wtorek, 31 grudnia 2013

Listopad i grudzień w skrócie - podsumowanie

http://weheartit.com/
Cześć! Dzisiaj mamy ostatni dzień 2013 roku i większość z nas robi podsumowania minionych miesięcy oraz wymyśla przeróżne postanowienia noworoczne. Ja za to mam krótkie podsumowanie listopada i grudnia, a to większe może wstawię jutro. Spróbuję Was nie zanudzić i szybko przedstawić co ostatnio robiłam, czytałam, oglądałam - a nie jest tego dużo, więc powinno pójść łatwo:).

LISTOPAD - przeczytałam siedem książek. Żadna z nich nie otrzymała ode mnie oceny maksymalnej, niemniej jednak w tym miesiącu w końcu dokończyłam czytać trylogię IŚ! Zakończyłam również swoją przygodę z Trylogią Moorehawke. Najciekawsze książki listopada, które recenzowałam:

GRUDZIEŃ - przeczytałam trzy książki. Cholera. To nawet gorzej niż w kwietniu o.O. Mogę się usprawiedliwić Lalką, której nadal nie skończyłam? A zostało mi 20 stron, tylko że z każdą stroną próbuję walczyć i mi nie wychodzi. Naprawdę nie czytałam wcześniej bardziej męczącej książki. Za to te, które udało mi się przeczytać były świetne. Serio. Marina, o której pisałam na blogu już wiele razy. Dziecko śniegu - opowieść pełna magii, nadziei i wiary. Oraz Hrabina, która mnie pozytywnie zaskoczyła, ale niestety dopiero dzisiaj ją doczytałam i nie zdążyłabym z recenzją.

Jeśli chodzi o filmy, seriale i inne takie, to w sumie nie mam się czym pochwalić. Powtarzałam sobie filmy, które doskonale znam, a nowe włączałam i po kilku minutach wyłączałam. Byłam też w teatrze na Dziadach, ale jakoś niespecjalnie mi się podobało, bo wśród śmiechów, szelestów papierków i rozmów nie da się oglądać sztuki. A jakoś nikt z organizujących tego typu spektakle nie był w stanie uciszyć ludzi. Chciałam wybrać się do kina na W pierścieniu ognia, ale na początku grudnia nie wyszło bo szkoła, a pod koniec - bo zachorowałam. Zaczęłam kilka dni temu oglądać jednak serial, który oglądałam parę lat temu - Skazanego na śmierć i muszę przyznać, że nadal robi na mnie dość spore wrażenie. :) A jak wygląda to u Was?

I na koniec domowe melodie:
Szczęśliwego Nowego Roku!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Zdobycze książkowe {21}

Tak trochę kolorystycznie się dobrały, nie? Próbuję na siłę chyba stworzyć zimowy nastrój, bo za oknem mamy wiosnę i trochę mi to nie pasuje. Wiele osób pewnie się z tego cieszy, a ja nie za bardzo. Zima to w sumie fajna pora roku, można pozjeżdżać z górek, powywalać się na lodzie i zmarznąć. Taka odmiana po gorącym lecie i ciepłej jesieni. Minęły też święta i nawet nie wiem kiedy jak i gdzie - w ogóle ich nie czułam, a wróciłam z nich chora i w sumie nadal jestem. Chyba sylwester nie zapowiada się ciekawie. A jak u Was? Dostaliście coś pod choinkę? Pochwalcie się *.*. To teraz przechodzimy do tego normalnego stosu, który duży nie jest, ale parę książek jednak doszło.























Lewa strona:
  • Marina, Carlos Ruiz Zafon - zakup własny. Jedna z moich ulubionych książek, której nie miałam u siebie na półce i w końcu mam. Przeczytana po raz drugi na jakąś dyskusję o niej, która powinna się niebawem odbyć w Lublinie.
  • Carrie, Stephen King - od Prószyńskiego i S-ka. Kolejna książka, którą przeczytałam po raz drugi o.O. Ale chciałąm sobie ją odświeżyć przed wybraniem się do kina na film (miałam o nim napisać i pewnie napiszę - jak nie zapomnę).
  • Piraci północy. Bractwo, Dariusz Domagalski - od Erici. Kolejna niespodziewana przesyłka książki, której nie chciałam czytać.
  • Bohatyr. Smocza cesarzowa, Juraj Cervenak - od Erici. Może pora wziąć się za tę serię?
  • Anna Karenina, Lew Tołstoj - pożyczona od koleżanki. Chcę się w końcu zapoznać z twórczością tego autora i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Prawa strona:
  • Na szczęście mleko..., Neil Gaiman - od BookSenso.
  • Łza, Lauren Kate - prezent urodzinowy. Nie mogę się doczekać aż ją przeczytam, aww <3.
  • Magiczna gondola, Eva Voller - jw.
  • Dziecko śniegu, Eowyn Ivey - od Pascala. Cudowna opowieść, którą będziecie mogli wygrać w konkursie. Możecie się go spodziewać jak wymyślę zadanie :D.
  • Kosogłos & W pierścieniu ognia, Suzanne Collins - zakup własny. Pierwszą część czytałam jeszcze w trzeciej klasie gimnazjum i to ona, według mnie, była najlepsza, najbardziej ciekawa. Druga okazała się odrobinę gorsza - spodziewałam się zupełnie czegoś innego. A trójka, która powinna być częścią napisaną najlepiej taka nie była. A szkoda.
To by było chyba na tyle. Zostało dodać mi jeszcze podsumowanie dwóch miesięcy i całego roku. I może wcisnę jeszcze gdzieś jakąś recenzję. ^_^

niedziela, 29 grudnia 2013

Dziecko śniegu - Eowyn Ivey


Tytuł oryginału: The Snow Child
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 25 października 2013
„Czy jej siostra mogła mieć rację, sugerując, że sami decydujemy o zakończeniach, wybierając smutek bądź radość? A może po prostu okrutny świat dawał i odbierał, dawał i odbierał, miotając się na oślep?''

Baśnie bywają piękne i smutne. Nie zawsze kończą się szczęśliwie i tak jakbyśmy tego chcieli. To najczęściej one uczą dzieci odróżniać dobro od zła oraz przekazują ważne wartości w życiu każdego człowieka. Wszyscy znają opowieść o Czerwonym Kapturku, Jasiu i Małgosi czy chociażby o Kopciuszku. Jednak niewiele osób kojarzy historię o dziewczynce, która pojawia się każdej zimy w sercach starszego małżeństwa. Eowyn Ivey stworzyła powieść, w której rzeczywistość przeplata się ze starą rosyjską baśnią, o której pamięta tylko garstka osób. Odtwarza ją na nowo, a przy tym wplata umiejętnie nowe wątki i tworzy książkę, o której chce się dyskutować.

Jack i Mabel zdecydowali się wyruszyć na Alaskę, by zacząć od nowa swoje życie i zapomnieć o stracie dziecka, którego brak w ich życiu powodował nieustannie smutek i ból. Szukali spokoju, wyciszenia i na początku to otrzymali. Ich życie było bezbarwne i pozbawione jakichkolwiek kolorów. Wszystko się jednak zmieniło, gdy spadł śnieg, to właśnie wtedy u Jacka i Mabel pojawiła się radość z tak zwykłego, wydawać by się mogło zjawiska. Podczas chwil szczęścia postanowili ulepić postać dziewczynki. Następnego dnia figurki nie było, a jedynym co zauważyli to ślady niewielkich stóp i dziewczynkę, która zniknęła za drzewami. To ona zaczęła nadawać ich życiu jakikolwiek sens: jej odwiedziny, krótkie rozmowy, zapach, wygląd. Małżeństwo obdarzyło ją ciepłym uczuciem i traktowało jak członka rodziny...

