwie miałam wrażenie, że to ja jestem splatana z ziemią i że to przeze mnie przepływa moc Gai. Opowieści o mrocznych elfach powodowały u mnie ogromne zainteresowanie i chęć poznania ich sekretów już na samym początku. Zostałam również oczarowana tym, w jaki sposób autor opisywał uczucia łączące przeróżnych bohaterów - tutaj było to w końcu wyraźnie widać. Co jeszcze utkwiło mi w pamięci? Kolejna ewolucja bohaterów, jednak tym razem zupełnie inna, bardziej żywsza i można by rzec, że doroślejsza (jeśli można tak mówić o ponad 2000-letnim druidzie).

Kijem i mieczem to udana kontynuacja, w której zostało zawartych wiele tematów, na które czekałam już od bardzo dawna. Cieszę się, że nie porzuciłam Kronik już po trzeciej części, która trochę różniła się od dwóch poprzednich, czy też po czwartej - tej najsłabszej. Mogłabym się przyczepić do humoru, z którym najbardziej kojarzy mi się druid i cała ta historia, a tutaj naprawdę nie było wielu fragmentów, z których mogłabym się pośmiać. Słabą stroną też jest powtarzanie wydarzeń, które miały miejsce wcześniej i chwilami głupkowate zachowanie Atticusa. Oprócz tych mankamentów powieść jest jak najbardziej udana i tradycyjnie - gorąco zachęcam do zapoznania się z nią - myślę że warto.
Moja ocena 4+/6, 7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Rebis.

Kroniki Żelaznego Druida:

sobota, 30 marca 2013

Nevermore: Cienie - Kelly Creagh


Tytuł oryginału: Nevermore: Enshadowed
Seria/cykl wydawniczy: Nevermore II
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 17 października 2012
„- Wspomnienia – powiedział jakiś melodyjny głos za jej plecami. – To pajęczyny, w które łapie się umysł.”  

Od czasu kiedy Varen zniknął, Isobel nie potrafi powrócić do normalnego, codziennego życia jakie wiodła przed poznaniem gota. Dlatego też narażając się rodzicom postanawia go odnaleźć - wyrusza do Baltimore, aby spotkać Reynoldsa, który co roku zostawia różę na grobie pisarza Edgara Allana Poe. To również mężczyzna, który przez ostatnie miesiące ją oszukiwał i który ma klucz do innego świata. Dziewczyna odnalazłszy przejście, odkrywa że wszystko od jej ostatniej wizyty uległo drastycznym zmianom. Uświadamia sobie, że znalazła się w świecie przerażających istot, które nie pozwolą jej odejść - będą walczyć dotąd, aż któreś z nich zginie. Wszystkie dobre uczucia i emocje zamieniają się w złe - miłość w nienawiść, a radość w smutek. To samo dotyczy Varena, który staje się jej wrogiem. Znalazł się w krainie, w której sny stają się jawą, a wszystko jest trudne do odróżnienia i zrozumienia.

Po niezwykle dobrej pierwszej części, sięgnęłam po drugą, która okazała się pozycją dość średnią. Oczekiwałam naprawdę wiele i nie ma się czemu dziwić, ponieważ kiedy napisze się tak piękną historię otoczoną mrocznym klimatem, która wciąga i czyta się ją błyskawicznie, nie może być inaczej. Tego chciałam również doświadczyć w Nevermore: Cienie. Niestety -  nie jest pięknie, opowieść nie wciąga, a jedynym plusem jest ta mroczna i bajkowa strona. Czytałam wiele recenzji, w których pisaliście, że Kelly Creah nie napisała świetnej kontynuacji, ale nie wierzyłam Wam do końca, ponieważ naprawdę nie mogłam pojąć tego, że TA autorka, może napisać coś gorzej i mniej ciekawie. Niestety może.

O ile wcześniej Isobel uważałam za inteligentną i bardzo ciekawą postać, o tyle teraz tak powiedzieć nie mogę. Dziewczyna tęskniąc za Varenem popełniała głupie błędy i nie robiła nic innego oprócz nieustannego rozpaczania i denerwowania rodziców, znajomych. Miałam wrażenie że większość fabuły rozgrywa się w jej domu, a raczej pokoju - znam chyba każdy zakątek i przedmiot tych pomieszczeń, a kurtkę gota mogłabym Wam opisać ze szczegółami - z jakich nici została uszyta i gdzie ma przekrzywiony jakiś wzorek. Varena praktycznie rzecz biorąc nie było i to jest ogromny minut tej powieści, ponieważ jego postać była najbardziej intrygującą i to koło niego wszystko się rozgrywało. Spotkamy za to Pinfeathersa w całkowicie innej postaci - jego zmiany bardzo mnie zaskoczyły i właściwie zdołałam go nawet polubić i Reynoldsa, ogromnie irytującego, ale za to mądrego faceta, który wie dużo. Na deser otrzymamy też przyjaciółkę Isobel - Gwen, bardzo energiczną osobę, która jako jedyna wprowadzała jakieś napięcie do tego nudnego i nic nie znaczącego lamentu samotnej czirliderki. 

Warto zwrócić uwagę na wątek paranormalny - zagadnienie wyobraźni i snu, które nadal mnie fascynuje i z niecierpliwością oczekiwałam momentów, w których bohaterka przeniesie się do tego innego świata. Ciekawym pomysłem było to, jak sprawdzić czy się jest w rzeczywistości czy na jawie - bohaterka na samym początku nie zwracała na to szczególnej uwagi, dlatego dochodziło do dość zabawnych sytuacji. Jednakże tak jak w przypadku części pierwszej tak i tu dopiero w finale stykamy się z najbardziej mrocznymi wytworami naszej wyobraźni, to ta kraina budzi największy lęk, ale również ciekawość i chęć poznania go. Nawiązanie do Edgara Allana Poego nadal jest widoczne co uważam za jeden z aspektów tej lektury i bez wątpienia dzięki takiemu zabiegowi historia stała się bogatsza, bardziej klimatyczna i mogła zaciekawić czytelników do tego stopnia, że wyrazili zainteresowanie się tym niecodziennym pisarzem.

