Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźmy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 czerwca 2015

Zwycięzca bierze wszystko - Aneta Jadowska

„Czasem brutalna prawda działa lepiej niż miękkie słówka.''

Anety Jadowskiej chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jej książki potrafią masakrycznie pochłaniać, uzależniać i dobrze bawić. Nie sposób więc nie wracać do świata przez nią stworzonego - pełnego przeróżnych istot nadprzyrodzonych, którym nie brakuje humoru, sarkazmu i waleczności. Mnie co prawda trochę zajęło sięgnięcie po trzeci tom, bo ponad rok, ale może to i lepiej, bo nie skończę aż tak szybko przygody z tymi świetnymi bohaterami.

Co słychać u Dory Wilk? Mogłabym napisać, że nic nowego. Jak zwykle czyimś marzeniem jest pozbawienie ją życia, a ona musi na jakiś czas oddalić się od centrum wszystkich wydarzeń i wyruszyć w miejsce ze swojej przeszłości. Jej towarzyszami są spokojny anioł i niestabilny emocjonalnie diabeł, ale możecie być pewni, że z czasem grono się powiększy. Na dodatek rozpoczyna się rewolucja, a wiedźma odegra w niej dość znaczącą rolę. Dlatego nie może pozwolić, by ktoś przeszkodził jej w planach. Nawet jeśli tym kimś jest Abbadon.

Wiecie, trochę trudno ogarnąć z początku o co chodzi w trzecim tomie, jeśli poprzednie czytało się dawno temu. Ale z czasem zaczęłam kojarzyć sporo faktów i je ze sobą wiązać, więc aż tak źle nie było. A kiedy już przypomniałam sobie, kto jest kim i co zrobił, zostałam wciągnięta razem z postaciami w wir wydarzeń. Możecie być pewni, że jest ich naprawdę sporo i jak przystało na Jadowską - nudzić się nie da. 
Powieść czyta się szybko i trudno się od niej oderwać, ale też nie dorównuje poprzednim częściom. Najbardziej irytuje główna bohaterka, której, mam wrażenie, autorka podarowała wszelkie możliwe zdolności. Wampir, wilkołak, wiedźma, anioł? Czemu nie? W końcu można być wszystkim. Zabrakło w Zwycięzcy również charakterystycznego dla Jadowskiej złośliwego języka. Nie przypominam sobie ani jednego momentu, kiedy się zaśmiałam, a we wcześniejszych tomach śmiech stale towarzyszył mi w trakcie czytania.

Bardzo podobały mi się za to relacje Dory ze znaczącymi postaciami, które na początku zaskakiwały nie tylko mnie, ale również bliski krąg przyjaciół wiedźmy. Oraz to, jak radziła sobie z duchami przeszłości i ze złem, w które nikt nie chciał uwierzyć. No i nie da się zapomnieć o porąbanym trójkącie! 

Zwycięzca bierze wszystko to powieść dobra, z którą można spędzić fajnie kilka godzin, ale niestety nie tak świetna jak Złodziej dusz czy Bogowie muszą być szaleni. Z pewnością sięgnę za jakiś czas po kolejne części, które może będą lepsze niż ten.
Ocena 4+/6

niedziela, 9 listopada 2014

Zew księżyca - Patricia Briggs

„Tańcz, kiedy śpiewa księżyc i nie płacz z powodu kłopotów, które jeszcze nie nadeszły.''

Okładka wołająca o pomstę do nieba, opis, który niespecjalnie intryguje. Dlaczego więc przeczytałam Zew księżyca? Sama do końca nie wiem, książkę dorwałam kiedyś na jednej z wymian, a w ostatnich tygodniach mój wzrok zatrzymywał się właśnie na niej. Stwierdziłam, że pora dać jej szansę, a że o wilkołakach ostatnio czytałam... dawno temu, to był to kolejny argument za tym, by poznać twórczość  Briggs.

Mercedes Thompson ma swój warsztat samochodowy, w którym naprawia właśnie furgonetkę należącą do wampira. Jej sąsiadem jest za to wilkołak, który nieustannie próbuje uprzykrzyć jej życie... Sama wie, że nie wchodzi się wilkołakom w drogę, bo w innym wypadku mogą być niebezpieczne. Dlatego stara się zachować ostrożność, co nie jest do końca łatwe, bo zarówno one jak i ona potrafią się nawzajem rozpoznać. Mercedes nie jest do końca zwyczajna, a to właśnie wpakuje ją w kłopoty, które prawie wcale jej nie dotyczą.

