Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmawiajmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmawiajmy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 grudnia 2011

Buszujący w zbożu - J.D. Salinger

„Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie – zaczniecie tęsknić”
Każdy nastolatek ma w swoim życiu taki moment, kiedy buntuje się, robi to czego nie chcą rodzice, sięga po alkohol, papierosy. Nie mówię, że każdy tak robi, ale większość musi spróbować tych ,,zakazanych rzeczy''. Książka, w której bohater stał się ikoną nastoletnich buntowników, wywołała wiele kontrowersji. Czytałam na jakiejś stronie kiedyś, że została również zakazana.. 
.
Głównym bohaterem i pierwszoosobowym narratorem powieści jest Holden Caulfield, który zostaje po raz kolejny wyrzucony ze szkoły. Od początku poznajemy jego przemyślenia, na różne tematy, niekiedy mało ważne. Nastolatek nie lubi praktycznie nikogo, krytycznie odnosi się do całego świata i wszystko go denerwuje. Non stop wymyśla jakieś dziwne historyjki, pewnie, dlatego że jest samotny. Rodzice mają odebrać go w środę, ale w wyniku kłótni ze współlokatorem, postanawia uciec ze szkoły i przenocować się w jakimś hotelu. I jak się domyślacie, tak robi. Błąka się po mieście, poznaje dużo nowych ludzi, dzwoni do znajomych, spotyka się z nimi , robi wiele głupich rzeczy i w końcu wraca do domu, w którym jest jego młodsza siostra Phoebe, do której jest bardzo przywiązany. 
.
Sięgając po ,,Buszującego w zbożu'' oczekiwałam na bardzo wiele, ponieważ każdy wychwalał tę książkę jak tylko się dało. Chcąc być szczera, nie wiem co ludzie w tej powieści widzą, bo ja nie dostrzegłam tutaj nic co by mi się podobało. Nastolatek buntownik? Znam wiele osób, którym to określenie bardziej pasowałoby niż bohaterowi. Opisanych kilka dni, kiedy uciekł ze szkoły i właściwie nic nie robił oprócz zachowywania się jak skończony kretyn, też mnie nie zachwyciło. Chłopak ma 17 lat, a zachowuje się gorzej niż 11-latek. Holden opisywał ludzi dorosłych jako sztucznych, a sam  był podobny do nich. Przywiązanie do siostry, kupienie jej płyty, taniec z nią, to jedyne co mnie oczarowało w tej książce. 
.
Język w tej lekturze był tragiczny, rozumiem że autor tak chciał i tak miało to wyglądać, no ale bez przesady. Chciał, żeby każdy bił mu brawo bo stworzył postać, która wyraża się jak wszyscy nastolatkowie? Nie wyszło mu to, stwierdzam z przykrością. Nie widzę tutaj nic pozytywnego i nigdy nie wrócę do tej książki. To moja skromna i szczera opinia, ale przepraszam jeśli kogoś uraziłam. 
Moja ocena 2/6 , 2/10
Książkę przeczytałam w ramach projektu ROZMAWIAJMY. Polecam zajrzeć, poczytać. :-)

niedziela, 25 września 2011

Zielona Mila - Stephen King

,,Każdego z nas czeka śmierć, bez wyjątku, ale Boże... czasem Zielona Mila wydaje się taka długa.

Wydawać by się mogło, że to moje pierwsze spotkanie z Zieloną Milą, jednak tak nie jest.. Kilka miesięcy temu oglądałam film, o którym myślałam przez kilka dni, o tym jak pod koniec seansu po policzkach płynęły łzy, nad którymi nie dało się zapanować. Film wstrząsnął mną do głębi, czy tak samo było z książką? Dowiecie się tego trochę dalej..

Stephen King jest uważany za mistrza grozy, a dla mnie jest jednym z ulubionych pisarzy. Mimo, że przeczytałam jego dwie słabe książki, nadal lubię sięgać po te wysoko oceniane i sama porównywać książkę do poprzednich przeczytanych.  Nie myślałam, że sięgnę po tę pozycję tak szybko, odkładałam ją na później i w końcu za sprawą projektu ROZMAWIAJMY, przeczytałam..

Jest rok 1932, gdzie w USA panuje głód i bezrobocie. W tym samym czasie Paul Edgecombe pracuje w więzieniu jako strażnik na bloku E. Bloku, z którego więźniowie nie wychodzą.  Oni umierają na krześle elektrycznym, zwanym inaczej Starą Iskrówą. Ostatnią drogą jaką pokonają jest przejście do sali śmierci po zielonym linoleum. 
Paul na co dzień spotyka się z ludźmi, którzy kogoś zamordowali, zgwałcili itd. Pewnego dnia na blogu E pojawia się John Coffrey, olbrzymi murzyn, który został skazany za zbrodnię dwóch bliźniaczek. Gdy go złapali powtarzał non stop: ,,Nie mogłem nic pomóc''. Nikogo to nie obchodziło co mówił, powtarzał. Dla nich najważniejszą rzeczą było to, że zabił dwie małe dziewczynki. Myślicie teraz, że sprawiedliwie by było posadzić go na krześle elektrycznym? To takie proste niestety nie jest, bo jak się okazuje sprawy wyglądają nieco inaczej..

Po przeczytaniu nie wiedziałam co powiedzieć. Oglądałam film, więc wiedziałam co się wydarzy jednak zakończenie było dla mnie takim samym zaskoczeniem jak dla tych, którzy pierwszy raz mieli styczność z Zieloną Milą Stephena Kinga. Przeczytanie książki rozłożyłam sobie na cały tydzień, dlatego, że nie mogłam przeczytać tego ''na jeden raz'' i tak właściwie nie miałam kiedy i jak. Lekturę wbrew pozorom czyta się szybko, za co należy dziękować autorowi że nas nie zanudzał niepotrzebnymi opisami.

Bohaterowie.. Czytając na pewno każdy zauważy, że postacie wykreowane przez Kinga są wyraziste. O każdym można się dowiedzieć co nieco, a najciekawszym stanowczo był Paul Edgecombe i John Coffrey.  Problemy, rozmowy, myśli, cud, zdziwienie i wyraz twarzy skazanego. Fragmenty z tymi elementami mogłam czytać kilka razy, bo sama nie mogłam uwierzyć, ze King potrafi wprowadzić czytelnika w taki straszny i zarazem piękny świat. 

Nie oceniam tej książki na maksimum punktów, bo film jednak (o dziwo!) podobał mi się bardziej. Nie wiem dlaczego, może w nim było ,,to coś'', czego nie zauważyłam podczas czytania?

,,Zielona Mila'' jest którąś z kolei przeczytaną książką Stephena K. która mnie zachwyciła i pozostawiła jakiś ślad w moim mózgu. O takiej lekturze nie da się zapomnieć od razu, po prostu. Nie chce was na siłę zachęcać do przeczytania tej książki, ale naprawdę warto. :) 
Moja ocena 5,5/6