Nevermore: Cienie nie uważam za dobrej kontynuacji, a niestety średnią. Według mnie Kelly Creagh mogła zupełnie inaczej stworzyć tę część historii. Owszem Varen jest uwięziony, ale czy przez całą książkę musimy czytać o tym jak Isobel za nim tęskni i jaka się robi przy tym infantylna? Wydaje mi się, że nie. Połowa była praktycznie o niczym, później zaczęło robić się ciekawiej, ale to końcówka jest jedyną naprawdę mocną stroną tej pozycji. W niej spotkamy Lilith i inne potwory, ale przede wszystkim Varena, który okaże się być kimś obcym o twarzy przerażająco smutnej, ukrytej w cieniu rozpaczy. Ten fragment wywołał u mnie wiele emocji i to on zachęcił mnie do tego, abym sięgnęła za jakiś czas po kolejny tom, który mam nadzieję okaże się o wiele lepszy od tego.
Moja ocena 3+/6, 5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar.

Co prawda nie pasuje tak jak do pierwszej części, ale to przy piosenkach The Birthday Massacre czytałam Nevermore:
Nevermore:
Nevermore: Kruk | Nevermore: Cienie

sobota, 9 marca 2013

Wędrówka przez sen - Josephine Angelini


Tytuł oryginału: Dreamless
Seria/cykl wydawniczy: Spętani przez bogów II
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 17 lipiec 2012
 „Jak mam o tobie zapomnieć? Jesteś częścią mnie. Żeby cię zapomnieć, musiałabym zapomnieć o sobie.” 

Minęły dwa tygodnie od czasu kiedy przeczytałam drugą część Spętanych przez bogów i nadal czuję się oszukana przez autorkę. Pewnie większość z Was w myślach teraz zada mi pytanie: 'Dlaczego?', a no dlatego że tom pierwszy wywarł na mnie tak ogromne wrażenie że wystawiłam mu szóstkę i opiewałam go zachwytem. Oczekiwanie na przeczytanie kontynuacji było podszyte nutką ekscytacji, która minęła gdy zaczęłam wgłębiać się w dalszą część przygód moich ulubionych bohaterów. Poczułam się jakby ktoś oblał mnie zimną wodą i sprowadził na ziemię pokazując przy tym szarą rzeczywistość i uzmysławiając, że nie powinno się polegać na kimś już po pierwszym kontakcie. Wędrówka przez sen zdecydowanie zaniżyła poziom trylogii, ale generalnie rzecz biorąc,mogło być jeszcze gorzej.

Helena jest potomkinią Heleny Trojańskiej i co najdziwniejsze, nadal stara się być normalną nastolatką, która codziennie siedzi na lekcjach w szkole, ale oprócz tego nie wszystko idzie zgodnie z jej planem. Jej zadaniem jest uwolnić od siebie i swojej rodziny klątwę, która spadła na sukcesorów. Nocami podejmuje się wędrówki do krainy bólu i cierpienia - królestwa Hadesa, która z dnia na dzień wyczerpuje ją coraz bardziej i zaczyna nie dawać rady. Jedyną osobą, która potrafi sprawić jej radość jest Lucas, który z niewiadomych powodów zaczyna ją odtrącać, a na jego miejsce trafia Orion - niesamowicie przystojny i pomocny chłopak, dzięki któremu cel całego przedsięwzięcia zaczyna nabierać barw i kształtów. Czy uda im się pokonać klątwę i czy Helena poradzi sobie z uczuciem do dwóch półbogów? 

Na korzyść książki z pewnością wpływa oprawa graficzna, która, powiedzmy sobie szczerze, przyciąga wzrok i zachęca do spojrzenia na opis i wszelkie napisy. Zdjęcie na okładce jest autorstwa Lary Jade, której twórczość bardzo cenię i cieszę się z faktu, że to właśnie jej praca stała się wizytówką drugiej części tej trylogii. Drugim pozytywnym aspektem powieści jest wprowadzenie nowego motywu - Podziemia, krainy całkowicie niebezpiecznej i ponurej, a mimo tego przedstawionej w bardzo interesujący sposób. Josephine Angelini wywołała u mnie niemałą ciekawość tym światem i uważam że to jeden z lepszych pomysłów, jakie wykorzystała. Kolejnym są bogowie - postaci całkowicie nowe, którym tym razem możemy przyjrzeć się z bliska i ocenić ich zachowanie, wygląd. Na tym polu również mogłabym pogratulować pisarce, ponieważ totalnie zaskoczyła mnie ich kreacją i tym, że praktycznie rzecz biorąc są tacy sami jak ludzie (albo bardziej głupsi i dziecinni).

Warto zwrócić uwagę na pozostałych bohaterów, którzy tak naprawdę odgrywają największą rolę w tej historii. Helena to jedna z tych osób, o których nie wiem co do końca powiedzieć - o ile wcześniej potrafiłam obdarzyć ją bezwarunkową sympatią, teraz nie mogę o tym do końca powiedzieć, ponieważ chwilami przypominała kogoś zupełnie innego i maksymalnie denerwującego. Na szczęście postać Lucasa pozostaje bez zmian na gorsze - fragment mojej recenzji, która znalazła się na okładce Wędrówki przez sen, w której jest mowa o zakochaniu w nim jest zgodna z prawdą. Nadal potrafił mnie czymś zadziwić, rozśmieszyć, wkurzyć i wywołać całą gamę emocji, dzięki czemu nie straciłam wiary w tę, zapowiadająca się tak świetnie, opowieść. Cała rodzina Delosów nadal jest tą samą, z którą spotkałam się wcześniej i z którą można przeżyć naprawdę ekscytująco każdy dzień. Na koniec pozostawiłam Oriona, ponieważ umieszczenie go tutaj z jednej strony podoba mi się, a z drugiej wręcz przeciwnie. Zacznę od pozytywnej strony - dzięki jego obecności sporo rzeczy musiało ulec zmianie, a to spowodowało że nie sposób było się nudzić. Ponadto i tak nie byłoby to możliwe, ponieważ facet opisywany jest tak, że czytelniczki mogą mieć problem z zachowaniem kamiennej twarzy, potrafi również rozbawić i wprowadzić jakąś swobodę w tak poważne zadanie jakim obarczona jest Helena. 

Z drugiej strony... Josephine Angelini stworzyła trójkąt miłosny! Nie piszę tego z podekscytowania, a zażenowania, ponieważ motyw ten zrobił się już sztuczny, nudny, nijaki, a został wprowadzony do tej książki i według mnie jest to totalnym nieporozumieniem.  Czytając powieść natknęłam się na parę fragmentów, w których rozmowa Oriona z Heleną była infantylna i w ogóle nic nie wnosząca, po której można było się domyślić, że pisarka nie miała w ogóle pomysłu na to jak opisać daną sytuację, w której chciała wywrzeć na czytelniku jakieś określone emocje. Sama nadal głowię się nad tym jakie, bo u mnie wywołały irytację i chęć rzucenia powieścią o ścianę. Kolejnym mankamentem jest odepchnięcie na bok wielu postaci i sytuacji z pierwszej części - chociażby ojca Heleny, treningów czy też przesiadywania na balkoniku. Ostatnim irytującym faktem jest to, że wydawnictwo Amber zamieszcza fragmenty recenzji wielu osób bez podpisania do kogo one należą, są jedynie podane strony z których są wzięte. Owszem, fajnie jest zobaczyć tam swoje dwa zdania, ale fajniej byłoby gdyby komuś chciało się przynajmniej podać nick danej osoby, czy nawet zapytać się o zgodę. No, ale po co?

Wędrówka przez sen to sequel Spętanych przez bogów, który niestety nie spełnił moich wymogów i moje uwielbienie do trylogii zmalało, mimo to nie żałuję sięgnięcia po niego, bo koniec końców są elementy, dzięki którym nie poddałam się i skończyłam czytać. Historia wciąga, ale nie jest tak ekscytująca jak w przypadku pierwszej części, gdy zaczyna robić się ciekawie, coś nagle się psuje i tak w kółko. Czy polecam sięgnięcie po nią? Uważam, że warto, ponieważ poznanie Oriona jest naprawdę intrygującym doświadczeniem, spotkanie trochę innego Lucasa również, a gdy to tego dorzucimy bandę rozwścieczonych i chorych na umyśle bogów może wyjść z tego coś w miarę sensownego i dla wielu z pewnością - niesamowitego. 
Moja ocena 4/6, 6/10 

Nadal mam do tej trylogii sentyment i wierzę w to, że trzecia część okaże się tak dobra jak trójka, dlatego też postanowiłam dać jej czwórkę, a nie 3+. Ponadto chciałam wspomnieć też o okładkach, polska podoba mi się, ale gdy zobaczyłam tę np. z Serbii czy z Włoch, aaa <3 Prawda, że są cudne?

Spętani przez bogów:
Spętani przez bogów | Wędrówka przez sen | Goddess

piątek, 18 stycznia 2013

Bogowie muszą być szaleni - Aneta Jadowska


Seria/cykl wydawniczy: Heksalogia o Dorze Wilk tom II
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 9 styczeń 2013
,,Spoglądali na mnie, jakbym była różowym słoniem, który dość nieoczekiwanie pojawił się w salonie.''

Przeczytawszy kilka dni temu Złodzieja dusz, od razu sięgnęłam po drugą część - Bogowie muszą być szaleni. Osobom znającym Dorę, nie muszą tłumaczyć, jaka byłam szczęśliwa, mając u siebie już kolejny tom, po którym spodziewałam się naprawdę wiele akcji. W końcu tytuł do czegoś zobowiązuje. Muszę napisać, że nadal jestem pełna podziwu dla autorki za jej genialne pomysły, dzięki którym miałam przyjemność spędzić całkiem miło czas wolny od obowiązków szkolnych. Osobiście jestem bardzo na tak i mam nadzieję, że w przyszłości nic sie nie zmieni. Jak wypadła druga część w porównaniu do pierwszej? O tym w dalszej części recenzji.

Dora Wilk znana jest przede wszystkim jako złośliwa wiedźma, która nieustannie wplątuje się w kłopoty, w których nikt (uwierzcie!), nie chciałby się znaleźć. Co tym razem? Kiedy pewnego dnia, sobie smacznie śpi, w śnie odwiedza ją kobieta, która potrafi przemieniać się we wronę i pokazuje jej przerażającą przyszłość. Musi zrobić wszystko, aby do tego nie doprowadzić, dlatego też całkowicie niechętnie odnawia i poprawia kontakty z wampirami, wilkołakami, czy też Archaniołami. Jej zadaniem jest, by Toruń, Trójmiasto, Trójprzymierze i Thorn były nadal bezpiecznymi miejscami. Zaprowadzenie porządku nie ułatwia jej z pewnością totalna wariatka, która nigdy nie zaznała miłości. Okładkowo, ale stosownie do sytuacji: ,,Drżyjcie Bogowie. Niech zabrzmi Highway to hell!''

Sięgając po tę powieść, byłam świadoma tego, że może wypaść gorzej niż Złodziej dusz i tak też jest. Aneta Jadowska przyzwyczaiła mnie do swojego złośliwego, jadowitego języka, dzięki któremu wypowiedzi bohaterów rozkładały mnie na łopatki, a tutaj mi tego zabrakło. Pisarka nadrobiła jednak pod koniec książki, gdzie śmiałam się już co chwilę. Co jeszcze mi nie odpowiadało? Liczba nowych wątków, jaka została wprowadzona zwiększa akcje, historia staje się bogatsza, ale przez to też dowiadujemy się tylko ogólnikowo o systemie, chociażby wampirów czy Archaniołów. Jest dużo informacji, ale wszystko naraz nie dało, według mnie, zamierzonego efektu. Z mankamentów tyle, a teraz przejdźmy do rzeczy przyjemniejszych, dzięki którym po raz kolejny zatraciłam się w piórze Jadowskiej.