Patricia Briggs ma lekki, swobodny styl, dzięki któremu łatwo jest wejść w świat przez nią stworzony. A jest to świat, w którym swój prym wiodą przede wszystkim wilkołaki, chociaż nie można zapomnieć również o wampirach, wiedźmach i innych różnych dziwactwach, które czasami ze sobą współpracują, wiążą, zostają wrogami i to dzięki temu wymieszaniu istot paranormalnych książka stała się z pewnością dużo ciekawsza i bogatsza.
Zew księżyca to takie czytadło urban fantasy, przy którym miło spędza się czas i od którego z trudem się oderwać, ale nie ma w sobie nic wyjątkowego. Bo okej - czyta się tę powieść w mgnieniu oka, ma swoje lepsze i gorsze fragmenty, całość trzyma się jako tako, ma trochę wyrazistych bohaterów. Ale chyba nie ma jakiegoś mocnego plusa, który mógłby spowodować, że ta pozycja stanie się jedną z moich ulubionych. Nie czytałam jej z wypiekami na twarzy, nie przypominam sobie fragmentów, które mnie rozbawiły - a tego oczekiwałam po książce, która miała być mrocznym urban fantasy.

No właśnie. Zabrakło też trochę klimatu. Skoro są istoty paranormalne, a przede wszystkim wilkołaki, powinno być mrocznie, tajemniczo. Było tak tylko kilka razy, a powinno utrzymywać się przez całą książkę. Podobało mi się za to pokazanie jak funkcjonuje społeczność wszystkich nieludzi, chociaż też nie wszystko zostało tu wyjaśnione. Polubiłam za to główną bohaterkę, co samo w sobie jest już jakimś sukcesem książki - wydała się całkiem okej, no i nie mogę nie wspomnieć o jej sąsiedzie - po przeczytaniu tego tomu mam ochotę pokroić się z ciekawości i dowiedzieć co dalej się z nim dzieje.

Ogólnie rzecz biorąc Zew księżyca polecam. Ale nie aż tak, że mam ochotę o tej książce gadać i się nie zamykać. Miło ją wspominam, dzięki niej oderwałam się od szkolnej rzeczywistości, no i w końcu zaczęłam coś czytać. Jeśli nie macie pomysłu po co sięgnąć, a macie akurat u siebie tę pozycję, to wydaje mi się, że i wam powinna przypaść do gustu.
Ocena 4/6

czwartek, 3 lipca 2014

Miecz Radogosta - Juraj Červenák

 „To szalone czasy. Jeśli ty nie zabijesz, zakatrupią ciebie.''

Na Miecz Radogosta trzeba było czekać dwa lata - to jednak dość długo. Dlatego też kiedy tylko dostałam informację o premierze w Polsce, wiedziałam że nie wytrzymam zbyt długo i zapewne przeczytam książkę, kiedy tylko do mnie dotrze. Poczekała tylko parę dni, a ja z ogromną ciekawością się za nią zabrałam. Co prawda na początku miałam trochę problemów z przypomnieniem sobie pewnych faktów, ale później było już tylko lepiej!

Rogan powraca z zaświatów po to, by walczyć z biesami i siłami ciemności. Jest potomkiem czarnoksiężników z Góry Dzika i jego zadaniem jest wydarcie świętego Krwawego Ognia od służalców Białoboga. By tego dokonać musi zdobyć miecz wojenny, który należał dawniej do boga Radogosta. W trakcie poszukiwań trafi  na zachód, gdzie plemię Czechów jest zagrożone ze strony Łuczan, którzy nieustannie na nich napadają pod dowództwem demonicznego księcia Włościsława. Tym sposobem Czarnoksiężnik zostanie wciągnięty w wir wojny razem ze swoimi przyjaciółmi - wiedźmą Mireną oraz przywódcą wilczej sfory z królestwa zmarłych - Gorywałdem. 

Słowiańska fantastyka nie jest tak popularna w dzisiejszych czasach jak mitologia celtycka, nordycka czy nawet grecka. Wystarczy nawet przypomnieć sobie, czy uczyło się o niej na lekcjach historii. Bo zapewne nie było o tym w ogóle wspomniane, albo gdzieś pojawiła się jedynie wzmianka o niej. Trochę dziwne, bo sami jesteśmy Słowianami, a nie wiemy nic o naszej mitologii, która jest może nawet ciekawsza od tych już tak wiele razy wałkowanych. Juraj Červenák swoją serią o Czarnoksiężniku próbuje w ciekawy i fajny sposób powrócić do naszych korzeni. 