Dziecko śniegu to powieść, na którą nie zwróciłabym uwagi gdyby nie jej piękna oprawa. Wydaje mi się, że każdy kto ją gdzieś zauważy, po chwili do niej wróci i zacznie czytać opis. Okładka jest jedną z największych zalet tej książki i trudno byłoby mi o niej nie wspomnieć. Drugim czynnikiem, który popchnął mnie do przeczytania tej historii był fakt, iż fabuła rozgrywa się na Alasce - krainie zimna, lasów, dzikiej przyrody. Muszę przyznać, że trochę mnie zaintrygowało to, jak autorka poradzi sobie z opisem tego miejsca i jak przedstawi swoją opowieść o tamtym rejonie. Teraz po przeczytaniu tej pozycji mogę szczerze napisać, że Eowyn Ivey poradziła sobie z tym świetnie i dużo lepiej niż mogłam się tego spodziewać.

Autorka buduje napięcie już od samego początku, gdzie też przedstawia nam tylko ogólny zarys fabuły, a później rozdział za rozdziałem coraz bardziej ją komplikuje, a nowe wątki pokazuje w całkowicie innym świetle. To co najbardziej urzeka w tej książce to codzienność życia starszych ludzi obok których pojawia się dziecko, o którym nie wiedzą zupełnie nic. Postać dziewczynki otoczona jest aurą tajemniczości, a zjawiska których są świadkiem wydają się być dla nich nienaturalne. To sprawia, że czytelnik nie wie w co tak naprawdę wierzy, ale zdaje sobie sprawę z tego, że jest widzem jakiegoś pięknego i spektakularnego spektaklu. 

Eowyn Ivey stworzyła opowieść podzieloną na trzy części. Na początku każdej z nich jest tak jakby zapowiedź całości w formie krótkiego fragmentu baśni. Czytelnik chce wiedzieć czy historia autorki popłynie takim samym torem oraz jak się ona zakończy. Książka o dziewczynce pojawiającej się każdej zimy u Mabel i Jacka wywarła na mnie niezmiernie pozytywne wrażenie i cieszę się, że postanowiłam ją przeczytać. Na pewno nie zmieniła mojego życia, ale myślę, że wniosła do niego odrobinę magii, nadziei i wiary w to, co na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe.

Dziecko śniegu mogę bez wahania zaliczyć do jednych z najlepszych książek tego roku - świadczy o tym nie tylko charakterystyczny język autorki, którym ukazuje nam piękną i dziką Alaskę, ale również różnobarwna kreacja bohaterów, którzy po bliższym zapoznaniu tętnią życiem i energią. To powieść, która pozostaje na długo w nas i ma się ochotę opowiadać o niej nie tylko swoim przyjaciołom, ale ludziom których praktycznie nie znamy. Jestem pewna, że kiedyś wrócę do tej historii i spróbuję poznać ją na nowo, a teraz pozostaje mi zazdrościć tym, którzy mają ją jeszcze przed sobą. Gorąco zachęcam do przeżycia wspaniałej przygody u boku ludzi, którzy mogą nas czegoś nauczyć.
Moja ocena 5+/6, 9/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Pascal.

***
W końcu coś przeczytałam i napisałam recenzję, a blogger nawet normalnie działał! Powinnam na dniach dodać konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz Dziecka śniegu.:)

niedziela, 22 grudnia 2013

Spóźnione rozwiązanie konkursu i trochę mojego gadania

Hej! Miałam już nie dodawać wyników konkursu na blogu, ale może nie wszyscy zobaczyli, że podałam w komentarzu informację o wynikach na facebooku NP.  Nie mogłam dodać przez ostatnie kilka dni nic na bloga, a z zalogowaniem też miałam problem. W końcu się udało, więc:

Spośród wszystkich zgłoszeń, miałam wylosować jedną osobę i jest nią Rafał z bloga http://ksiazkowo-wg-rafala.blogspot.com/ . Musicie uwierzyć mi na słowo, że wylosowany został jeden z jego numerków. Dziękuję wszystkim za zgłoszenie, już za kilka dni następny konkurs! I gratuluję. :) 

Muszę się też przyznać do tego, że w grudniu nie przeczytałam jeszcze żadnej książki - dlatego nie ma w ogóle recenzji. Przez te wszystkie dni męczyłam i nadal męczę Lalkę (nawet Buszujący w zbożu bardziej mi się podobał... :/). Zaczęłam też Marinę i powinnam ją skończyć w czasie świąt. Właśnie podczas nich mam zamiar przeczytać kilka książek, ale nie wiem czy będę miała dostęp do internetu, żeby dodać jakąś recenzję. 

W razie jakbym miała na blogu się już nie pojawić, to życzę Wam Wesołych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Oraz przypominam o postach z poprzedniego roku powiązanych ze świętami: Świąteczne filmowo & Muzyka na święta.

Pozdrawiam cieplutko.
Cassiel

niedziela, 8 grudnia 2013

KONKURS, wygraj ''Na szczęście mleko...''!

Mam dla Was, obiecany wczoraj konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz książki Na szczęście mleko... . Pisałam w recenzji, że to pozycja nie tylko dla dzieci. Myślę jednak, że będzie dobrym prezentem świątecznym albo dla kogoś z Was, albo dla kogoś, kogo Wy znacie. W każdym razie, jedna osoba ma szansę zgarnąć tę książkę, a zrobić trzeba naprawdę niewiele.

Konkurs trwać będzie tydzień - do 15 grudnia do północy. W komentarzu musicie:
  1. Zostawić swój adres e-mail - wtedy będę mogła od razu skontaktować się z osobą, która wygrała książkę.
  2. I napisać, jaka była wasza ulubiona bajka bądź książka dzieciństwa. 
  3. Jeśli chcecie mieć większe szanse na wygraną, krótko możecie uzasadnić dlaczego akurat za tą tak przepadaliście będąc maluchami. :)
Osoby, które uzasadnią swój wybór będą miały dwa losy. Zrobię tradycyjne losowanie. Wyniki postaram się podać następnego dnia, a książkę wysłać w ciągu tygodnia od podania wyników. Za egzemplarz do konkursu serdecznie dziękuję BookSenso. :)
Powodzenia!

sobota, 7 grudnia 2013

Na szczęście mleko… - Neil Gaiman


Tytuł oryginału: Fortunately, the Milk...
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 6 listopada 2013 
 „- Ale jeszcze nie jest później - zauważył profesor Steg. - Wciąż jest teraz. Później będzie dopiero później.''

Neil Gaiman to autor, którego praktycznie każdy miłośnik książek kojarzy. Być może znacie jego inne powieści, czytaliście i lubicie, albo może tylko zdajecie sobie sprawę, że ktoś taki jak on jest i tworzy sobie gdzieś w zaciszu domowym kolejne dziwne historie. Ja należałam do tej drugiej grupy osób i w końcu postanowiłam sięgnąć po któreś z jego dzieł, a że nadarzyła się okazja by zapoznać się z niedawno wydaną jego pozycją - zgodziłam się bez wahania. I muszę przyznać, że zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Opowieść może głównie zainteresować młodszych czytelników, ale również ci starsi będą przy niej się dobrze bawić.

Kiedy miałabym opowiedzieć w skrócie, o czym ona jest, odpowiedziałabym, że po prostu o mleku. Ale zapewne tym, nikogo nie zachęciłabym do przeczytania jej. Rozpoczyna się dość zwyczajnie. Mama zostawiła w domu dwójkę swoich dzieci z mężem, wcześniej przekazując pełną listę rzeczy, które muszą zrobić podczas jej nieobecności. Rano, kiedy rodzeństwo chce zjeść na śniadanie płatki z mlekiem, okazuje się, że mleka nie ma. Ich tata więc udaje się do sklepu, jednak jego nieobecność przedłuża się, a oni nie wiedzą co się z nim dzieje. Gdy wraca, opowiada im dziwną historię, w której został porwany przez zielonych i śluzowatych ludzi. W swojej opowieści wspomina o spotkaniu z bogami dżungli, piratami, policją galaktyczną i innymi dziwnymi istotami. Nawiązuje również do mleka, które musiał pilnować i dzięki któremu udało mu się powrócić do domu... 