Po pierwsze, postaci, przez które wiele razy podczas lektury miałam ochotę powyrywać sobie włosy, bo nie mogłam uwierzyć w to co robią, mówią. Uwierzycie jeśli powiem, że tu są jeszcze bardziej wyraziści i dużo ciekawsi niż w Złodzieju dusz? Dora po prostu ma w sobie coś, co każe dosłownie każdemu zamknąć jadaczkę i obślinić jej rękę. Muszę dodać, że się okropnie pomyliłam pisząc recenzję wcześniejszego tomu. Bo wiele zmienił Miron, który tym razem podbił moje serce bardziej niż Joshua. Kiedy czytałam pewne fragmenty, mówiłam: ,,Nareszcie!'' i strasznie przeżywałam to, co dzieje się pomiędzy ich porąbaną trójką. Ponadto bardzo przypadła mi do gustu koncepcja Lucyfera, którego wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, a tutaj spotkało mnie ogromne zaskoczenie! Nie mogę wspomnieć też o Romanie (,,Waszej Kąśliwości''), który rozbrajał swoim humorem, czym zaskarbił sobie moje uznanie. Sytuacja się powtarza, bo to znowu kreacja postaci stanowi największy atut historii! 

Bogowie muszą być szaleni to powieść, która obfituje w niespodziewane zwroty akcji i szybkie tempo, dzięki czemu naprawdę nie można się nudzić. Już od samego początku coś się dzieje, a gdy się coś kończy, zaraz wybucha kolejna mina i tak w kółko. Niemniej jednak to przy końcówce pewne wydarzenia sprawiły, że serce mało co nie wyskoczyło mi z piersi, dosłownie. Siedziałam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić w pewnym momencie, czy się śmiać czy płakać. Historia wywarła na mnie tak skrajne emocje, że sama nie mogłam uwierzyć w to, aby pod sam koniec mogło stać się coś tak.. kompletnie nieprzewidzianego. Zakończenie można uznać w pewien sposób, jako wstęp do kolejnej części, w której z pewnością będzie się dziać i to bardzo dużo. Właściwie to nie wiem jak wytrzymam oczekiwanie na kolejne spotkanie z moimi ukochanymi bohaterami... Wraz z nimi przemierzyłam świat istot magicznych i miałam okazję stanąć u bram piekieł, które zaskakuje, ale też w jakimś stopniu przeraża. Wspomnieć trzeba też o nawiązaniach do bogów, którzy stanowią dość intrygujący element tej historii, o czym możecie przekonać się sami, sięgając po tę niezwykłą książkę. Reasumując, pomimo pewnych mankamentów powieść Bogowie muszą być szaleni uważam za jedną z tych, obok których nie da się przejść obojętnie. Po przeczytaniu nadal rozmyśla się o tym, co się wydarzyło, a co nowego może przynieść kolejna część. Stawiam 5 i mam ogromną nadzieję, że w kontynuacji postawię ocenę wyższą. :)
Moja ocena 5/6, 8/10
Książkę otrzymałam od Fabryki Słów.

Heksalogia o Dorze Wilk:
Złodziej dusz | Bogowie muszą być szaleni | Zwycięzca

środa, 16 stycznia 2013

Złodziej dusz - Aneta Jadowska


Seria/cykl wydawniczy: Heksalogia o Dorze Wilk tom I
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2012
 „- Co znowu? - warknął Joshua na widok pergaminu obwieszonego pieczęciami jak choinka bombkami. 
- Dziadek się stęsknił. - Miron był szczerze rozbawiony nieszczęśliwą miną przyjaciela. Dziadek Joshui był szychą w Radzie Archanielskiej. Może o nim słyszeliście, na imię ma Gabriel, a na koncie jedno spektakularne zwiastowanie.”

Dora oficjalnie jest policjantką, a prywatnie wredną wiedźmą, która nieustannie wplątuje się w przeróżne konflikty. Miron pochodzi z piekła i poznajemy go jako diabelnie przystojnego faceta, a Joshuę jako prawdziwego, nieśmiałego anioła. Generalnie powinni być dla siebie wrogami, ale dzięki wielu wspólnym cechom zostali przyjaciółmi, którzy tworzą całkiem zgrany zespół. Pewnego dnia główną bohaterkę nawiedza sen, w którym spotyka swoją przyjaciółkę, którą atakuje tajemniczy mężczyzna, posiadający ogromną moc. Dora wraz ze swymi towarzyszami zostaje zmuszona, by odnaleźć człowieka odpowiedzialnego za porwanie kilkunastu istot nadprzyrodzonych, a po drodze musi wpaść do Trumny, odwiedzić wilkołaków, a co za tym idzie skopać im tyłki, przekonać nastolatkę, że piekło nie jest tak kuszące jak myśli. No i oczywiście złamać wszystkie zasady i skończyć ledwie żywa. Ale czego Dora nie zrobi! :)

Złodziej dusz to pierwsza część serii autorstwa Anety Jadowskiej, zaliczanej do gatunku urban fantasy. Autorka książki chciała pisać od zawsze, a inspiracje do pisania historii czerpie ze swojego życia. Chciała być jednocześnie policjantką, aktorką, dziennikarka interwencyjną i aktywistką Greenpeace, więc postanowiła rozwijać swoje pasje, pisząc powieści, które z pewnością zaskakują swą oryginalnością i odbiegnięciem od rutynowych i już nudnych historyjek, które teraz są niezwykle popularne. Fabuła już od samego początku wciąga czytelnika w świat pełen kontrastów, które nieustannie bawią i sprawiają, że historia staje się bogatsza. Sięgając po Złodzieja dusz narażacie się wszystkim, którym coś obiecaliście - nie zrobicie nic oprócz pochłaniania kolejnych stron i śmiania się co chwilę z zabawnych wypowiedzi bohaterów.

„- Wasza Kąśliwość, cóż to za zaszczyt - powiedziałam. Roman był wampirem ze Starszyzny, nie znosiłam go, mentalnie zatrzymał się w średniowieczu i tak już chyba zostanie. Wydawało mu się, że miejsce kobiety jest przy palenisku albo w legowisku, i tyle.”


Nie lubię mało wyrazistych, płytkich i sztucznych jak plastik głównych postaci kobiecych, dlatego też gdy zabrałam się za tę powieść, praktycznie już na początku zauważyłam, że tym razem będzie inaczej, ponieważ Dora całkowicie wyróżnia się na tle innych bohaterek. Może zacznijmy od tego, że jest policjantką (jedyną w swoim zespole) i to jeszcze najlepszą, a poza tym jako jedyna potrafi dostrzec rzeczy,  jakich inni nie są w stanie ujrzeć na własne oczy. Z drugiej strony jest też wiedźmą i to całkiem złośliwą, która nie ma żadnych granic w swoim zachowaniu - wyzywanie prokuratora jest niczym w porównaniu do oferowania kawy czy naleśników Archaniołowi, czy też propozycja walki, kiedy nie zgodzi się na jej warunki. Szczególną uwagę zwraca diabelski pomiot, który zwie się Miron i jest naprawdę nieziemsko (szkoda, że byłby ziemsko jak pochodzi z piekła :D) facetem. To wierny towarzysz Dory, z którą ma wiele dość ciekawych wspomnień i jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Joshua to przeciwieństwo Mirona - jest nieśmiały i przede wszystkim, bardziej tajemniczy, przez co trudniej go poznać. Jednak dzięki temu staje się dla nas intrygujący, bo mało wiemy i czekamy, aż pojawi się jakaś o nim wzmianka. W pewnym momencie Was zaskoczy tak, że będziecie się śmiać i płakać jednocześnie! Oczywiście jest wiele innych postaci, które coś wnoszą do tej historii, niemniej jednak  to kreacja głównych bohaterów jest najsilniejszym atutem powieści.

Od dawna nie czytałam tak dobrze skonstruowanej pod każdym względem książki, która wywołałaby u mnie wszelkie możliwe emocje. Przygodę z Dorą w Złodzieju dusz wspominam bardzo dobrze, pomimo ogromnego bólu oczu i ich łzawienia - nawet to nie zmusiło mnie, abym przestała czytać. Byłam strasznie ciekawa, co będzie dalej, co się stanie i dosłownie każde zdanie motywowało do tego, aby nie przerywać. Coś jak przyciąganie magnetyczne, plusy i minusy i brak sposobu, aby móc odetchnąć chociaż na chwilę. Na dodatek mam całe dwie kartki zapisanych stron, na których coś mnie rozśmieszyło i kilka osób już wie, że Aneta Jadowska potrafi swoim językiem rozłożyć czytelnika na łopatki!

„- Sypianie ze mną ci służy. - Zaśmiałam się głaszcząc go po policzku. Zamrugał i zaśmiał się razem ze mną. - Najwidoczniej. - Spojrzał na prokuratora i rzucił w jego stronę cynicznie: Nie wiem co bierzesz, Żamłoda, by mieć takie jazdy ale chciałbym poznać twego dilera.”

W powieści się bezapelacyjnie Z-A-K-O-C-H-A-Ł-A-M! Mogłabym wspomnieć, że wkurzyła mnie jedna strona, że coś mi w niej nie pasowało, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że to tylko moje chwilowe widzimisię. Złodziej dusz jest pozycją niezwykłą, nie tylko ze względu na wspaniale skonstruowaną fabułę, ale też interesującą kreację bohaterów. Ponadto historia ta obfituje w zaskakujące zwroty akcji, dzięki którym nie ma mowy o nudzie. Widać też, że Aneta Jadowska lubi uprzykrzać życie postaciom, ponieważ nieustannie coś staje im na drodze - ktoś jest bliski śmierci, inny co chwilę powstrzymuje się przed pewnymi czynami i tak w nieskończoność..  W trakcie podróży po Toruniu tym rzeczywistym jak i magicznym towarzyszył mi zachwyt i nutka podniecenia, bo była to bez wątpienia przygoda fascynująca, zaskakująca i głęboko zapadająca w pamięć. Jestem totalnie, bezsprzecznie zakochana w tej historii i prawdziwym aniele, który myślę, że w przyszłości może wiele zmienić.. :)
Moja ocena 6/6, 10/10 *__*

Heksalogia o Dorze Wilk:
Złodziej dusz | Bogowie muszą być szaleni | Zwycięzca

środa, 9 stycznia 2013

Zbrodnia i kojot - Kevin Hearne


Tytuł oryginału: Tricked
Seria/cykl wydawniczy: Kroniki Żelaznego Druida tom IV
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: październik 2012
Książka dostępna tutaj: .klik.
,,- Taki ze mnie geolog, jak z pana Benally'ego dobroczynny przedsiębiorca - mruknąłem''

Kroniki Żelaznego Druida słyną z tego, że większość osób po przeczytaniu pisze o tym, że są ta książki, które przede wszystkim bawią i są dobrze napisane. Kevin Hearne stworzył świat całkiem odmienny od tych, które możemy spotykać w tego typu literaturze i co najważniejsze - nie ma tu zakazanej miłości, cukrowych i głupich nastolatek. Należę do grona osób, które uwielbiają pióro tego autora i zawsze z niecierpliwością czekają na nowe tomy, aby ponownie spotkać się z najstarszym i ostatnim druidem, jego cudownym psem i masą niezwykłych problemów. Jednak, patrząc z perspektywy czasu, muszę stwierdzić, że nowe części są coraz gorsze.. Na początek jednak przyjrzyjmy się z bliska samej fabule.

Atticus O'Sullivan po wyprawie do Asgardu nie może powrócić do swojego spokojnego życia, bo jest to już niemożliwe, przez to co zrobił w krainie bogów. Zniszczył kilku z najważniejszych, a Odyna doprowadził do tego, że stał się warzywem. W wyniku tego za druidem wyruszają w pościg bogowie piorunów, a jedyną osobą która może mu pomóc jest Kojot - indiański bóg oszustów. Wszystko zaczyna się od śmierci bohatera - tej upozorowanej - i to właśnie przez to Atticus musi srogo zapłacić, z czego na początku (oczywiście) nie zdaje sobie sprawy. Dlatego przychodzi mu walczyć ze skórokształtnymi, których nawet on nie jest w stanie zabić, czy robić rzeczy, których normalny człowiek nawet nie byłby sobie w stanie wyobrazić. Kiedy druid nie spodziewał się już niczego gorszego, nagle nadchodzi zdrada z nieoczekiwanej strony. Kto taki byłby w stanie zrobić coś tak potwornego Atticusowi? Przekonajcie się sami!

Zbrodnia i kojot już od samego początku napawała mnie obawami, ponieważ przypuszczałam, że może nie wypaść tak dobrze, jak chociażby część pierwsza czy druga. Po opisie możemy spodziewać się kolejnej niebezpiecznej przygody ze świetnymi bohaterami i licznymi powiązaniami z mitologią. Otóż tych powiązań niestety było mało, a był to jeden z lepszych atutów tej serii. Naprawdę oczekiwałam, że boginie będą pojawiać się częściej w najmniej oczekiwanych momentach i dzięki temu dowiem się o nich czegoś nowego, bądź też poznam nowych bogów. Ich frekwencję można wyliczyć na palcach jednej ręki, jest ich tyle co nic. Autor odszedł od wierzeń europejskich i skupił się na indiańskich, aczkolwiek według mnie, nie wypadło to dość korzystnie, bo pomimo chęci wprowadzenia czegoś nowego, wyszło to dość sztucznie. Dodatkowo miałam wrażenie, że autor nie napisał wszystkiego o nowym rodzaju magii i indiańskich wierzeniach, co trochę utrudniało lekturę.

Humor to coś na co czekałam po przeczytaniu wcześniejszych części, przy których śmiałam się praktycznie co chwilę. Już w III tomie nie bawiły mnie one tak jakbym chciała, a tutaj co prawda wypisałam kilkanaście stron, na których można przeczytać coś śmiesznego, ale nie jest to to samo. Atticus sprawia wrażenie zmęczonego nieustannym docinaniem wszystkim, a Oberon stał się mniej głupkowaty. To sprawiło, że sarkastyczne żarty nie ruszały mnie, a  jeśli nawet to powodowały zwykłe uśmiechnięcie się i nic poza tym. Język i styl autora nadal są na dość wysokim poziomie, chociaż miałabym pewne zastrzeżenia co do niektórych wypowiedzi, które miały bawić, a powodowały niesmak. Pomimo tego Hearne nadrabia wpleceniem w historię różnych historii głównego bohatera sprzed kilkuset laty, dzięki czemu mamy możliwość przyjrzeć się jego postaci, jak się zmieniał (czy w ogóle się zmieniał). Według mnie jest to dobre rozwiązanie i mam nadzieję, że w kontynuacji też coś takiego się pojawi. Kolejnym plusem jest szybko mknąca akcja powieści, a to sprawia że nie sposób się nudzić. Praktycznie co chwilę pojawia się ktoś nowy,  z niczego niespodziewanie robią się olbrzymie problemy, samochód ląduje na dachu, a ryś zamienia się ni z tego ni z owego w wielkich rozmiarów ptaka.

Postaci dorośleją i nieustannie się zmieniają - jak chociażby Oberon (pies, który potrafi rozmawiać w myślach), który zadaje dość mądre pytania i tym samym bardzo często wprawia Atticusa w niemałe zaskoczenie. Nasz kochany druid ze względu na wiele wydarzeń, które rozegrały się wcześniej, został zmuszony po raz kolejny do walki z kimś i pokazał że potrafi walczyć naprawdę róznymi sposobami i nie jest mu do tego potrzebny Fragarach. Granuaile (dziewczyna ucząca się na druida) staje się coraz bardziej wyrazista, dowiadujemy się o niej coraz więcej i dzięki temu można ją bez problemu polubić i mieć do niej pełne zaufanie. Można nawet stwierdzić, że idealnie pasuje do swojego nauczyciela, bo nie tylko on potrafi rzucić kąśliwe uwagi Jezusowi. Kojot - bóg oszustów - ukazuje nam się w pełnej krasie, przez całą powieść możemy go obserwować i na zakończenie stwierdzić, że nie nazywa się tak przez pomyłkę... W czwartym tomie pojawia się dużo nowych postaci, co jest w jakimś stopniu plusem, ale zabrakło mi tych starych, którzy wpłynęli w jakiś sposób na losy Atticusa.

Zbrodnia i kojot to kontynuacja dość dobra, ale spodziewałam się naprawdę czegoś więcej i chciałam, aby autor powrócił do tego jak tworzył historię w pierwszym tomie, który był bezapelacyjnie najlepszy. Według mnie, warto zapoznać się z tą serią, ponieważ bawi jak mało która, a poza tym naprawdę można spędzić miło i przyjemnie czas z ponad 2000 - letnim Atticusem! Czwarty tom może Was trochę zawieźć, jednak ja nie tracę nadziei i mam nadzieję, że Kevin Hearne w kolejnej części udowodni, że cykl nie musi stawać się gorszy i mniej ciekawy. Na koniec wystawiam ocenę dobrą i serdecznie polecam.
Moja ocena 4/6, 6/10
Za książkę dziękuję serdecznie wydawnictwu REBIS.!

Kroniki Żelaznego Druida:

piątek, 13 lipca 2012

Zakon smoka - Aleksandar Tesic


Tytuł oryginału: Kosingas. The Order Of the Dragon
Seria/cykl wydawniczy: Kosingas tom I
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: czerwiec 2012 


 ,,.. ale nie tobie, lecz wojownikowi Kosingas, który jest wśród nas: Gabrielowi, pierwszemu spośród równych.''

Aleksandar Tesic obecnie pracuje jako tłumacz w stacji telewizyjnej. ,,Zakon Smoka'' to jego debiutancka powieść, nad którą zaczął pracować już w młodości. Zebrał w niej wierzenia swojego kraju, dotychczas przekazywane głównie w formie ustnej. Mieszkał też dawniej w Egipcie, Meksyku i we Francji.

Gabriel jest mnichem, a przede wszystkim wojownikiem Kosingas. Jako jedyny zszedł do Hadesu i wyszedł stamtąd żywy. Od tamtej pory (czyli blisko dwudziestu lat) nie spał i nie zachowywał się jak na normalnego człowieka przystało. Jemu też zostało powierzone ważne zadanie - musi nauczyć Wojownika Przepowiedni wszystkiego, aby ten stał się Kosingas. Do łatwych zadań to nie należy, ponieważ na drodze dwójki bohaterów non stop pojawiają się liczne przeszkody - stwory wysłane przez Kulawego Dabę, lub ludzie praktykujący zakazane religie, rytuały.

Historię napisaną przez Aleksandara Tesica, widzimy oczami Gabriela, który przedstawia nam czasy Przepowiedni Ognia i wprowadza w świat pełen strachu i piękna. Mnich, który spisuje te wszystkie przygody (albo raczej dyktuje je pewnemu Jakubowi) przyjął pewną zasadę - mianowicie pisze o tym, co codziennie robili, jakie przygody ich spotykały, z kim walczyli i czego się dowiedzieli. Wydawać by się mogło, że autor wybrał dobry sposób, aby to wszystko skrupulatnie nam - czytelnikom wyjaśnić. Też tak uważałam, ale gdy po raz kolejny czytałam praktycznie te same zdania, że kładli się spać, albo że książę przeklinał Gabriela za pobudkę o świcie, poczułam się rozczarowana. Jednak później przestało mi to przeszkadzać, ponieważ wciągnęłam się w wir wydarzeń i po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że spisywanie powtarzających się czynności nie jest złe, bo zazwyczaj ktoś je bohaterom przerywał w dość perfidny sposób.

,,Czyń dobro, a będzie ci ono oddawane.''

,,Zakon Smoka'' to pierwsza część trylogii Kosingas, która niezwykle mi się spodobała. Niedawno odkryłam, że z wypiekami na twarzy czytam książki fantastyczno - historyczne, dlatego sięgnęłam po nią i nie zawiodłam się. Język jest prosty, dzięki czemu bez przeszkód poznajemy świat wyobraźni autora. Pisząc o tej powieści, trudno nie wspomnieć o opisach, w których pisarz stopniowo wtajemnicza nas w tajemnice Zakonu Smoka, wierzenia ludności, historie wiosek. Pokazuje w nich jak on widzi miejsca, po których podróżowali nasi bohaterowie w taki sposób, że nie można się wprost oderwać od lektury. Tesic z precyzją przedstawia nam te elementy, które z lekkim stylem pisania dają tekst, który czyta się z wielkim zainteresowaniem.

Aleksandar stworzył barwne, charakterystyczne i odważne postacie, które walczą przeciw siłom Hadesu, albo są po stronie zła. Poznajemy Wojownika Przepowiedni, którego życie zmienia się diametralnie od czasu, kiedy dowiaduje się, że to na niego liczy cały świat. Mimo tego na początku dostrzegamy, że jest leniwym człowiekiem i nie liczy się ze zdaniem mnicha, który jest nad wyraz cierpliwy dla niego, o czym się przekonacie sami. Natomiast Gabriel jest całkowitym przeciwieństwem księcia - woli ciszę i spokój, a poza tym zawsze jest przygotowany na atak ze strony Kulawego Daby. Swoją mądrością uczy Wojownika wszystkiego, co może przydać mu się w przyszłości. Na stronach tej powieści można spotkać nie tylko ludzi, ale też wiele stworzeń, jakimi są elfy, gryfy, wywerny, nimfy i wiele innych, jak również bogów, wiedźm, czy bogiń.

,,Zakon Smoka'' to powieść, która na długo pozostanie w mojej pamięci, nie tylko ze względu na bohaterów, z którymi bardzo się zżyłam, ale też niesamowicie wciągającą fabułę i różnorodność wyznań, poglądów, wierzeń. Z uśmiechem na twarzy kończyłam czytać część pierwszą i już nie mogę się wprost doczekać drugiego tomu, który mam nadzieję, ukaże się jeszcze szybciej niż chcę. Polecam, bo naprawdę warto!
Moja ocena 5+/6, 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wyd. Prószyński i S-ka!

czwartek, 21 czerwca 2012

Władca wilków - Juraj Červenák



Tytuł oryginału: Vládca Vlkov
Seria/cykl wydawniczy: Czarnoksiężnik, tom I
Wydawnictwo: Erica
Data wydania: 2012

,,- Wspaniale - kąśliwie powiedziała Mirena i wyciągnęła zdrową rękę. - Właśnie mówiłam sobie w duchu, ze gorzej już być nie może.''

Rok temu podjęłam się przeczytania Trylogii Arturiańskiej, do której byłam sceptycznie nastawiona - jak się okazało niepotrzebnie, bo trafiła na listę ulubionych książek. Dlatego też tym razem sięgając po ,,Władcę wilków'', wiedziałam że książka mi się spodoba. Niektórzy mogą zapytać skąd, a ja odpowiem, że po prostu tak czułam i co się okazało? Historia mnie oczarowała.

Czarny Rogan jest doskonałym łucznikiem i bezlitosnym pogromcą Awarów. Wcześniej przez kilka lat walczył nieustannie w wojnach, które doprowadziły do upadku imperium Awarów. Bohater należał do drużyn słowiańskich i walczył po stronie Karola Wielkiego. Teraz samodzielnie podąża śladami Krwawych Psów, które robią najobrzydliwsze rzeczy na świecie. Rogan nie boi się mrocznych lasów zamieszkanych przez demony, duchy i tym podobne stworzenia. Na swej drodze spotyka wiedźmę Mirenę, walecznego Wielimira, Krasę i wielu innych, którzy staną po jego stronie i pomogą mu zemścić się na Krwawych Psach. Rogan, żeby to zrobić musi dowiedzieć się jakie drzemią w nim siły i przede wszystkim - znaleźć niewidoczne przejście do ich królestwa..

Wiele osób (no dobra, dziewczyn) gdyby spojrzeli na tę okładkę, książki by nie przeczytali. Chyba, że byłyby jakieś wyjątki, ale większość właśnie odłożyłaby ,,Władcę wilków'' na półkę. Gdy jednak czyta się opis z tyłu okładki, ma się wrażenie że książka woła: ,,przeczytaj mnie!''. To co jest napisane na okładce wzbudza ogromną ciekawość i wystarczy tylko to, aby książkę przeczytać w mgnieniu oka. 

Historia stworzona przez Juraja Cervenaka mnie zachwyciła. Jego język jest prosty i zwięzły, dzięki czemu przez te wszystkie strony nie mamy tylko samych opisów, a otrzymujemy sporą dawkę akcji, która pędzi naprawdę szybko. Moje zachwyty nie kończą się na jego języku - przede wszystkim autora można pochwalić za oryginalność treści. Pisarz zaskakuje na każdym kroku, warto wymienić chociażby: imiona, dziwne stworzenia, niezwykłe umiejętności, czczenie bogów, walki i uwaga - szczypta miłości! Tak tak, Moi Drodzy, autor w tej, wydawałoby się - brutalnej książce wprowadził coś takiego jak miłość, co według mnie jest doskonałym pomysłem.

Bohaterowie Cervenaka zostali stworzeni na barwne, wyraziste postacie, których nie da się zapomnieć. Już od samego początku moje serce zdobył Rogan, za swą tajemniczość i determinację w dążeniu do zabicia Krwawych Psów. Później doszło jeszcze wiele nowych cech, o których nie będę wspominać, żeby wszystkiego nie zdradzić. Warto przedstawić również Mirenę - wiedźmę, na którą wszyscy mówią Osa. Czci ona Boginię Księżyca Chors, nie jest tępą dziewczyną i zawsze się komuś postawi, jeśli coś jej nie odpowiada. Charakterystyczni są bardzo, a to dopiero dwie postacie.:)

Władca wilków to świetna powieść fantastyczna, połączona z historycznymi faktami, których jest naprawdę niewiele. To książka dla osób poszukujących czegoś świeżego, oryginalnego i bardzo wciągającego. Jestem przekonana, że odbędziecie niesamowitą przygodę z Roganem i Osą. Polecam!
Moja ocena 5+/6 , 9/10
Za możliwość przeczytania, dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica!

czwartek, 30 czerwca 2011

Na psa urok - Kevin Hearne

 Fragarach

Ostatnio szukałam książki, dzięki której będę mogła się trochę pośmiać a jednocześnie będzie to wartościowa powieść. Nie wybrałam tych starszych pozycji, ale szukałam czegoś nowego a zarazem oryginalnego. Z pewnością taką książką jest ''Na psa urok'' Kevina Hearne. Gdy tylko książka do mnie przyszła, zabrałam się za czytanie i już na pierwszej stronie dostrzegłam, że ta książka jest dość nietypowa.

O czym jest?
Głównym bohaterem jest Atticus O'Sullivan, ostatni z druidów. Przez dwa tysiące lat ucieka przed bogiem miłości, polegając na swych nadprzyrodzonych mocach, wrodzonym sprycie i uroku osobistym. Wszystko układa mu się dobrze, do czasu kiedy w miasteczku Tempe w Arizonie, pojawia się piękna bogini śmierci Morrigan. Przynosi mu złe wieści - jego wróg jest już w drodze.. Atticus wie że zanosi się na poważne kłopoty, na dodatek w jego domu czeka na niego gość..

Hearne wykonał kawał dobrej roboty. Nie ma tutaj wątku miłosnego, tak jak teraz w prawie wszystkich książkach, ktoś kogoś zdradza itd. Wszystko jest przedstawione z perspektywy Atticusa, który jest arogancki i uroczy. Mówi to co myśli, choć czasami tego żałuje. W tej powieści spotkamy gadającego wilka irlandzkiego, watahę wilkołaków, barmankę opętaną przez boginię, wampira i polskie wiedźmy. Świat jest opisany dość szczegółowo, pomysły głównego bohatera, który obdarzony jest ciętym dowcipem, sprawiają że tę powieść czyta się jednym tchem.

Nie da się nie napisać nic o okładce, który przyciąga nas jak magnes. Miękka okładka, gdzie pewne elementy są wypukłe i ten przystojniak na okładce, który trzyma najpotężniejszy miecz. :)

Książka ''Na psa urok'' to pierwszy tom cyklu urban fantasy. Zauroczona aroganckim Atticusem i jego psem, z pewnością sięgnę po kolejną część. Kończąc czytać ostatnią stronę, nie mogłam uwierzyć że zaraz odłożę tę książkę. Polecam tę pozycję wszystkim, którzy są znudzeni zwykłymi powieściami o wiedźmach, wilkołakach i wampirach, a przede wszystkim tym którzy chcą przeczytać coś zupełnie innego. ''Na psa urok'' czyta się bardzo szybko i z pewnością się przy niej nie znudzisz czytelniku. Polecam!

Moja ocena 5,5/6
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję serdecznie wydawnictwu Rebis!