Miecz Radogosta wyróżnia się tak jak w przypadku pierwszej części charakterystycznymi bohaterami - spotkać tutaj można wiedźmy, bogów, czarnoksiężników, wilki, demony, książęta i wielu wielu innych. Trójka głównych, którą tak polubiłam wcześniej tutaj wypadła niestety nieco gorzej. Rogan, to postać najbardziej mroczna i tajemnicza, która nie do końca potrafi poradzić sobie z przeszłością. Byłby nadal moim ulubionym bohaterem, gdyby nie to, że pod koniec robi się słaby ze względu na jedną osobę i nie przypomina tego odważnego, groźnego Rogana co wcześniej. Kompanka Czarnoksiężnika, Mirena (zwana też Osą) to jedna z najbardziej złośliwych person książkowych, która z czasem zaczyna irytować swoim zachowaniem i staje się dla czytelnika obojętna. Najciekawszy jest Gorywałd, który nie rozumie zazwyczaj postępowania swoich przyjaciół i mówi to, co mu ślina na język przyniesie. Brakowało mi tutaj obecności Czarnoboga, który w poprzednim tomie pojawiał się częściej i był najbardziej zabawną postacią w całej książce. 

Nie można za to przyczepić się do świata wykreowanego przez autora. Nadał powieści specyficzny, mroczny klimat, który uzyskał dzięki nie tylko obecności różnych potworów, ale samej podróży głównych bohaterów, którzy na swej drodze spotkali wiele ciekawych i nowych postaci. Fajną sprawą jest tutaj wojna, której zostało poświęcone sporo uwagi i podczas której można było przyjrzeć się nowym zdolnościom Czarnego, które nie zaprzeczajmy - wywierają spore wrażenie. 

Miecz Radogosta to nadal świetna powieść fantastyczna z historycznym tłem, jednak odrobinę gorsza niż Władca wilków. Z pewnością sięgnę po kolejny tom jeśli wyjdzie, a właściwie nie mogę się już go doczekać po takim zakończeniu... Tak czy siak - polecam tę serię, bo naprawdę warto. 
Ocena 4+/6
Książka otrzymana od wydawnictwa Erica.

 Czarnoksiężnik:
Władca wilków | Miecz Radogosta

piątek, 18 stycznia 2013

Bogowie muszą być szaleni - Aneta Jadowska


Seria/cykl wydawniczy: Heksalogia o Dorze Wilk tom II
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 9 styczeń 2013
,,Spoglądali na mnie, jakbym była różowym słoniem, który dość nieoczekiwanie pojawił się w salonie.''

Przeczytawszy kilka dni temu Złodzieja dusz, od razu sięgnęłam po drugą część - Bogowie muszą być szaleni. Osobom znającym Dorę, nie muszą tłumaczyć, jaka byłam szczęśliwa, mając u siebie już kolejny tom, po którym spodziewałam się naprawdę wiele akcji. W końcu tytuł do czegoś zobowiązuje. Muszę napisać, że nadal jestem pełna podziwu dla autorki za jej genialne pomysły, dzięki którym miałam przyjemność spędzić całkiem miło czas wolny od obowiązków szkolnych. Osobiście jestem bardzo na tak i mam nadzieję, że w przyszłości nic sie nie zmieni. Jak wypadła druga część w porównaniu do pierwszej? O tym w dalszej części recenzji.

Dora Wilk znana jest przede wszystkim jako złośliwa wiedźma, która nieustannie wplątuje się w kłopoty, w których nikt (uwierzcie!), nie chciałby się znaleźć. Co tym razem? Kiedy pewnego dnia, sobie smacznie śpi, w śnie odwiedza ją kobieta, która potrafi przemieniać się we wronę i pokazuje jej przerażającą przyszłość. Musi zrobić wszystko, aby do tego nie doprowadzić, dlatego też całkowicie niechętnie odnawia i poprawia kontakty z wampirami, wilkołakami, czy też Archaniołami. Jej zadaniem jest, by Toruń, Trójmiasto, Trójprzymierze i Thorn były nadal bezpiecznymi miejscami. Zaprowadzenie porządku nie ułatwia jej z pewnością totalna wariatka, która nigdy nie zaznała miłości. Okładkowo, ale stosownie do sytuacji: ,,Drżyjcie Bogowie. Niech zabrzmi Highway to hell!''

Sięgając po tę powieść, byłam świadoma tego, że może wypaść gorzej niż Złodziej dusz i tak też jest. Aneta Jadowska przyzwyczaiła mnie do swojego złośliwego, jadowitego języka, dzięki któremu wypowiedzi bohaterów rozkładały mnie na łopatki, a tutaj mi tego zabrakło. Pisarka nadrobiła jednak pod koniec książki, gdzie śmiałam się już co chwilę. Co jeszcze mi nie odpowiadało? Liczba nowych wątków, jaka została wprowadzona zwiększa akcje, historia staje się bogatsza, ale przez to też dowiadujemy się tylko ogólnikowo o systemie, chociażby wampirów czy Archaniołów. Jest dużo informacji, ale wszystko naraz nie dało, według mnie, zamierzonego efektu. Z mankamentów tyle, a teraz przejdźmy do rzeczy przyjemniejszych, dzięki którym po raz kolejny zatraciłam się w piórze Jadowskiej.

Po pierwsze, postaci, przez które wiele razy podczas lektury miałam ochotę powyrywać sobie włosy, bo nie mogłam uwierzyć w to co robią, mówią. Uwierzycie jeśli powiem, że tu są jeszcze bardziej wyraziści i dużo ciekawsi niż w Złodzieju dusz? Dora po prostu ma w sobie coś, co każe dosłownie każdemu zamknąć jadaczkę i obślinić jej rękę. Muszę dodać, że się okropnie pomyliłam pisząc recenzję wcześniejszego tomu. Bo wiele zmienił Miron, który tym razem podbił moje serce bardziej niż Joshua. Kiedy czytałam pewne fragmenty, mówiłam: ,,Nareszcie!'' i strasznie przeżywałam to, co dzieje się pomiędzy ich porąbaną trójką. Ponadto bardzo przypadła mi do gustu koncepcja Lucyfera, którego wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, a tutaj spotkało mnie ogromne zaskoczenie! Nie mogę wspomnieć też o Romanie (,,Waszej Kąśliwości''), który rozbrajał swoim humorem, czym zaskarbił sobie moje uznanie. Sytuacja się powtarza, bo to znowu kreacja postaci stanowi największy atut historii! 

Bogowie muszą być szaleni to powieść, która obfituje w niespodziewane zwroty akcji i szybkie tempo, dzięki czemu naprawdę nie można się nudzić. Już od samego początku coś się dzieje, a gdy się coś kończy, zaraz wybucha kolejna mina i tak w kółko. Niemniej jednak to przy końcówce pewne wydarzenia sprawiły, że serce mało co nie wyskoczyło mi z piersi, dosłownie. Siedziałam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić w pewnym momencie, czy się śmiać czy płakać. Historia wywarła na mnie tak skrajne emocje, że sama nie mogłam uwierzyć w to, aby pod sam koniec mogło stać się coś tak.. kompletnie nieprzewidzianego. Zakończenie można uznać w pewien sposób, jako wstęp do kolejnej części, w której z pewnością będzie się dziać i to bardzo dużo. Właściwie to nie wiem jak wytrzymam oczekiwanie na kolejne spotkanie z moimi ukochanymi bohaterami... Wraz z nimi przemierzyłam świat istot magicznych i miałam okazję stanąć u bram piekieł, które zaskakuje, ale też w jakimś stopniu przeraża. Wspomnieć trzeba też o nawiązaniach do bogów, którzy stanowią dość intrygujący element tej historii, o czym możecie przekonać się sami, sięgając po tę niezwykłą książkę. Reasumując, pomimo pewnych mankamentów powieść Bogowie muszą być szaleni uważam za jedną z tych, obok których nie da się przejść obojętnie. Po przeczytaniu nadal rozmyśla się o tym, co się wydarzyło, a co nowego może przynieść kolejna część. Stawiam 5 i mam ogromną nadzieję, że w kontynuacji postawię ocenę wyższą. :)
Moja ocena 5/6, 8/10
Książkę otrzymałam od Fabryki Słów.

Heksalogia o Dorze Wilk:
Złodziej dusz | Bogowie muszą być szaleni | Zwycięzca

środa, 16 stycznia 2013

Złodziej dusz - Aneta Jadowska


Seria/cykl wydawniczy: Heksalogia o Dorze Wilk tom I
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2012
 „- Co znowu? - warknął Joshua na widok pergaminu obwieszonego pieczęciami jak choinka bombkami. 
- Dziadek się stęsknił. - Miron był szczerze rozbawiony nieszczęśliwą miną przyjaciela. Dziadek Joshui był szychą w Radzie Archanielskiej. Może o nim słyszeliście, na imię ma Gabriel, a na koncie jedno spektakularne zwiastowanie.”

Dora oficjalnie jest policjantką, a prywatnie wredną wiedźmą, która nieustannie wplątuje się w przeróżne konflikty. Miron pochodzi z piekła i poznajemy go jako diabelnie przystojnego faceta, a Joshuę jako prawdziwego, nieśmiałego anioła. Generalnie powinni być dla siebie wrogami, ale dzięki wielu wspólnym cechom zostali przyjaciółmi, którzy tworzą całkiem zgrany zespół. Pewnego dnia główną bohaterkę nawiedza sen, w którym spotyka swoją przyjaciółkę, którą atakuje tajemniczy mężczyzna, posiadający ogromną moc. Dora wraz ze swymi towarzyszami zostaje zmuszona, by odnaleźć człowieka odpowiedzialnego za porwanie kilkunastu istot nadprzyrodzonych, a po drodze musi wpaść do Trumny, odwiedzić wilkołaków, a co za tym idzie skopać im tyłki, przekonać nastolatkę, że piekło nie jest tak kuszące jak myśli. No i oczywiście złamać wszystkie zasady i skończyć ledwie żywa. Ale czego Dora nie zrobi! :)

Złodziej dusz to pierwsza część serii autorstwa Anety Jadowskiej, zaliczanej do gatunku urban fantasy. Autorka książki chciała pisać od zawsze, a inspiracje do pisania historii czerpie ze swojego życia. Chciała być jednocześnie policjantką, aktorką, dziennikarka interwencyjną i aktywistką Greenpeace, więc postanowiła rozwijać swoje pasje, pisząc powieści, które z pewnością zaskakują swą oryginalnością i odbiegnięciem od rutynowych i już nudnych historyjek, które teraz są niezwykle popularne. Fabuła już od samego początku wciąga czytelnika w świat pełen kontrastów, które nieustannie bawią i sprawiają, że historia staje się bogatsza. Sięgając po Złodzieja dusz narażacie się wszystkim, którym coś obiecaliście - nie zrobicie nic oprócz pochłaniania kolejnych stron i śmiania się co chwilę z zabawnych wypowiedzi bohaterów.

„- Wasza Kąśliwość, cóż to za zaszczyt - powiedziałam. Roman był wampirem ze Starszyzny, nie znosiłam go, mentalnie zatrzymał się w średniowieczu i tak już chyba zostanie. Wydawało mu się, że miejsce kobiety jest przy palenisku albo w legowisku, i tyle.”


Nie lubię mało wyrazistych, płytkich i sztucznych jak plastik głównych postaci kobiecych, dlatego też gdy zabrałam się za tę powieść, praktycznie już na początku zauważyłam, że tym razem będzie inaczej, ponieważ Dora całkowicie wyróżnia się na tle innych bohaterek. Może zacznijmy od tego, że jest policjantką (jedyną w swoim zespole) i to jeszcze najlepszą, a poza tym jako jedyna potrafi dostrzec rzeczy,  jakich inni nie są w stanie ujrzeć na własne oczy. Z drugiej strony jest też wiedźmą i to całkiem złośliwą, która nie ma żadnych granic w swoim zachowaniu - wyzywanie prokuratora jest niczym w porównaniu do oferowania kawy czy naleśników Archaniołowi, czy też propozycja walki, kiedy nie zgodzi się na jej warunki. Szczególną uwagę zwraca diabelski pomiot, który zwie się Miron i jest naprawdę nieziemsko (szkoda, że byłby ziemsko jak pochodzi z piekła :D) facetem. To wierny towarzysz Dory, z którą ma wiele dość ciekawych wspomnień i jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Joshua to przeciwieństwo Mirona - jest nieśmiały i przede wszystkim, bardziej tajemniczy, przez co trudniej go poznać. Jednak dzięki temu staje się dla nas intrygujący, bo mało wiemy i czekamy, aż pojawi się jakaś o nim wzmianka. W pewnym momencie Was zaskoczy tak, że będziecie się śmiać i płakać jednocześnie! Oczywiście jest wiele innych postaci, które coś wnoszą do tej historii, niemniej jednak  to kreacja głównych bohaterów jest najsilniejszym atutem powieści.

Od dawna nie czytałam tak dobrze skonstruowanej pod każdym względem książki, która wywołałaby u mnie wszelkie możliwe emocje. Przygodę z Dorą w Złodzieju dusz wspominam bardzo dobrze, pomimo ogromnego bólu oczu i ich łzawienia - nawet to nie zmusiło mnie, abym przestała czytać. Byłam strasznie ciekawa, co będzie dalej, co się stanie i dosłownie każde zdanie motywowało do tego, aby nie przerywać. Coś jak przyciąganie magnetyczne, plusy i minusy i brak sposobu, aby móc odetchnąć chociaż na chwilę. Na dodatek mam całe dwie kartki zapisanych stron, na których coś mnie rozśmieszyło i kilka osób już wie, że Aneta Jadowska potrafi swoim językiem rozłożyć czytelnika na łopatki!

„- Sypianie ze mną ci służy. - Zaśmiałam się głaszcząc go po policzku. Zamrugał i zaśmiał się razem ze mną. - Najwidoczniej. - Spojrzał na prokuratora i rzucił w jego stronę cynicznie: Nie wiem co bierzesz, Żamłoda, by mieć takie jazdy ale chciałbym poznać twego dilera.”

W powieści się bezapelacyjnie Z-A-K-O-C-H-A-Ł-A-M! Mogłabym wspomnieć, że wkurzyła mnie jedna strona, że coś mi w niej nie pasowało, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że to tylko moje chwilowe widzimisię. Złodziej dusz jest pozycją niezwykłą, nie tylko ze względu na wspaniale skonstruowaną fabułę, ale też interesującą kreację bohaterów. Ponadto historia ta obfituje w zaskakujące zwroty akcji, dzięki którym nie ma mowy o nudzie. Widać też, że Aneta Jadowska lubi uprzykrzać życie postaciom, ponieważ nieustannie coś staje im na drodze - ktoś jest bliski śmierci, inny co chwilę powstrzymuje się przed pewnymi czynami i tak w nieskończoność..  W trakcie podróży po Toruniu tym rzeczywistym jak i magicznym towarzyszył mi zachwyt i nutka podniecenia, bo była to bez wątpienia przygoda fascynująca, zaskakująca i głęboko zapadająca w pamięć. Jestem totalnie, bezsprzecznie zakochana w tej historii i prawdziwym aniele, który myślę, że w przyszłości może wiele zmienić.. :)
Moja ocena 6/6, 10/10 *__*

Heksalogia o Dorze Wilk:
Złodziej dusz | Bogowie muszą być szaleni | Zwycięzca

piątek, 13 lipca 2012

Zakon smoka - Aleksandar Tesic


Tytuł oryginału: Kosingas. The Order Of the Dragon
Seria/cykl wydawniczy: Kosingas tom I
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: czerwiec 2012 


 ,,.. ale nie tobie, lecz wojownikowi Kosingas, który jest wśród nas: Gabrielowi, pierwszemu spośród równych.''

Aleksandar Tesic obecnie pracuje jako tłumacz w stacji telewizyjnej. ,,Zakon Smoka'' to jego debiutancka powieść, nad którą zaczął pracować już w młodości. Zebrał w niej wierzenia swojego kraju, dotychczas przekazywane głównie w formie ustnej. Mieszkał też dawniej w Egipcie, Meksyku i we Francji.

Gabriel jest mnichem, a przede wszystkim wojownikiem Kosingas. Jako jedyny zszedł do Hadesu i wyszedł stamtąd żywy. Od tamtej pory (czyli blisko dwudziestu lat) nie spał i nie zachowywał się jak na normalnego człowieka przystało. Jemu też zostało powierzone ważne zadanie - musi nauczyć Wojownika Przepowiedni wszystkiego, aby ten stał się Kosingas. Do łatwych zadań to nie należy, ponieważ na drodze dwójki bohaterów non stop pojawiają się liczne przeszkody - stwory wysłane przez Kulawego Dabę, lub ludzie praktykujący zakazane religie, rytuały.

Historię napisaną przez Aleksandara Tesica, widzimy oczami Gabriela, który przedstawia nam czasy Przepowiedni Ognia i wprowadza w świat pełen strachu i piękna. Mnich, który spisuje te wszystkie przygody (albo raczej dyktuje je pewnemu Jakubowi) przyjął pewną zasadę - mianowicie pisze o tym, co codziennie robili, jakie przygody ich spotykały, z kim walczyli i czego się dowiedzieli. Wydawać by się mogło, że autor wybrał dobry sposób, aby to wszystko skrupulatnie nam - czytelnikom wyjaśnić. Też tak uważałam, ale gdy po raz kolejny czytałam praktycznie te same zdania, że kładli się spać, albo że książę przeklinał Gabriela za pobudkę o świcie, poczułam się rozczarowana. Jednak później przestało mi to przeszkadzać, ponieważ wciągnęłam się w wir wydarzeń i po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że spisywanie powtarzających się czynności nie jest złe, bo zazwyczaj ktoś je bohaterom przerywał w dość perfidny sposób.

,,Czyń dobro, a będzie ci ono oddawane.''

,,Zakon Smoka'' to pierwsza część trylogii Kosingas, która niezwykle mi się spodobała. Niedawno odkryłam, że z wypiekami na twarzy czytam książki fantastyczno - historyczne, dlatego sięgnęłam po nią i nie zawiodłam się. Język jest prosty, dzięki czemu bez przeszkód poznajemy świat wyobraźni autora. Pisząc o tej powieści, trudno nie wspomnieć o opisach, w których pisarz stopniowo wtajemnicza nas w tajemnice Zakonu Smoka, wierzenia ludności, historie wiosek. Pokazuje w nich jak on widzi miejsca, po których podróżowali nasi bohaterowie w taki sposób, że nie można się wprost oderwać od lektury. Tesic z precyzją przedstawia nam te elementy, które z lekkim stylem pisania dają tekst, który czyta się z wielkim zainteresowaniem.

Aleksandar stworzył barwne, charakterystyczne i odważne postacie, które walczą przeciw siłom Hadesu, albo są po stronie zła. Poznajemy Wojownika Przepowiedni, którego życie zmienia się diametralnie od czasu, kiedy dowiaduje się, że to na niego liczy cały świat. Mimo tego na początku dostrzegamy, że jest leniwym człowiekiem i nie liczy się ze zdaniem mnicha, który jest nad wyraz cierpliwy dla niego, o czym się przekonacie sami. Natomiast Gabriel jest całkowitym przeciwieństwem księcia - woli ciszę i spokój, a poza tym zawsze jest przygotowany na atak ze strony Kulawego Daby. Swoją mądrością uczy Wojownika wszystkiego, co może przydać mu się w przyszłości. Na stronach tej powieści można spotkać nie tylko ludzi, ale też wiele stworzeń, jakimi są elfy, gryfy, wywerny, nimfy i wiele innych, jak również bogów, wiedźm, czy bogiń.

,,Zakon Smoka'' to powieść, która na długo pozostanie w mojej pamięci, nie tylko ze względu na bohaterów, z którymi bardzo się zżyłam, ale też niesamowicie wciągającą fabułę i różnorodność wyznań, poglądów, wierzeń. Z uśmiechem na twarzy kończyłam czytać część pierwszą i już nie mogę się wprost doczekać drugiego tomu, który mam nadzieję, ukaże się jeszcze szybciej niż chcę. Polecam, bo naprawdę warto!
Moja ocena 5+/6, 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wyd. Prószyński i S-ka!

czwartek, 21 czerwca 2012

Władca wilków - Juraj Červenák



Tytuł oryginału: Vládca Vlkov
Seria/cykl wydawniczy: Czarnoksiężnik, tom I
Wydawnictwo: Erica
Data wydania: 2012

,,- Wspaniale - kąśliwie powiedziała Mirena i wyciągnęła zdrową rękę. - Właśnie mówiłam sobie w duchu, ze gorzej już być nie może.''

Rok temu podjęłam się przeczytania Trylogii Arturiańskiej, do której byłam sceptycznie nastawiona - jak się okazało niepotrzebnie, bo trafiła na listę ulubionych książek. Dlatego też tym razem sięgając po ,,Władcę wilków'', wiedziałam że książka mi się spodoba. Niektórzy mogą zapytać skąd, a ja odpowiem, że po prostu tak czułam i co się okazało? Historia mnie oczarowała.

Czarny Rogan jest doskonałym łucznikiem i bezlitosnym pogromcą Awarów. Wcześniej przez kilka lat walczył nieustannie w wojnach, które doprowadziły do upadku imperium Awarów. Bohater należał do drużyn słowiańskich i walczył po stronie Karola Wielkiego. Teraz samodzielnie podąża śladami Krwawych Psów, które robią najobrzydliwsze rzeczy na świecie. Rogan nie boi się mrocznych lasów zamieszkanych przez demony, duchy i tym podobne stworzenia. Na swej drodze spotyka wiedźmę Mirenę, walecznego Wielimira, Krasę i wielu innych, którzy staną po jego stronie i pomogą mu zemścić się na Krwawych Psach. Rogan, żeby to zrobić musi dowiedzieć się jakie drzemią w nim siły i przede wszystkim - znaleźć niewidoczne przejście do ich królestwa..

Wiele osób (no dobra, dziewczyn) gdyby spojrzeli na tę okładkę, książki by nie przeczytali. Chyba, że byłyby jakieś wyjątki, ale większość właśnie odłożyłaby ,,Władcę wilków'' na półkę. Gdy jednak czyta się opis z tyłu okładki, ma się wrażenie że książka woła: ,,przeczytaj mnie!''. To co jest napisane na okładce wzbudza ogromną ciekawość i wystarczy tylko to, aby książkę przeczytać w mgnieniu oka. 

Historia stworzona przez Juraja Cervenaka mnie zachwyciła. Jego język jest prosty i zwięzły, dzięki czemu przez te wszystkie strony nie mamy tylko samych opisów, a otrzymujemy sporą dawkę akcji, która pędzi naprawdę szybko. Moje zachwyty nie kończą się na jego języku - przede wszystkim autora można pochwalić za oryginalność treści. Pisarz zaskakuje na każdym kroku, warto wymienić chociażby: imiona, dziwne stworzenia, niezwykłe umiejętności, czczenie bogów, walki i uwaga - szczypta miłości! Tak tak, Moi Drodzy, autor w tej, wydawałoby się - brutalnej książce wprowadził coś takiego jak miłość, co według mnie jest doskonałym pomysłem.

Bohaterowie Cervenaka zostali stworzeni na barwne, wyraziste postacie, których nie da się zapomnieć. Już od samego początku moje serce zdobył Rogan, za swą tajemniczość i determinację w dążeniu do zabicia Krwawych Psów. Później doszło jeszcze wiele nowych cech, o których nie będę wspominać, żeby wszystkiego nie zdradzić. Warto przedstawić również Mirenę - wiedźmę, na którą wszyscy mówią Osa. Czci ona Boginię Księżyca Chors, nie jest tępą dziewczyną i zawsze się komuś postawi, jeśli coś jej nie odpowiada. Charakterystyczni są bardzo, a to dopiero dwie postacie.:)

Władca wilków to świetna powieść fantastyczna, połączona z historycznymi faktami, których jest naprawdę niewiele. To książka dla osób poszukujących czegoś świeżego, oryginalnego i bardzo wciągającego. Jestem przekonana, że odbędziecie niesamowitą przygodę z Roganem i Osą. Polecam!
Moja ocena 5+/6 , 9/10
Za możliwość przeczytania, dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica!

czwartek, 30 czerwca 2011

Na psa urok - Kevin Hearne

 Fragarach

Ostatnio szukałam książki, dzięki której będę mogła się trochę pośmiać a jednocześnie będzie to wartościowa powieść. Nie wybrałam tych starszych pozycji, ale szukałam czegoś nowego a zarazem oryginalnego. Z pewnością taką książką jest ''Na psa urok'' Kevina Hearne. Gdy tylko książka do mnie przyszła, zabrałam się za czytanie i już na pierwszej stronie dostrzegłam, że ta książka jest dość nietypowa.

O czym jest?
Głównym bohaterem jest Atticus O'Sullivan, ostatni z druidów. Przez dwa tysiące lat ucieka przed bogiem miłości, polegając na swych nadprzyrodzonych mocach, wrodzonym sprycie i uroku osobistym. Wszystko układa mu się dobrze, do czasu kiedy w miasteczku Tempe w Arizonie, pojawia się piękna bogini śmierci Morrigan. Przynosi mu złe wieści - jego wróg jest już w drodze.. Atticus wie że zanosi się na poważne kłopoty, na dodatek w jego domu czeka na niego gość..

Hearne wykonał kawał dobrej roboty. Nie ma tutaj wątku miłosnego, tak jak teraz w prawie wszystkich książkach, ktoś kogoś zdradza itd. Wszystko jest przedstawione z perspektywy Atticusa, który jest arogancki i uroczy. Mówi to co myśli, choć czasami tego żałuje. W tej powieści spotkamy gadającego wilka irlandzkiego, watahę wilkołaków, barmankę opętaną przez boginię, wampira i polskie wiedźmy. Świat jest opisany dość szczegółowo, pomysły głównego bohatera, który obdarzony jest ciętym dowcipem, sprawiają że tę powieść czyta się jednym tchem.

Nie da się nie napisać nic o okładce, który przyciąga nas jak magnes. Miękka okładka, gdzie pewne elementy są wypukłe i ten przystojniak na okładce, który trzyma najpotężniejszy miecz. :)

Książka ''Na psa urok'' to pierwszy tom cyklu urban fantasy. Zauroczona aroganckim Atticusem i jego psem, z pewnością sięgnę po kolejną część. Kończąc czytać ostatnią stronę, nie mogłam uwierzyć że zaraz odłożę tę książkę. Polecam tę pozycję wszystkim, którzy są znudzeni zwykłymi powieściami o wiedźmach, wilkołakach i wampirach, a przede wszystkim tym którzy chcą przeczytać coś zupełnie innego. ''Na psa urok'' czyta się bardzo szybko i z pewnością się przy niej nie znudzisz czytelniku. Polecam!

Moja ocena 5,5/6
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję serdecznie wydawnictwu Rebis!