Muszę przyznać, że sięgając po tę książkę, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Byłam przekonana, że to pozycja przeznaczona tylko i wyłącznie dla dzieci - ale po przeczytaniu wiem już, że nie do końca tak jest. Z pewnością pięcioletniemu dziecku trudno byłoby zrozumieć większość słów, które tutaj występują, chociaż same obrazki mogą w jakiś sposób zaciekawić do poznania historii bohaterów. Wracając do moich wrażeń po lekturze. Uważam ją za niezwykle ciekawą i intrygującą, którą czyta się naprawdę bardzo szybko. Warto również wspomnieć o dynamicznej akcji, dzięki której nie da się nudzić - jedno wydarzenie goni drugie, a główna postać znajduje się nieustannie w jakimś niebezpieczeństwie. Neil Gaiman zabrał mnie do jednego z najdziwniejszych światów fantastycznych, w którym spotkałam różnobarwnych bohaterów, którzy swoimi wypowiedziani nieustannie mnie rozśmieszali.

Na szczęście mleko... to jedna z najbardziej zabawnych i ciepłych opowieści, jaką udało mi się przeczytać w tym roku. Do plusów zaliczyć trzeba również świetne ilustracje Chrisa Riddella, które wiernie odzwierciedlały przygody taty z mlekiem. Bardzo spodobała mi się też  ogromna ilość pomysłów Gaimana i sposób ich przedstawienia. Jestem pewna, że historia skradnie serca nie tylko dzieci, ale również dorosłych.

Moje skradła. Polecam serdecznie.
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję BookSenso.

PS. Jutro na blogu możecie spodziewać się konkursu, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz tej książki. :) 

piątek, 6 grudnia 2013

Nowość: Silos - Hugh Howey

Wydawnictwo Papierowy Księżyc
poleca sensacyjny prezent czytelniczy na święta.

Hugh Howey – Silos

Jeden z największych bestsellerów książkowych ostatnich lat na rynku amerykańskim, sprzedany do ponad dwudziestu krajów. Powieść, która łączy elementy science-fiction, dystopii, postapokalipsy i powieści sensacyjnej w ultra wybuchową mieszankę, która trzyma w napięciu do ostatniej strony.

“Silos” to niezwykły sukces wydawniczy, który zamienił nieznanego autora, publikującego na własny rachunek w światową gwiazdę literatury science-fiction ze szczytów list bestsellerów New York Timesa.

Po wielkim sukcesie “Silosu” prawa do sfilmowania tej niezwykłej powieści zakupił sam Ridley Scott, reżyser takich klasyków jak “Obcy” czy “Łowca androidów”.

“Silos”, który został już mianowany Igrzyskami Śmierci dla dorosłych, to niezwykłe zaproszenie do wyjątkowo wykreowanej rzeczywistości, w której ludzkość zamieszkuje w ogromnym, podziemnym silosie.

Ta powieść odkryje przed Tobą prawdziwy labirynt tajemnic, sekretów i kłamstw i sprawi, że będziesz pochłaniał ją w napięciu do ostatniej strony.

***
W przyszłości, gdy Ziemia stała się toksycznym pustkowiem, przetrwać zdołała ledwie garstka ludzi, zamieszkujących gigantyczny podziemny silos. Odcięci od świata zewnętrznego, wiodą życie pełne nakazów i zakazów, sekretów i kłamstw. By przeżyć, muszą ściśle przestrzegać pewnych zasad. Niektórzy jednak się na to nie godzą. Ci stanowią największe zagrożenie – mają czelność marzyć i śnić, zarażać innych swoim optymizmem. Czeka ich prosta i zabójcza kara: zostaną wypuszczeni na zewnątrz. Jules jest jedną z takich osób. Być może już ostatnią.

Polska premiera – 5.12.2013

SILOS

Jeśli kłamstwa cię nie zabiją, uczyni to prawda...

***
Co myślicie o tej książce? Bo według mnie zapowiada się intrygująco, chociaż porównanie do IŚ robi sie już nudne. Niemniej jednak może to być naprawdę dobra książka. :)
I w końcu blogger zaczyna działać normalnie! Chociaż czcionki nadal się zmienić nie da -.-.

niedziela, 24 listopada 2013

Pierwszy grób po prawej - Darynda Jones


Tytuł oryginału:  First Grave on the Right
Seria/cykl wydawniczy: Przygody Charley Davidson 1
 Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania:
29 sierpnia 2012
„- Cieszę się - powiedziałam mu. - Szkoda, że nie wszyscy są tak otwarci w sprawie swoich uczuć.
- No. Nienawidzę jej, odkąd miałem dziesięć lat. Dużo więcej nie da się ująć w liście.'' 

Kto z nas nie lubi książek napisanych z humorem? Zapewne takich osób znajdzie się niewiele - a przyczyna tego jest bardzo prosta. Praktycznie każdy lubi się śmiać, a kiedy otaczający nas świat przynosi ze sobą same smutne wiadomości, z wielką przyjemnością chcemy usłyszeć, zobaczyć, bądź przeczytać coś co wywoła uśmiech na naszych twarzach. Późna jesień jeszcze bardziej może nas przygnębić, a ja mam na to lekarstwo. Co powiecie na książkę z pyskatą kostuchą w roli głównej, której złośliwe wypowiedzi mogą nas nieźle rozbawić?

Charley Davidson, bo o niej mowa, to prywatna detektyw, która widzi nieżywych ludzi. Jej zadaniem jest przekonanie ich, aby przeszli na drugą stronę. Kiedy jest to niemożliwe, bo przykładowo ktoś ich zamordował - kostucha musi odnaleźć ich zabójców i wymierzyć sprawiedliwość. To nie jedyny problem naszej bohaterki - drugi, który ją intryguje tak samo jak sprawa morderstw trzech prawników, to facet, którego spotyka we śnie. We śnie, w którym prowadzi bujne życie erotyczne z mężczyzną, który z dnia na dzień zaczyna jej kogoś przypominać... 

 „- Twój wujek czegoś potrzebuje? Kawy? Latte?
Podlizywanie się jest takie niemęskie.
- Potrzebuje kogoś, kto urodzi jego nieślubne dziecko, jeśli cię to interesuje.''

Pierwszy grób po prawej to pierwszy tom serii amerykańskiej autorki Daryndy Jones oraz równocześnie jej debiut, który zwrócił uwagę innych jeszcze przed oficjalnym wydaniem. Polecany przez tysiące czytelników w kilkunastu krajach, rekomendowany przez autorkę cyklu Bractwa Czarnego Sztyletu - myślę, że już samo to powinno przykuć uwagę czytelników. Bo moją przykuło. I muszę przyznać, że kupiłam cały ten pomysł z kostuchą, tajemniczym nieznajomym i nieżywymi ludźmi - czytanie o takich przygodach, jakie spotykały bohaterkę, było naprawdę świetną zabawą. Autorka umiejętnie wplotła w najbardziej intrygujące momenty spore dawki humoru, co dawało nieziemski efekt. Kiedy sytuacja stawała się poważna, Charley potrafiła zamienić ją w coś ekscytującego i do granic możliwości zabawnego. Już dawno nie było mi tak głupio  z powodu moich napadów śmiechu. Uważam to za jeden z ważniejszych plusów tej powieści i mogę być pewna, że nie będzie mi łatwo o niej zapomnieć.

To, co najbardziej mnie zafascynowało w tej historii, to wątek poświęcony tajemniczemu mężczyźnie - aż skręcało mnie z ciekawości przez praktycznie całą powieść - kim on jest, jaki on, jaki jest jego cel - to tylko część pytań jakie sobie zadawałam podczas czytania. Pisarka jednak poświęciła mu dużo mniej uwagi niż temu o morderstwach, a szkoda, bo myślę, że jest on o wiele ciekawszy. Mam jednak nadzieję, że w kolejnym tomie rozwinie ten wątek - bo zakończenie wprawiło mnie w niemałe zaskoczenie i chciałabym poznać tego bohatera trochę lepiej. 

 „- Czy ty byłaś właśnie opętana? - zapytała Cookie po dłuższej chwili głosem ściszonym z podziwu. - Bo złotko, jeśli tak wygląda opętanie, to ja sprzedaję swoją duszę.''

Ujął mnie świat stworzony przez autorkę - lekko fantastyczny i realistyczny - można byłoby go uplasować tak gdzieś po środku. Po części też różnobarwni bohaterowie, którzy potrafili sobie wzajemnie dogryzać na każdym kroku, ale też i pomagać i przy okazji ożywiać całą opowieść. Jednakże wredne i złośliwe odzywki po jakimś czasie mogą się znudzić i tak było w moim przypadku - pod koniec już bardziej mnie to irytowało niż bawiło. Może tak w kontynuacji mniej jadowitego języka? Wyszłoby to wszystkim na dobre. I na koniec coś, czego nie potrafię zaliczyć ani do mankamentów, ani do atutów - z jednej strony podobało mi się to, że nie ma w tej książce aż tak dużo fantastyki, ale z drugiej trochę mi jej tutaj zabrakło. Bo okej - nieżywi ludzie, kostucha i nieznajomy - ale trochę jednak za mało.

Podsumowując. Pierwszy grób po prawej czytało mi się znakomicie, a to za sprawą dużej dawki humoru, nietuzinkowych postaci i podtrzymanego napięcia akcji. Jak to często bywa w przypadku pierwszych tomów - informacji mamy niezbyt wiele, co też zaznaczyłam wyżej. Jest kilka niewielkich minusów, ale tak czy siak, przeważają w znacznej ilości plusy. Gdybym miała komuś polecić tę książkę, byliby to z pewnością miłośnicy urban fantasy i fantastyki połączonej trochę z kryminałem.
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

Przygody Charley Davidson:
Pierwszy grób po prawej | Drugi grób po lewej | Third Grave Dead Ahead

sobota, 23 listopada 2013

Nowości i zapowiedzi {29}

NOWOŚCI

Mechaniczny anioł, Cassandra Clare
Premiera: 20 listopada 2013
MAG
Magia jest niebezpieczna, ale miłość jeszcze bardziej. Kiedy szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, żeby odnaleźć brata, celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego.
Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują porządek w tym chaosie. Porwana przez Mroczne Siostry, członkinie tajnej organizacji zwanej Klubem Pandemonium, Tessa wkrótce dowiaduje się, że sama jest Podziemną z rzadkim darem zmieniania się w inną osobę.
Co więcej, Mistrz – tajemnicza postać kierująca Klubem – nie zatrzyma się przed niczym, żeby wykorzystać jej moc. Pozbawiona przyjaciół, ścigana Tessa znajduje schronienie w londyńskim Instytucie Nocnych Łowców, którzy przyrzekają, że znajdą jej brata, jeśli ona wykorzysta swój dar, żeby im pomóc. Wkrótce Tessę zaczynają fascynować dwaj przyjaciele: James, którego krucha uroda skrywa groźny sekret, i niebieskooki Will, zniechęcający do siebie wszystkich swym sarkastycznym humorem i zmiennymi nastrojami… wszystkich oprócz Tessy. W miarę jak w trakcie swoich poszukiwań, zostają wciągnięci w intrygę, grożącą zagładą Nocnych Łowców, Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy próbują ratować świat… i że miłość potrafi być najbardziej niebezpieczną magią.

 Mechaniczny książę, Cassandra Clare
Premiera: 20 listopada 2013
MAG
W magicznym podziemnym świecie wiktoriańskiego Londynu Tessa znalazła bezpieczne schronienie u Nocnych Łowców. Jednakże bezpieczeństwo okazuje się nietrwałe, kiedy grupa podstępnych członków Clave zaczyna spiskować, żeby odsunąć jej protektorkę Charlotte od kierowania Instytutem.
Gdyby Charlotte straciła stanowisko, Tessa znalazłaby się na ulicy… jako łatwa zdobycz dla Mistrza, który chce wykorzystać jej moc do własnych celów. Z pomocą przystojnego i autodestrukcyjnego Willa oraz zakochanego w niej Jema Tessa odkrywa, że wojna Mistrza z Nocnymi Łowcami wynika z osobistych pobudek. Mistrz obwinia ich o spowodowanie tragedii, która zniszczyła mu życie. Żeby poznać tajemnice przeszłości, cała trójka odbywa podróże do mglistego Yorkshire, do rezydencji, w której kryją się nieopisane okropieństwa; do londyńskich slumsów i zaczarowanej sali balowej, gdzie Tessa odkrywa, że prawda o jej pochodzeniu jest bardziej złowieszcza, niż przypuszczała.
Kiedy troje przyjaciół spotyka mechanicznego demona, który przekazuje Willowi ostrzeżenie, uświadamiają sobie oni, że Mistrz wie o każdym ich kroku… i że ktoś ich zdradził. Tessa zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej serce bije coraz mocniej dla Jema, choć nadal dręczy ją tęsknota za Willem, mimo jego mrocznych nastrojów. Coś jednak zmienia się w Willu, kruszeje mur, który wokół siebie zbudował. Czy odnalezienie Mistrza uwolni Willa od sekretów i da Tessie odpowiedzi na pytania, kim jest i dlaczego się urodziła? Kiedy poszukiwania Mistrza i prawdy narażają przyjaciół na niebezpieczeństwo, Tessa odkrywa, że połączenie miłości i kłamstw może zdeprawować nawet najczystsze serce.

Mechaniczna księżniczka, Cassandra Clare
Premiera: 20 listopada 2013
MAG
Coraz większe niebezpieczeństwo zagraża Nocnym Łowcom, w miarę jak bestselerowa trylogia New York Timesa „Piekielne maszyny” zbliża się ku końcowi. Gdyby jedynym sposobem na uratowanie świata było zniszczenie tego, co kochacie najbardziej, zrobilibyście to? Zegar tyka. Wszyscy muszą dokonać wyboru. Namiętność. Władza. Sekrety. Czary.


 ZAPOWIEDŹ

Lek na śmierć, James Dashner
Premiera: listopad/grudzień 2013
Papierowy Księżyc
„Lek na śmierć” to długo wyczekiwany finał bestsellerowej trylogii Jamesa Dashnera „Więzień Labiryntu”. Przed tobą jeszcze więcej fałszywych tropów, przygód, niebezpieczeństw i maksymalnej dawki adrenaliny. Czy poznasz odpowiedzi na wszystkie pytania czy będziesz miał ich jeszcze więcej?
Thomas wie, że DRESZCZowi nie można ufać, ale oni twierdzą, że czas kłamstw już się skończył, że zebrali w toku Prób wszystkie dane, jakie dało się zebrać, a teraz chcą przywrócić Streferom pamięć, bo potrzebują ich pomocy w ostatecznej misji. Streferzy muszą dobrowolnie pomóc uzupełnić mapę, która pozwoli stworzyć lek na Pożogę.
DRESZCZ nie wie jednak, że stało się coś, czego żadne Próby i żadne Zmienne nie pozwoliłyby przewidzieć. Thomas przypomniał sobie dużo więcej, niż przypuszczają. I wie, że nie może wierzyć w ani jedno słowo z tego, co twierdzi DRESZCZ.
Czas kłamstw już się skończył. Ale prawda jest bardziej niebezpieczna, niż Thomas kiedykolwiek mógł sobie wyobrazić. Czy ktokolwiek przetrwa poszukiwania leku na śmierć?
 ***
Diabelskie Maszyny wreszcie w normalnych okładkach!  No i trzecia część Więźnia Labiryntu - na dniach mam w planach przeczytać drugi tom. Teraz w sumie nie ma już żadnych ciekawych zapowiedzi - w grudniu nie wychodzi chyba już nic, dlatego też to ostatni tego typu post w tym roku. :]

wtorek, 19 listopada 2013

Mroczna Bohaterka. Kolacja z wampirem - Abigail Gibbs


Tytuł oryginału: Dinner with a Vampire 01. The Dark Heroine
Seria/cykl wydawniczy: Mroczna Bohaterka 1
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 23 października 2013
„Czas ucieka, wieczność czeka.”

Mogę się założyć, że większość z Was ma już dość wampirów i całego szumu wokół nich. Mam rację? Tak też myślałam. Ale szum minął, książek o tych istotach nie powstaje już tak dużo jak jeszcze dwa lata temu. Nawet nie sądziłam, że będę mogła zatęsknić za nimi, ale tak też się stało - bo kiedy zobaczyłam, że zostanie wydana nowa powieść poświęcona im, od razu wiedziałam że muszę ją koniecznie przeczytać. A kiedy przewróciłam kilka pierwszych stron poczułam się jak w domu - wśród potworów, których głównym pożywieniem jest krew. Pewnie to głupio brzmi, ale moda na podróże w czasie, anioły i inne wymiary nigdy tak bardzo nie intrygowała mnie jak moda na wampiry.

Violet Lee znajduje się w złym miejscu w nieodpowiednim czasie, przez co jej życie ulega drastycznym zmianom. Dziewczyna spotyka grupę tajemniczych i dziwnych mężczyzn na Trafalgar Square, którzy nie pozwalają jej odejść po tym czego była świadkiem. Skutkiem tego wszystkiego trafia do wspaniałej rezydencji, gdzie będzie musiała rozpocząć nowe życie z dala od rodziny. Bogactwo, przepych, przyjęcia, bale, hierarchie - to tylko część nowych elementów, z którymi Violet będzie musiała się oswoić. A za tym co kolorowe i piękne kryje się świat niebezpieczny - jego częścią jest Kaspar Varn - wampir pochodzący z królewskiego rodu, któremu trudno jest się przeciwstawić. Dwa odległe bieguny, dwie zupełnie inne osobowości, które będą musiały stawić czoła prastarej przepowiedni...

Kolacja z wampirem to pierwsza część cyklu o Mrocznych Bohaterkach autorstwa Abigail Gibbs, która zasłynęła w internecie już w wieku piętnastu lat publikując tam tę powieść. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem - sam fakt, że udało jej się wydać tę książkę w postaci papierowej jest już dość sporym sukcesem. Kilka lat temu byłam wierną czytelniczką kilku opowiadań, które publikowały różne osoby na swoich blogach i sama wiem, że trudno im było w jakiś sposób zareklamować swoją historię. Dlatego też zobaczenie jednej z wielu opowieści, które z początku były pisane tylko jako hobby, na półkach księgarni może uświadomić, że to co robi się od serca często owocuje czymś większym.

Książka porwała mnie już praktycznie od samego początku i nie mogłam przestać jej czytać - nawet fakt, że rano powinnam wstać niewiele poskutkował. Wmawiałam sobie, że tylko jeszcze jeden rozdział i naprawdę zrobię przerwę, dokończę następnego dnia. Minął rozdział, powtarzałam to samo. Okłamywanie samej siebie kiedy czyta się tak wciągającą powieść jest chyba normalne, prawda? Mroczną bohaterkę mogłabym porównać do tabliczki czekolady - będziemy jeść dotąd, aż się skończy. A historię o Violet czytać dotąd, aż dojdziemy do podziękowań.

Jesteście zapewne ciekawi, jakie mankamenty ma ta książka. Też byłam tego ciekawa i nawet nastawiłam się, że znajdę ich dość sporo. Mam dwa. Pierwszy i najważniejszy - najpierw otwarta wrogość pomiędzy Kasparem - Violet, a później dziewczyna nie widzi poza nim całego świata. Jeszcze byłoby wszystko okej, gdyby nie to, że na początku wyklinała cały nadprzyrodzony świat i zapierała się nogami, że nigdy do niego nie dołączy. Trochę sztuczne, nie uważacie? Drugi mniej znaczący - lekko powielony schemat z innych tego typu pozycji (nastolatka, która poradzi sobie w życiu sama, jest twarda, a innych ma totalnie gdzieś). Szkoda, że Abigail nie postarała się troszkę bardziej, ale można przymknąć na to oko - zaczynała będąc piętnastolatką. 

Wracając do plusów - bo jest ich o wiele więcej niż zapewne przypuszczacie. Muszę wspomnieć (bo gdybym tego nie zrobiła, nie byłabym Cass) o wampirze, który jest następcą tronu - Kasparze. Bardzo bawiło mnie jego zachowanie na przestrzeni całej powieści - to typ sarkastycznego, aroganckiego i zmiennego bohatera, który wbrew pozorom nie jest idealny i ma naprawdę wiele wad. Można go polubić, albo znienawidzić - wybór dość trudny, aczkolwiek da się pod koniec pierwszej części coś ustalić. Bardzo polubiłam również Jesienną Różę, której poświęcono mało miejsca, niemniej jednak mam nadzieję, że w kontynuacji dowiemy się o niej czegoś więcej. Jest tutaj wiele różnobarwnych postaci, na które warto zwrócić uwagę - autorka postarała się o to, aby każda z nich odegrała mniej lub bardziej znaczącą rolę.

Jednym z najważniejszych atutów tej książki jest wątek poświęcony prastarej przepowiedni, o której początkowo nie wiemy nic, jednak z czasem dowiadujemy się coraz więcej, a napięcie rośnie... Uważam, że Abigail Gibbs wpadła na genialny pomysł, dzięki któremu historia ożywa i staje się jeszcze bardziej fascynująca. Przy okazji tego mamy szansę usłyszeć o innych wymiarach, które z pewnością zostaną nam przybliżone w następnych tomach cyklu.

Mroczna Bohaterka. Kolacja z wampirem to bardzo dobrze napisana powieść, choć chwilami lekko infantylna. Jednak nie będę zaprzeczać temu, iż czytało się ją naprawdę znakomicie i zwracanie uwagi na mankamenty jakoś niespecjalnie wchodziło w grę. Nie zawsze trzeba krytykować każdy możliwy element - ja wyłapałam dwa, a poza tym uważam, że jest to historia z dużym potencjałem, który mam nadzieję zostanie wykorzystany również w przypadku Jesiennej Róży (zapowiadanej na 2014 rok). Polecam!
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję Business & Culture.

Tutaj macie wywiad z Abigail w DDTVN - [wywiad]
I dołączam kawałek, przy którym pisałam recenzję:

poniedziałek, 18 listopada 2013

Zbuntowany książę - Celine Kiernan


Tytuł oryginału: The Rebel Prince
Seria/cykl wydawniczy: Trylogia Moorehawke 3
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 28 lutego 2012
„- Pan musi być bratem Jego Wysokości, prawda? - zapytała Maria Raziego. - Przepraszam za tę bezpośredniość, ale doprawdy nie mogę się doczekać, aż zostaniemy sobie przedstawieni. Alberon poczerwieniał. Wynter uśmiechnęła się pod nosem. Oto jak w subtelny sposób można zrugać kogoś za brak manier.

Trudno jest się rozstawać nie tylko z ludźmi, ale również z książkami - albo bardziej bohaterami, z którymi zżyliśmy się na przestrzeni kilku tomów. Starałam się zwlekać jak najdłużej z sięgnięciem po ostatnią część Trylogii Moorehawke, ale w końcu nadszedł ten moment - z jednej strony czułam podekscytowanie, a z drugiej smutek. Wiedziałam, że wystarczy parę godzin, abym dowiedziała się jak zakończy się ta fascynująca przygoda, jaką mogłam przeżyć dzięki Celine Kiernan. Nie miałam żadnych oczekiwań - po prostu starałam się wmieszać w tłum, nie krytykować wszystkiego, a bardziej obserwować, uczyć się i poznawać. A było co - nowe postacie, zmiana otoczenia, a towarzyszyło temu zwiększenie tempa akcji. Jak więc wypadł tom trzeci?

Wynter Moorehawke i Razi po latach rozłąki mają możliwość spotkać się ze swoim starym przyjacielem zabaw i bratem, a teraz następcą tronu - Alberonem. Nie wiedzą czego mogą się po nim spodziewać, ale jedno jest pewne - pod maską zbuntowanego księcia kryje się dobry i pełen miłości dorosły człowiek, który pragnie ochronić królestwo. Dla Wynter jego plany są niedorzeczne, ale w końcu zdaje sobie sprawę z tego, że dobrze przemyślane i mające szansę się ziścić. Lady Protektor będąc w pobliżu Alberona jest ograniczona dworskimi etykietami, jednak nawet one nie powstrzymują jej od śmiałego i szczerego wyrażania swych opinii. Czy Krwawa Maszyna naprawdę przyczyni się do zawarcia sojuszów? Możecie być pewni, że pytania będą się mnożyć, a czasu do uzyskania na nie odpowiedzi będzie coraz mniej!

To, co zasługuje na szczególną uwagę w tej części to bez wątpienia relacje i rozmowy pomiędzy Wynter, Razim i Alberonem, na które czekałam już od pierwszego tomu. Właściwie - nie mogłam się doczekać, kiedy zamienią ze sobą chociaż parę słów. Autorka przedstawiła je tak jak każdy miłośnik tej trylogii by tego oczekiwał - było naturalnie, czasami groźnie, ale przede wszystkim zabawnie. Dworskie etykiety, które ponownie stały się obowiązkiem dodawały tylko uroku i przypominały o tym co nieuchronne - ochronie królestwa.

Bardzo spodobało mi się to, że pisarka postanowiła nie rozdzielać plemienia Merronów z Wynter i Razim, ponieważ dzięki temu mogłam ich lepiej poznać i wyrobić sobie o nich jakieś zdanie oraz zobaczyć jak zachowują się wśród innych ludów. Muszę przyznać, że pomysł Celine Kiernan był genialny - zmiana otoczenia wpłynęła nie tylko na nich, ale również innych i bardzo często dochodziło do bardzo ciekawych sytuacji. Tak jak w przypadku poprzednich części, i tutaj autorka zastosowała język Merronów, nawiązała do ich tradycji i pokazała jak ogromne znaczenie mają dla nich pewne symbole. Wątek im poświęcony uważam za jeden z najbardziej fascynujących w całej trylogii - rzadko kiedy można przeczytać o postaciach tak odmiennych, a jednocześnie podobnych do innych. Nie zapomnijmy również o Christopherze - zabawnym, sarkastycznym, nie przejmującym się ustalonymi normami mężczyźnie, dzięki któremu powieść ożywa jeszcze bardziej.

Różnobarwni bohaterowie, piękny, a wręcz plastyczny język, podtrzymane napięcie, a co za tym idzie brak monotonii i nudy - to tylko garstka pozytywnych cech, za które można pokochać nie tylko Zbuntowanego księcia, ale również całą Trylogię Moorehawke. Ważną rolę odgrywają tutaj postacie, wierzenia, którym autorka musiała poświęcić wiele czasu, aby oddać to w tak wierny sposób. Niektórych scen nie da się wyrazić słowami, trzeba je samemu przeżyć i zobaczyć, dlaczego twórczość Celine Kiernan jest w większości polecana przez czytelników w wielu krajach. Przegapienie takiej przygody jest grzechem samym w sobie! ;)
Moja ocena 5+/6, 9/10
Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

Trylogia Moorehawke:


Zatruty tron | Królestwo cieni | Zbuntowany książę

sobota, 16 listopada 2013

7 razy dziś - Lauren Oliver


Tytuł oryginału: Before I fall
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 23 lutego 2011
„(...) uderza mnie, jak dziwni potrafią być ludzie. Widujesz ich każdego dnia - wydaje ci się, że ich znasz - a potem okazuje się, że nie znasz ich wcale.”

Mam dość spory problem. Kiedy rok temu kupiłam książkę Lauren Oliver 7 razy dziś, nie mogłam doczekać się, kiedy po nią sięgnę. Minęło kilkanaście miesięcy, zaczęłam ją czytać i zamiast się wciągnąć w historię, męczyłam ją przez kilka tygodni i zastanawiałam się, jakim cudem ta powieść stała się międzynarodowym bestsellerem. Wiecie, nadal nie wiem. I chyba się nie dowiem, ale tak czy siak bardzo się zawiodłam, a mój entuzjazm do autorki i jej twórczości stanowczo opadł. Jedynie końcówka uratowała jako tako to wszystko - ale o tym w dalszej części recenzji.

Poznajcie Sam Kingston, która jest piękną i popularną dziewczyną mającą trzy oddane jej przyjaciółki i chłopaka, którego chciałaby mieć każda jej rówieśniczka. Jej życie jest usłane różami, wydaje jej się, że może mieć wszystko, a jej złe zachowanie przejdzie niezauważone. Tak jest do czasu. Bo jeden z jej wspaniałych dni kończy się nie tak jak sobie zaplanowała... Po nocnej imprezie u jednego ze znajomych budzi się i odkrywa, że znów jest ten sam dzień - piątek 12 lutego. Dzień, który będzie musiała przeżyć jeszcze raz i jeszcze raz i...

Gdyby ktoś powiedział mi, że będę się tak męczyć przy czytaniu tej książki - nigdy nie sięgnęłabym po nią. Zaczęło się ciekawie, ale już po kilku stronach zobaczyłam, że robi się tragicznie nudno. Jeszcze nigdy w życiu aż tak bardzo nie irytowała mnie główna bohaterka - istna lalunia z dobrego domu, której można dosłownie wszystko, włączając w to wyśmiewanie się ze słabszych i niszczenie innym życia. Dodajmy do tego jej koleżanki, które były jeszcze gorsze i chłopaka - o którym nawet szkoda cokolwiek pisać. Cieszę się jednak z tego, że Sam zaczęła się zmieniać, a przy tym jej zachowanie i stosunek do całego świata - bo gdyby tak nie było, zakończyłabym przygodę z tą powieścią po 3 rozdziałach.

Muszę również przyznać, że pomysł autorki, jakim było przeżywanie siedem razy tego samego dnia niezbyt mnie przekonał. Przez to było strasznie monotonnie, zmieniały się tylko pojedyncze zdarzenia i naprawdę odechciewało się zapoznawać z kolejnymi fragmentami. Minusem będą również dialogi pomiędzy bohaterami, które są zbyt proste i infantylne, a czytanie ich źle wpływa na czytelnika. W sumie nie ma się czemu dziwić, kiedy postaciami są nastolatkowie uważający się za panów świata. Niemniej jednak Lauren Oliver mogła postarać się bardziej i oddać te wszystkie sytuacje w normalny, codzienny sposób, jednak ona je jeszcze często wyolbrzymiała, a przez to stawały się sztuczne. 

Jedynym naprawdę dużym plusem jest wątek poświęcony Kentowi, który jest nietuzinkową osobą w tej opowieści, na którą warto zwrócić uwagę. Jego obecność wpłynie w jakimś stopniu na zmianę zachowania u Sam. Dziewczyna zda sobie sprawę z tego, co utraciła w swoim życiu - bo nie tylko samą siebie, ale również rodzinę i wartości, które powinny być dla niej najważniejsze. Ostatnie rozdziały wyraźnie pokazują nam te wszystkie relacje, przemyślenia i myślę, że jest to najbardziej interesujące w całej książce.

7 razy dziś to powieść dość przeciętna - nie wyróżnia się niczym szczególnym, nie kończy się jakoś specjalnie zaskakująco, ma niezbyt ciekawych bohaterów i irytujący język. Z pewnością nie przeczytałabym tej historii drugi raz, jest wiele jeszcze innych, bardziej wartościowych lektur, żeby zawracać sobie głowę właśnie tą. Wiem, że dużo czytelników wręcz uwielbia tę pozycję, ale ja do nich z pewnością nie należę. A wybór sięgnięcia po nią - pozostawiam Wam.
Moja ocena 3/6, 4/10

„[...] jeśli przekroczysz pewną granicę i nic się nie dzieje, to granica traci znaczenie.”
^_^

niedziela, 10 listopada 2013

Zdobycze książkowe {20}

  • To, co zostało, Jodi Picoult - cudowna opowieść, którą czyta się w błyskawicznym tempie. Tak jak przystało na Jodi, jest świetnie i z całego serca polecam Wam tę pozycję. Od Prószyńskiego i S-ka.
  • Próby ognia, James Dashner - w końcu dotarła i jestem jej tak strasznie ciekawa jak mój brat, który ogółem książek nie czyta, ale pierwszą część pochłonął i chciał od razu drugą. Hm. :) Od Papierowego Księżyca.
  • Pierwszy grób po prawej, Darynda Jones - właśnie dzisiaj zaczęłam czytać i strasznie mi się podoba! Coś czuję, że będziecie musieli czytać hymn pochwalny na jej cześć :D Również od Papierowego.
  • Podwieczność, Brodi Ashton - recenzję mogliście przeczytać już dawno temu. Powieść jest baardzo romantyczna i naprawdę ciekawa. Od Papierowego.
  • Cień i kość, Leigh Bardugo - tu tak jak wyżej. Tylko dużo mniej romantycznie, więcej akcji, przelanej krwi i klimatu Rosji. Od Papierowego.
  • Hrabina, Rebecca Johns - nie da się zaprzeczyć temu, że wręcz fascynują mnie legendy o Elżbiecie Batory i to co ma na ten temat do powiedzenia historia. Zobaczymy jak będzie tu. Od Pascala.
  • Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem, Abigail Gibbs - zatęskniłam za wampirami i dostałam praktycznie to czego chciałam. Historia jest z pewnością nietypowa i nie da się od niej oderwać, tylko oczy bolą. Ale warto było. Wkrótce recenzja! Od Business & Culture. 
  • Przez bezmiar nocy, Veronica Rossi - w ostatnim stosie zapomniałam o tej pozycji i jest teraz. Trochę gorsza niż pierwsza część, ale nadal bardzo okej. ^^ Zakup własny.
Na zakończenie:
Miłej niedzieli! ;)

sobota, 9 listopada 2013

Nowości i zapowiedzi {28}

NOWOŚCI

Ziemiomorze, Ursula K. Le Guin
Premiera: 4 listopada 2013
Prószyński i S-k
Po raz pierwszy w jednym tomie!
„Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to jeden z najznakomitszych cykli literatury fantasy, porównywany z dziełami J.R.R. Tolkiena czy C.S. Lewisa. Opisuje malowniczy świat pełen wysp, smoków i tajemnic, w którym najważniejsza jest równowaga między tworzącymi go siłami. Głównym bohaterem serii jest czarnoksiężnik Ged; poszczególne części opowiadają jego losy – od najmłodszych lat i pierwszych kroków stawianych w świecie magii, aż po czasy gdy zaczęła się ona stawać niebezpiecznym narzędziem w rękach zła.
Ged, którego Ziemiomorze na zawsze zapamięta jako Krogulca, zostaje wysłany na wyspę Roke, aby tam zgłębiać czarnoksięską sztukę. Jest obdarzony niezwykłymi magicznymi zdolnościami, więc po latach nauki zostaje Arcymagiem, który będzie musiał pomóc Najwyższej Kapłance Archipelagu – Tenar – uciec z labiryntu ciemności.
Niestety, wraz z upływem lat równowaga Ziemiomorza zacznie się chwiać coraz bardziej, a prawdziwa magia i pradawne zwyczaje coraz częściej wykorzystywane będą przez mroczne siły zła i śmierci…
 Łza, Lauren Kate
Premiera: 6 listopada 2013
Galeria Książki
Początek nowej serii Lauren Kate, autorki bestsellerowych „Upadłych“, to epicka opowieść pełna zapierających dech w piersi uczuć, wstrząsających tajemnic i mrocznej magii… Świat, w którym można utracić wszystko, co się kocha.
„Nigdy, przenigdy nie płacz” – tego przed laty nauczyła Eurekę Boudreaux jej mama. Ale teraz nie żyła, za to dziewczyna na każdym kroku natyka się na Andera – wysokiego, bladego, jasnowłosego chłopca, który wydaje się wiedzieć rzeczy, jakich wiedzieć nie ma prawa, i który ostrzega Eurekę, że jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, i prawie doprowadza ją do łez.
Ander nie zna jednak najmroczniejszej tajemnicy Eureki – od kiedy jej matka zginęła w tajemniczym wypadku, dziewczyna również pragnie umrzeć. Niewiele jej w życiu pozostało, jedynie stary przyjaciel Brooks i dziwny spadek: medalion, list, tajemny kamień i starożytna księga, której nikt nie rozumie. Księga opisuje niepokojącą historię dziewczyny o złamanym sercu, której łzy zatopiły cały kontynent. Eureka wkrótce odkryje, że starożytna opowieść nie jest czystą fantazją i Ander może mówić prawdę, a w jej życiu kryją się mroczniejsze tajemnice, niż się kiedykolwiek spodziewała…
Druga szansa, Katarzyna Berenika Miszczuk
Premiera: 6 listopada 2013
Uroboros
Kolejna trzymająca w napięciu powieść Katarzyny Miszczuk. Tym razem autorka miesza ze sobą jawę i sen, a marzenia zamieniają się w koszmary, z których nie sposób się obudzić.
Młoda dziewczyna budzi się w pokoju, którego nie zna – co gorsza, nie poznaje własnego odbicia w lustrze i nie może przypomnieć sobie swojego imienia. Z czasem okazuje się, że nazywa się Julia Stefaniak, a w pożarze zginęła cała jej rodzina – jedynie Julii udało się przeżyć, choć na skutek odniesionych obrażeń straciła pamięć. I choć nazwa ośrodka powinna dodawać dziewczynie otuchy, Julia nie potrafi pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak. Jedna z pacjentek nieustannie przepowiada jej śmierć, w pokoju Julii pojawia się tajemnicza dziewczyna, a tuż przed zaśnięciem słyszy szepty. Co zrobić w sytuacji, w której nie możesz zaufać nawet sobie?
 ZAPOWIEDŹ

P.R.A.S.K. Niechętny zabójca, Eoin Colfer
Premiera: 13 listopada 2013
W.A.B.
P.R.A.S.K. to ściśle tajny program ochrony świadków: dla lepszej ochrony FBI przenosi ich… do wiktoriańskiej Anglii. Tam właśnie znajduje się teraz Riley – czternastoletni chłopiec stojący o krok od zbrodni.
Albert Garrick, przerażający czarodziej i płatny morderca w jednym,  zmusza chłopca do okrutnej próby – pierwszego w życiu zabójstwa. Po chwili obaj zostają przeniesieni w czasie, jednak w odwrotnym kierunku – wracają do czasów nam współczesnych, by poznać młodą agentkę FBI Chevie Savano i rozpocząć ekscytującą i pełną przygód podróż w czasie i przestrzeni.
Riley i Chevie będą musieli stawić czoła tajemnicom służb specjalnych, sekretom własnej przeszłości i przede wszystkim Garrickowi, aby nie tylko uratować własną skórę, ale i ocalić bieg historii przed nieodwracalnymi i katastrofalnymi w skutkach zmianami.
***
 Musze przyznać, że najbardziej czekam na Łzę Lauren Kate (a raczej moment, w którym w końcu wybiorę się do księgarni i ją kupię :D), jednej z moich ulubionych autorek - tak, tak uwielbiam cykl Upadli. :) Chciałabym zapoznać się z pozycją Ziemiomorze, a Druga szansa to książka, którą wręcz muszę mieć - ma cudną okładkę i ciekawy opis. Ostatnia propozycja wydaje się być okej, tylko wiek bohatera trochę odstrasza. A Wam coś się spodobało? :)

piątek, 8 listopada 2013

Wrzesień i październik w skrócie - podsumowanie

Dzień dobry! Pomyślałam sobie, że lepiej zrobić podsumowanie z co najmniej dwóch miesięcy i może wtedy nie będzie wcale takie nudne. Pomyślałam też, że zrobię je trochę później po tych wszystkich innych - co szczerze mówiąc bardziej mi odpowiada, bo dziś nie poszłam do szkoły i mam więcej czasu. No nic, wracając - bliżej przyjrzę się wrześniowi i październikowi, które wcale takie złe nie były. A przynajmniej ciepły i kolorowy październik, podczas którego nawet najgorsi przeciwnicy jesieni mogli ją pokochać. :) Okej, okej - a jak wypadło to wszystko u mnie pod względem czytelniczym?

WRZESIEŃ - przeczytanych książek sześć.  Tutaj pod koniec miesiąca było trochę zamieszania ze względu na to, że do mojej szkoły przyjeżdżało ponad dwustu uczniów z Izraela, a my mieliśmy z nimi warsztaty i jakieś zajęcia. :> Co do książek - większość z nich dołączyła do listy moich ulubionych (!), dlatego też szczególną uwagę zwracam Wam na pozycje takie jak:
 PAŹDZIERNIK - przeczytanych książek siedem. Na samym początku czytałam dość szybko, a później trochę odechciało mi się przez 7 razy dziś (którą skończyłam dopiero w listopadzie :/). Przypominam, że warto sięgnąć po:
W październiku wybrałam się do kina na Carrie - ogólnie rzecz biorąc film bardzo mi się podobał, ale więcej napiszę o nim wkrótce w jakiejś notce. Na blogu pojawił się konkurs, a do wygrania była powieść Szukając Alaski i na dniach będzie kolejny - tym razem zgarnąć będzie można nową pozycję Neila Gaimana!  Nie czytam dużo książek, kiedy porównam się do osób, które potrafią po dwadzieścia ileś i podziwiam je, bo pod koniec takiego miesiąca chyba nie miałabym ochoty przez następne kilka sięgać po książki. :D A jak u Was wypadły te miesiące?
Taka jesień...:)

czwartek, 7 listopada 2013

Carrie - Stephen King


Tytuł oryginału: Carrie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 8 października 2013
„Ludzie z wiekiem nie stają się lepsi, stają się tylko sprytniejsi. Kiedy jesteś starszy i mądrzejszy, to wcale nie przestajesz obrywać skrzydełek muchom, po prostu potrafisz wymyślić lepsze powody, żeby to usprawiedliwić.”

Potworem od dziecka nazywamy jakąś tajemniczą bestię, która może nas skrzywdzić. Ale dopiero z wiekiem odkrywamy, że pod tym słowem może kryć się nawet człowiek, istota wydawać by się mogło, dobra i przyjazna dla innych. Są jednak zawsze jakieś powody, które spowodowały, że ten ktoś stał się taki, a nie inny. Najgłówniejszym z nich są ludzie - to oni sprawiają, że ktoś może bez żadnych powodów wylądować na samym dole wymyślonych hierarchii. Ktoś bardzo wrażliwy może zacząć pałać żądzą zemsty do wszystkich tych, którzy przez większą część życia z niego szydzili i wytykali palcami. Oczywiście tamci nie widzą nic dziwnego w tym, co robili będąc dziećmi i tym co robią teraz, będąc na progu dorosłości. Rzadko kiedy potrafimy przyznać się do własnych błędów. A głupie posunięcie się może przybrać niespodziewany obrót spraw...

Carrie White to osamotniona licealistka, którą od pierwszego dnia w szkole wszyscy wyśmiewają, a jej matką to fanatyczka religijna, która we wszystkich czynach swej córki i całego świata widzi zło. Główna bohaterka postanawia się zbuntować i idzie na szkolny bal, który powinien być najszczęśliwszym momentem jej życia. Niestety tam pada ofiarą złośliwego żartu, a wtedy rozpętuje się piekło... Moce dziewczyny wzmacniają się w wyniku gniewu, a wszyscy, którzy ją zranili mogą być pewni, że gorzko tego pożałują.

Carrie to pierwsza powieść Stephena Kinga, z którą zapoznałam się już kilka lat temu, a w ostatnim czasie przeczytałam ją po raz drugi. To właśnie od tej pozycji zaczęła się moja przygoda z tym pisarzem i pomimo pewnych jej mankamentów, o których wspomnę w dalszej części recenzji, zawsze będę darzyła ją szczególnym sentymentem. Warto również wspomnieć o kilku ekranizacjach, jakich doczekała się ta książka, a ostatnią można obejrzeć aktualnie w kinach z Chloë Grace Moretz i Julianne Moore w rolach głównych.

Muszę przyznać, że moja kolejna styczność z tym utworem nie wywarła na mnie tak ogromnego wrażenia, jak to kilka lat temu. Jest to spowodowane tym, że doskonale wiedziałam co wydarzy się za chwilę, jak to wszystko się zakończy. Niemniej jednak przypomnienie tego dzieła, było dobrym wyborem przed wybraniem się na film. Dlaczego ta książka, pomimo tego że została wydana w 1974 roku nadal jest aktualna, czytana i żywa wśród czytelników? Myślę, że to sama zasługa Stephena Kinga, który zasłużył na tytuł mistrza grozy dzięki swojemu świetnemu warsztatowi pisarskiemu i genialnymi pomysłami fabuł - a to zaczęło się już właśnie wtedy, kiedy wydał Carrie. Carrie, która nas przeraża, wywiera wiele skrajnych emocji i niezwykle intryguje. Pisarz świetnie sobie to wymyślił - zacząć karierę pisarską od historii, w której główną postacią będzie nielubiana dziewczyna ze zdolnościami telekinetycznymi.

Największym atutem powieści jest kreacja bohaterów - barwna, wyrazista, czasami aż chwytająca za serce. Kiedy przypomnę sobie przeczytane przeze mnie książki Kinga, to dosłownie w każdej z nich postacie zapadały najbardziej w pamięć. Czy to te bardziej realistyczne, czy też te mniej - o każdej teraz mogłabym powiedzieć kilka zdań. Tak też jest i tutaj. Po Carrie White można było bez trudu zobaczyć wypisany na twarzy ból, jaki nosiła w sobie od wielu lat, ale nie dało się jej rozpracować i do końca zrozumieć. A jej matka była jeszcze bardziej tajemnicza od niej, chociaż wydawać by się mogło, że bardziej się nie da. No cóż - jak widać, jest inaczej. Bo pani White jako fanatyczka religijna wzbudzała we mnie dosłownie co chwilę obrzydzenie, przerażenie i strach. Wydaje mi się, że nie łatwo było stworzyć taką postać, która swoim zachowaniem odzwierciedlała najgorsze strony człowieka, a przy tym była tak bardzo zacofana i ślepo wierząca we własne słowa. Pozostali odegrali mniej znaczące role, ale autor postarał się o to, abyśmy o nich nie zapomnieli i umieli odtworzyć nawet kilka miesięcy później co takiego zrobili.

Wspomniałam wyżej o pewnych mankamentach. Uwierzycie? Teraz, kiedy znam kilka książek Kinga mogę je bez wahania wypisać, choć są tylko dwa. Z racji tej, że to pierwsza jego powieść nie trzeba spodziewać się wielkiego arcydzieła i wiadomo, że mogą wystąpić pewne zgrzyty. Ja zwróciłam uwagę na chwilami występujące sztuczne dialogi pomiędzy bohaterami, które w ogóle do mnie nie docierały i wydawały się być tylko po to, aby zapełnić miejsce. Jeśli o miejscu mowa, to Carrie jest dla mnie za krótka (tak, tak wiem, że dzieje się to wszystko w krótkim czasie itd.) i właśnie przez to wszystkie wydarzenia końcowe mijały za szybko, a później to wszystko zlało się w jedno, a w głowie pozostał mętlik.

Wiele osób może zastanawiać się od jakiej książki powinno zacząć czytać twórczość Stephena i tak naprawdę można od każdej, aby go polubić, ale myślę, że to właśnie Carrie będzie jednym z lepszych wyborów. Ma w sobie wszystko to, za co ceni się literaturę grozy - pełną napięcia fabułę, wyrazistych bohaterów, którzy potrafią nieźle namieszać i nas przerazić, wywołuje niepokój, strach i dość często szokuje. Uważam, że naprawdę warto zwrócić uwagę na ten utwór i przekonać się na własnej skórze, dlaczego Carrie jest pozycją nadal aktualną.
Moja ocena 5/6, 8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Zwiastun filmu - Carrie: