Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyobraźnia i sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyobraźnia i sen. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2014

Miasto Śniących Książek - Walter Moers


Tytuł oryginału: Die Stadt der Traumenden Bucher
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2006
„- Czasami myślę sobie, że jesteśmy jedynymi, którzy naprawdę mają pożytek z literatury - uśmiechnął się Gofid. - Wszyscy inni mają z książkami tylko masę roboty. Redagowanie. Wydawanie. Drukowanie. Sprzedawanie. Opychanie za bezcen. Studiowanie. Recenzowanie. Praca, praca, praca - my za to musimy tylko czytać. Zaczytywać się. Rozkoszować się. Pochłaniać książki - robimy to naprawdę. I jeszcze się tym najadamy. Nie chciałbym się zamienić z żadnym pisarzem.''

Nie sądziłam, że kiedykolwiek przeczytam książkę o książkach. Książkę o Mieście Śniących Książek. Powieść, w której świat literatury może być nie tylko piękny i obszerny, ale również niebezpieczny i przerażający. Nie przepuszczałam też, że pozycja ta zabierze mnie w podróż, z której nie będę chciała powrócić oraz, że dzięki niej poznam nowych bohaterów, dla których świat papieru i druku będzie czymś najważniejszym w życiu. Przekonałam się też w końcu, że nie tylko oprawa i ilustracje w środku robią wrażenie, ale sama historia, którą napisał Walter Moers.

Hildegunst Rzeźbiarz Mitów to młody poeta, który po śmierci swojego ojca chrzestnego nie otrzymuje wiele, jednak wśród wielu nieistotnych rzeczy jest pewien rękopis, który zachwyca bohatera i skłania go do odnalezienia jego autora. Wie, że jedynym miejscem, w którym może odnaleźć tajemniczego pisarza jest Księgogród - Miasto Śniących Książek. W momencie kiedy wkracza do miasta, widzi przede wszystkim księgarnie i przeróżne istoty, których praca związana jest z książkami. Jest to centrum, w którym każdy miłośnik literatury chciałby się znaleźć - a teraz jest tam Hildegunst, który dość szybko zostaje wciągnięty w świat, w którym czytanie staje się niebezpieczne, świat, w którym łowcy książek zabijają dla zdobycia bibliofilskich skarbów. Bohater na drodze odnalezienia prawdziwego autora rękopisu spotka wiele istot, o których nikt nie słyszał oraz te, które są owiane wieloma legendami. Czy uda mu się sprostać zadaniu, które sobie na samym początku wyznaczył?

„Szukamy z miłości, nie z chciwości. Szukamy sercem i rozumem, a nie toporem i mieczem. Szukamy, aby się uczyć, a nie by się wzbogacić. I szukamy lepiej! Znajdujemy najcenniejsze książki.''

Żeby oczarować się tą książką nie trzeba wiele. Wystarczy ją wziąć w ręce i przekartkować, aby zapragnąć ją lepiej poznać. Przyczyną tego jest oprawa graficzna, która naprawdę może skraść serca wielu książkoholików. Moje skradła i to właśnie za jej sprawą, postanowiłam sięgnąć po Miasto Śniących Książek. Z początku obawiałam się, że pod względem treści nie spełni powieść moich oczekiwań, ale na szczęście się tak nie stało. Autor buduje napięcie od samego początku, wprowadza nas w świat literatury i coraz bardziej intryguje wieloma tajemnicami i zagadkami, które będziemy odkrywać i rozwiązywać przez cały czas. Bardzo spodobał mi się jego pomysł prowadzenia historii, w której nie znajdzie się miejsca na nudę i monotonię, ponieważ nieustannie się tutaj coś dzieje.

Warto również wspomnieć o postaciach, bez których opowieść ta nie byłaby tak ciekawa i zajmująca. Nie ma tutaj zwyczajnych ludzi - spotkać można za to smoki, buchlingi, przeraźnice, harpiry i wiele wiele innych bohaterów, których różnorodna kreacja z pewnością podnosi poziom książki. Czytając tę pozycję nie mogłam się właściwie doczekać momentów, w których poznawać będę nowe istoty, zarówno te dobre jak i złe. Bo każda z nich była warta uwagi i o każdej chciałam się jak najwięcej dowiedzieć. Walter Moers oprócz żyjących stworzeń przedstawił czytelnikom z wielką dokładnością miejsca, w których zamieszkiwały, czy tymczasowo przebywały. A były to miejsca magiczne, pełne ciemnych zakamarków, niekiedy niebezpieczne i odrażające, innymi razy takie, których nie chciało się opuścić. Ale za to w każdym z nich można było ujrzeć książki, a właściwie masę książek, od których nawet Hildegunstowi trudno było się oderwać.

Nie umiem opisać tej książki tak dobrze jak na to ona zasługuje. Zapewne nie weszłam w łaski Orma (jeśli przeczytacie Miasto Śniących Książek będziecie wiedzieli co mam na myśli) i pewnie nigdy mi się to nie uda. Ale, ale... Nie zmienia to jednak faktu, że Walter Moers stworzył opowieść piękną i magiczną, do której będę z pewnością co jakiś czas wracać. Nie sądziłam, że czytanie oraz przeżywanie przygód Rzeźbiarza Mitów sprawi mi tak ogromną przyjemność i, że tak trudno będzie mi odłożyć pozycję z powrotem na półkę. Gorąco zachęcam Was do zapoznania się z nią, jestem pewna, że nie poczujecie się zawiedzeni i cudownie spędzicie czas przeznaczony na jej lekturę!
Moja ocena 6/6, 10/10
Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

sobota, 30 marca 2013

Nevermore: Cienie - Kelly Creagh


Tytuł oryginału: Nevermore: Enshadowed
Seria/cykl wydawniczy: Nevermore II
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 17 października 2012
„- Wspomnienia – powiedział jakiś melodyjny głos za jej plecami. – To pajęczyny, w które łapie się umysł.”  

Od czasu kiedy Varen zniknął, Isobel nie potrafi powrócić do normalnego, codziennego życia jakie wiodła przed poznaniem gota. Dlatego też narażając się rodzicom postanawia go odnaleźć - wyrusza do Baltimore, aby spotkać Reynoldsa, który co roku zostawia różę na grobie pisarza Edgara Allana Poe. To również mężczyzna, który przez ostatnie miesiące ją oszukiwał i który ma klucz do innego świata. Dziewczyna odnalazłszy przejście, odkrywa że wszystko od jej ostatniej wizyty uległo drastycznym zmianom. Uświadamia sobie, że znalazła się w świecie przerażających istot, które nie pozwolą jej odejść - będą walczyć dotąd, aż któreś z nich zginie. Wszystkie dobre uczucia i emocje zamieniają się w złe - miłość w nienawiść, a radość w smutek. To samo dotyczy Varena, który staje się jej wrogiem. Znalazł się w krainie, w której sny stają się jawą, a wszystko jest trudne do odróżnienia i zrozumienia.

Po niezwykle dobrej pierwszej części, sięgnęłam po drugą, która okazała się pozycją dość średnią. Oczekiwałam naprawdę wiele i nie ma się czemu dziwić, ponieważ kiedy napisze się tak piękną historię otoczoną mrocznym klimatem, która wciąga i czyta się ją błyskawicznie, nie może być inaczej. Tego chciałam również doświadczyć w Nevermore: Cienie. Niestety -  nie jest pięknie, opowieść nie wciąga, a jedynym plusem jest ta mroczna i bajkowa strona. Czytałam wiele recenzji, w których pisaliście, że Kelly Creah nie napisała świetnej kontynuacji, ale nie wierzyłam Wam do końca, ponieważ naprawdę nie mogłam pojąć tego, że TA autorka, może napisać coś gorzej i mniej ciekawie. Niestety może.

O ile wcześniej Isobel uważałam za inteligentną i bardzo ciekawą postać, o tyle teraz tak powiedzieć nie mogę. Dziewczyna tęskniąc za Varenem popełniała głupie błędy i nie robiła nic innego oprócz nieustannego rozpaczania i denerwowania rodziców, znajomych. Miałam wrażenie że większość fabuły rozgrywa się w jej domu, a raczej pokoju - znam chyba każdy zakątek i przedmiot tych pomieszczeń, a kurtkę gota mogłabym Wam opisać ze szczegółami - z jakich nici została uszyta i gdzie ma przekrzywiony jakiś wzorek. Varena praktycznie rzecz biorąc nie było i to jest ogromny minut tej powieści, ponieważ jego postać była najbardziej intrygującą i to koło niego wszystko się rozgrywało. Spotkamy za to Pinfeathersa w całkowicie innej postaci - jego zmiany bardzo mnie zaskoczyły i właściwie zdołałam go nawet polubić i Reynoldsa, ogromnie irytującego, ale za to mądrego faceta, który wie dużo. Na deser otrzymamy też przyjaciółkę Isobel - Gwen, bardzo energiczną osobę, która jako jedyna wprowadzała jakieś napięcie do tego nudnego i nic nie znaczącego lamentu samotnej czirliderki. 

Warto zwrócić uwagę na wątek paranormalny - zagadnienie wyobraźni i snu, które nadal mnie fascynuje i z niecierpliwością oczekiwałam momentów, w których bohaterka przeniesie się do tego innego świata. Ciekawym pomysłem było to, jak sprawdzić czy się jest w rzeczywistości czy na jawie - bohaterka na samym początku nie zwracała na to szczególnej uwagi, dlatego dochodziło do dość zabawnych sytuacji. Jednakże tak jak w przypadku części pierwszej tak i tu dopiero w finale stykamy się z najbardziej mrocznymi wytworami naszej wyobraźni, to ta kraina budzi największy lęk, ale również ciekawość i chęć poznania go. Nawiązanie do Edgara Allana Poego nadal jest widoczne co uważam za jeden z aspektów tej lektury i bez wątpienia dzięki takiemu zabiegowi historia stała się bogatsza, bardziej klimatyczna i mogła zaciekawić czytelników do tego stopnia, że wyrazili zainteresowanie się tym niecodziennym pisarzem.

Nevermore: Cienie nie uważam za dobrej kontynuacji, a niestety średnią. Według mnie Kelly Creagh mogła zupełnie inaczej stworzyć tę część historii. Owszem Varen jest uwięziony, ale czy przez całą książkę musimy czytać o tym jak Isobel za nim tęskni i jaka się robi przy tym infantylna? Wydaje mi się, że nie. Połowa była praktycznie o niczym, później zaczęło robić się ciekawiej, ale to końcówka jest jedyną naprawdę mocną stroną tej pozycji. W niej spotkamy Lilith i inne potwory, ale przede wszystkim Varena, który okaże się być kimś obcym o twarzy przerażająco smutnej, ukrytej w cieniu rozpaczy. Ten fragment wywołał u mnie wiele emocji i to on zachęcił mnie do tego, abym sięgnęła za jakiś czas po kolejny tom, który mam nadzieję okaże się o wiele lepszy od tego.
Moja ocena 3+/6, 5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar.

Co prawda nie pasuje tak jak do pierwszej części, ale to przy piosenkach The Birthday Massacre czytałam Nevermore:
Nevermore:
Nevermore: Kruk | Nevermore: Cienie

niedziela, 11 listopada 2012

Nevermore: Kruk - Kelly Creagh


Tytuł oryginału: Nevermore
Seria/cykl wydawniczy: Nevermore tom I
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: listopad 2011
Książka dostępna tutaj: .klik.
,,A kruk sterczał niewzruszenie na Pallady biustu scenie,
Rzekłszy jedno tylko słowo, jakby duszę zawarł w nim.
Ani słowa już nie wznieci, nieruchomym ślipiem świeci,
Aż szepnąłem: "On odleci, rzuci domu mego próg.
Zniknie za dnia jak nadzieje, rzuci mój samotny próg".
"Nevermore!", zakracze Kruk.''*

Od ponad tygodnia miałam wrażenie, że żyję w świecie rycerzy, czarnoksiężników i czegoś podobnego do Władcy Pierścieni, mimo że nie czytałam żadnej tego typu powieści w ostatnim czasie. I postanowiłam się w końcu od tego trochę oddalić i zająć czymś zupełnie innym. Właśnie dlatego sięgnęłam po Nevermore - powieść o której naczytałam się wiele przeróżnych opinii i chciałam sama zobaczyć, do której grupy będę należała - do wielbicieli czy przeciwników. Na szczęście okazało się, że do tych pierwszych.

Got i czirliderka. Mogłoby się wydawać, że to zupełnie dwa inne światy, które nigdy się do siebie nie odezwą, czy też nawet się nie zauważą. Ale rzeczywistość jest inna. Isobel, jedna z najpopularniejszych dziewczyn w szkole zostaje zmuszona do współpracy nad projektem z literatury z Varenem - szkolnym dziwadłem. Czy chcą tego czy nie, muszę ze sobą pracować, aby jakoś oddać pracę na zaliczenie. Okazuje się, że mogą się ze sobą dogadywać, a po jakimś czasie pomimo wielu przeszkód, stają się dla siebie bliżsi. Praca nad wypracowaniem o Edgarze Allanie Poem nie jest samą rzeczywistością, bo w najkoszmarniejszych opowieściach tkwi ziarno prawdy, która wyjdzie na jaw w najbardziej nieodpowiednim momencie. Isobel będzie musiała ocalić go od potworów, które sam stworzył...

Kelly Creagh jest pasjonatką twórczości E.A. Poego, dobrej kawy oraz starożytnej sztuki tańca brzucha. Jest również nie tylko pisarką, ale też tancerką i instruktorką. Nevermore to jej debiutancka powieść, która spotkała się z wieloma przychylnymi opiniami. Sięgając po tę pozycję byłam przygotowana na jej pewną odmienność, ale nie sądziłam, że będzie tak dziwna, absurdalna, mroczna, bajkowa i zarazem prosta w odbiorze. Bo właśnie te wszystkie ,,dziwne'' rzeczy mnie w niej oczarowały, zafascynowały i nie mogłam i nawet nie chciałam, żeby ta fascynacja minęła. Poza tym pisarka pisze prostym językiem, a dzięki wciągającemu stylowi książkę pochłonęłam w niecałe dwa dni, z przerwami na naukę, szkołę i inne obowiązki.

Kreacja postaci według mnie jest jedną z najważniejszych zalet tej powieści, ponieważ tutaj każdy z nich miał ,,to coś'' i nikt nie był kimś nudnym, płytkim. Autorka stworzyła barwnych, oryginalnych i zbudowanych z krwi i kości  bohaterów. Isobel nie była naiwną, głupią i pustą czirliderką, jakby się mogło wydawać. Wręcz przeciwnie. Od samego początku miała własne zdanie, o które potrafiła zawalczyć i umiała postawić na swoim. Varen natomiast, który skrywa się pod maską cichego chłopaka (podchodzącego pod emo, którym na szczęście nie jest!) jest tak naprawdę silnym, romantycznym facetem z ogromną wyobraźnią, która odegra pod koniec ważną rolę. Są też inni - Gwen, którą szczerze polubiłam za optymizm do całego świata i za to, że stoi raczej z boku, wtrącając się tylko od czasu do czasu i brata Isobel - Danny'ego, który jak na brata przystało jest złośliwy i pełen uroku. *.*

Warto zwrócić też uwagę na wątek miłosny, który rozwija się spontanicznie, powoli, dzięki czemu wszystko jest takie naturalne, a nie jak w większości książkach bohaterowie padają sobie w ramiona już praktycznie na samym początku, dając wydźwięk sztuczności. Varen i Isobel zbliżają się do siebie, a ich zachowania są tajemnicze i pełne uroku, bo czuć pomiędzy nimi chemię, ale jej nie widać. Ciekawe, nie?

Wątek paranormalny jest tutaj również nowością, nie ma czegoś takiego jak wampiry, wilkołaki. Najważniejszą rolę odgrywa wyobraźnia i sen, które mogą narobić tyle szkód, że sobie nawet tego nie wyobrażacie. Tylko, że te elementy w całej okazałości pojawiają się pod koniec historii. To właśnie zakończenie jest najciekawszą i najbardziej mroczną częścią książki, w której spotkacie najkoszmarniejsze wytwory wyobraźni - jedne fascynujące, drugie budzące strach i grozę..

Mimo tego, że fabuła wciąga, bohaterowie są dobrze wykreowani i prawie wszystko jest świetne, to mam do Nevermore jakieś ,,ale''. Chyba największym jest to, że na początku tak naprawdę niewiele się działo,  akcja nabierała tempa, ale nie pogardziłabym gdyby było jej trochę więcej. Po drugie w powieści nie dowiadujemy się zbyt wielu rzeczy i chwilami miałam wrażenie, że nie wiem o co tu chodzi, skąd się coś wzięło i dlaczego. Czytałam inne recenzje i nie tylko ja miałam taki problem. To chyba tyle minusów, jakie udało mi się wychwycić, sami widzicie że jest ich tyle co nic.

Nevermore to udana powieść, która nie zawiodła mnie i dostarczyła mi wielu ciekawych wrażeń, zmusiła do większego wysiłku, aby móc wyobrazić sobie to co powołała do życia Kelly Creagh. Jestem w pełni oczarowana bajkowo - mrocznym światem powieści i nie mogę doczekać się momentu, w którym sięgnę po drugi tom, Nevermore: Cienie. Jeśli lubicie klimat filmów Tima Burtona, książka idealnie wpasuje się w Wasz gust i na 99% powinna się Wam spodobać. Warto wspomnieć też o niesamowitej okładce, która zwróciła moją uwagę już jakiś czas temu, a teraz już po przeczytaniu pozycji nadal nie mogę przestać się na nią patrzeć. Na koniec dodam też, że nawiązanie do Edgara Allana Poego było dobrym pomysłem, który bardzo mi się spodobał i dzięki niemu powieść pewnie ma taki a nie inny końcowy wydźwięk. Nevermore to jedna z najbardziej oryginalnych, mroczno-bajecznych powieści jakie czytałam w swoim życiu. Polecam!
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar!

Tutaj oficjalny teledysk do piosenki promującą książkę, który niespecjalnie mi się podoba, ale klimat Nevermore ma.
A tu jeden z wielu kawałków zespołu The Birthday Massacre, które kojarzą mi się z tą powieścią: