środa, 9 stycznia 2013

Zbrodnia i kojot - Kevin Hearne


Tytuł oryginału: Tricked
Seria/cykl wydawniczy: Kroniki Żelaznego Druida tom IV
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: październik 2012
Książka dostępna tutaj: .klik.
,,- Taki ze mnie geolog, jak z pana Benally'ego dobroczynny przedsiębiorca - mruknąłem''

Kroniki Żelaznego Druida słyną z tego, że większość osób po przeczytaniu pisze o tym, że są ta książki, które przede wszystkim bawią i są dobrze napisane. Kevin Hearne stworzył świat całkiem odmienny od tych, które możemy spotykać w tego typu literaturze i co najważniejsze - nie ma tu zakazanej miłości, cukrowych i głupich nastolatek. Należę do grona osób, które uwielbiają pióro tego autora i zawsze z niecierpliwością czekają na nowe tomy, aby ponownie spotkać się z najstarszym i ostatnim druidem, jego cudownym psem i masą niezwykłych problemów. Jednak, patrząc z perspektywy czasu, muszę stwierdzić, że nowe części są coraz gorsze.. Na początek jednak przyjrzyjmy się z bliska samej fabule.

Atticus O'Sullivan po wyprawie do Asgardu nie może powrócić do swojego spokojnego życia, bo jest to już niemożliwe, przez to co zrobił w krainie bogów. Zniszczył kilku z najważniejszych, a Odyna doprowadził do tego, że stał się warzywem. W wyniku tego za druidem wyruszają w pościg bogowie piorunów, a jedyną osobą która może mu pomóc jest Kojot - indiański bóg oszustów. Wszystko zaczyna się od śmierci bohatera - tej upozorowanej - i to właśnie przez to Atticus musi srogo zapłacić, z czego na początku (oczywiście) nie zdaje sobie sprawy. Dlatego przychodzi mu walczyć ze skórokształtnymi, których nawet on nie jest w stanie zabić, czy robić rzeczy, których normalny człowiek nawet nie byłby sobie w stanie wyobrazić. Kiedy druid nie spodziewał się już niczego gorszego, nagle nadchodzi zdrada z nieoczekiwanej strony. Kto taki byłby w stanie zrobić coś tak potwornego Atticusowi? Przekonajcie się sami!

Zbrodnia i kojot już od samego początku napawała mnie obawami, ponieważ przypuszczałam, że może nie wypaść tak dobrze, jak chociażby część pierwsza czy druga. Po opisie możemy spodziewać się kolejnej niebezpiecznej przygody ze świetnymi bohaterami i licznymi powiązaniami z mitologią. Otóż tych powiązań niestety było mało, a był to jeden z lepszych atutów tej serii. Naprawdę oczekiwałam, że boginie będą pojawiać się częściej w najmniej oczekiwanych momentach i dzięki temu dowiem się o nich czegoś nowego, bądź też poznam nowych bogów. Ich frekwencję można wyliczyć na palcach jednej ręki, jest ich tyle co nic. Autor odszedł od wierzeń europejskich i skupił się na indiańskich, aczkolwiek według mnie, nie wypadło to dość korzystnie, bo pomimo chęci wprowadzenia czegoś nowego, wyszło to dość sztucznie. Dodatkowo miałam wrażenie, że autor nie napisał wszystkiego o nowym rodzaju magii i indiańskich wierzeniach, co trochę utrudniało lekturę.

Humor to coś na co czekałam po przeczytaniu wcześniejszych części, przy których śmiałam się praktycznie co chwilę. Już w III tomie nie bawiły mnie one tak jakbym chciała, a tutaj co prawda wypisałam kilkanaście stron, na których można przeczytać coś śmiesznego, ale nie jest to to samo. Atticus sprawia wrażenie zmęczonego nieustannym docinaniem wszystkim, a Oberon stał się mniej głupkowaty. To sprawiło, że sarkastyczne żarty nie ruszały mnie, a  jeśli nawet to powodowały zwykłe uśmiechnięcie się i nic poza tym. Język i styl autora nadal są na dość wysokim poziomie, chociaż miałabym pewne zastrzeżenia co do niektórych wypowiedzi, które miały bawić, a powodowały niesmak. Pomimo tego Hearne nadrabia wpleceniem w historię różnych historii głównego bohatera sprzed kilkuset laty, dzięki czemu mamy możliwość przyjrzeć się jego postaci, jak się zmieniał (czy w ogóle się zmieniał). Według mnie jest to dobre rozwiązanie i mam nadzieję, że w kontynuacji też coś takiego się pojawi. Kolejnym plusem jest szybko mknąca akcja powieści, a to sprawia że nie sposób się nudzić. Praktycznie co chwilę pojawia się ktoś nowy,  z niczego niespodziewanie robią się olbrzymie problemy, samochód ląduje na dachu, a ryś zamienia się ni z tego ni z owego w wielkich rozmiarów ptaka.

Postaci dorośleją i nieustannie się zmieniają - jak chociażby Oberon (pies, który potrafi rozmawiać w myślach), który zadaje dość mądre pytania i tym samym bardzo często wprawia Atticusa w niemałe zaskoczenie. Nasz kochany druid ze względu na wiele wydarzeń, które rozegrały się wcześniej, został zmuszony po raz kolejny do walki z kimś i pokazał że potrafi walczyć naprawdę róznymi sposobami i nie jest mu do tego potrzebny Fragarach. Granuaile (dziewczyna ucząca się na druida) staje się coraz bardziej wyrazista, dowiadujemy się o niej coraz więcej i dzięki temu można ją bez problemu polubić i mieć do niej pełne zaufanie. Można nawet stwierdzić, że idealnie pasuje do swojego nauczyciela, bo nie tylko on potrafi rzucić kąśliwe uwagi Jezusowi. Kojot - bóg oszustów - ukazuje nam się w pełnej krasie, przez całą powieść możemy go obserwować i na zakończenie stwierdzić, że nie nazywa się tak przez pomyłkę... W czwartym tomie pojawia się dużo nowych postaci, co jest w jakimś stopniu plusem, ale zabrakło mi tych starych, którzy wpłynęli w jakiś sposób na losy Atticusa.

Zbrodnia i kojot to kontynuacja dość dobra, ale spodziewałam się naprawdę czegoś więcej i chciałam, aby autor powrócił do tego jak tworzył historię w pierwszym tomie, który był bezapelacyjnie najlepszy. Według mnie, warto zapoznać się z tą serią, ponieważ bawi jak mało która, a poza tym naprawdę można spędzić miło i przyjemnie czas z ponad 2000 - letnim Atticusem! Czwarty tom może Was trochę zawieźć, jednak ja nie tracę nadziei i mam nadzieję, że Kevin Hearne w kolejnej części udowodni, że cykl nie musi stawać się gorszy i mniej ciekawy. Na koniec wystawiam ocenę dobrą i serdecznie polecam.
Moja ocena 4/6, 6/10
Za książkę dziękuję serdecznie wydawnictwu REBIS.!

Kroniki Żelaznego Druida:

niedziela, 6 stycznia 2013

Mężczyzna, którego nie chciała pokochać - Federico Moccia


Tytuł oryginału:  L'uomo che non voleva amare
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: październik 2012
Książka dostępna tutaj: .klik.

,,Tancredi ruszył w jej kierunku. Podszedł bardzo blisko. Stanął milimetr od niej. Nic nie powiedział. Dochodził ich tylko szum morza i zapach otaczającej przyrody. W końcu wyszeptał jej do ucha: - Miałem nadzieję, że włożysz właśnie tę.''

Federico Moccia to pisarz z pewnością przez Was dobrze znany, albo chociaż kojarzony z pięknymi historiami i filmami, które powstały na podstawie jego książek. Już od dawna chciałam zapoznać się z jego twórczością, zacząć od tych najbardziej znanych pozycji, ale przygodę z nim zaczęłam od tej najnowszej - Mężczyźny, którego nie chciała pokochać. Podobno literaturze bardziej dorosłej i znacznie odbiegającej chociażby od Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie. Czy autor mnie czymś zaskoczył i sprawił, że powieść przeczytałam w błyskawicznym tempie? O tym w dalszej części recenzji, ale na początek zdradzę tylko, że dawno nikt mnie tak nie zaskoczył zakończeniem!

Sofia jest utalentowaną i uznaną na całym świecie pianistką, a muzyka to jej największa miłość - robi to z pasją od dziecka. Jest związana z Andreą, który zapowiada się na dobrego architekta. Są szczęśliwi, ale wszystko się zmienia, kiedy mężczyzna ulega poważnemu wypadkowi. Wtedy Sofia składa ślub przed Bogiem, że jeśli jej Andrea przeżyje, ona porzuci grę na fortepianie na zawsze.. Operacja kończy się sukcesem, ale życie ich nie będzie już takie proste jak kiedyś.. Drugi główny bohater jest bogaty i przystojny - ma wszystko co chce - domy, samoloty, samochody na całym świecie i własną wyspę. Nienawidzi szczęścia i robi wszystko, aby je komuś zniszczyć. Jest zimny, cyniczny. Ale pewnego dnia podczas joggingu chowa się przed deszczem w kościele i tam zauważa po raz pierwszy Sofię. Pierwszy raz od dawna stracił nad sobą kontrolę urzeczony piękną kobietą. Zaprasza ją na kawę, ale Sofia odmawia wbrew sobie. On układa nowy plan i pewny jest, że w końcu uda mu się ją zdobyć..

,,Spacerowali blisko siebie jak zwykła para, a jednak nie dotyczyły ich żadne reguły, nie liczył się czas, byli wolni od zdrady, kłamstwa, rozczarowania. Zdawało się, że tworzą idealną parę, choć z oczywistych względów daleko im było do ideału.''

Kiedy sięgnęłam po Mężczyznę, którego nie chciała pokochać, na początku gubiłam się w postaciach i nie wiedziałam chwilowo o kogo chodzi w danym fragmencie, albo zapominałam kim ten ktoś jest. Nie wiem czy jest to spowodowane tym, że autor faktycznie już we wstępie rzucił nas na głęboką wodę z tymi wszystkimi bohaterami, czy tylko ja miałam z tym taki problem. Niemniej jednak później to nie miało miejsca. Moccia z każdą kolejną stroną zwiększa napięcie i sprawia, że czytelnikowi jest coraz trudniej odłożyć książkę na bok. A już w środku jest to wręcz niemożliwe. Fabuła rozwija się w zawrotnym tempie i kiedy już myślimy, że nic ciekawszego nie może się stać, jesteśmy w ogromnym błędzie! Pisarz nieustannie czymś zaskakuje, chociaż nie mówię, że nie było kilka przewidywalnych momentów. Były, ale naprawdę niewiele.

Federico pisze prostym i zarazem poetyckim językiem, co według mnie jest idealnym rozwiązaniem, kiedy przedstawia się w formie opisów grę Sofii i jej wyćwiczone ręce - to sprawia, że samemu ma się ochotę siąść przed fortepianem i coś zagrać. Stworzył też barwnych i wyrazistych bohaterów, których losy chwytają za serce i z niecierpliwością czekamy na to co wydarzy się w ich życiu w przyszłości. Postaci ewoluują, za przykład można podać chociażby Tancrediego - na początku wyrachowanego i zimnego faceta, a pod koniec - czarującego, ciepłego, który potrafi rozkochać w sobie wszystkich wokół. Sofia na początku wiernie trzymająca się sztywnych zasad, później jest całkowicie inną kobietą, która zaskoczy Was wiele razy.

Podsumowując, uważam że Mężczyzna, którego nie chciała pokochać to powieść obok której nie mogą przejść obojętnie fani pisarza, jak i osoby, które uwielbiają romantyczne historie z odrobiną czegoś świeżego i pikantnego. Ponadto zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, bo nie sądziłam że autor może coś takiego zrobić! Dosłownie, miałam ochotę powyrywać mu włosy, za to że nie zakończył tego po mojej myśli. Jednak to oznacza, że naprawdę potrafi zaintrygować czytelnika i udowodnić, że pisać potrafi i to nawet całkiem dobrze. Zachęcam gorąco do sięgnięcia po tę książkę, ponieważ uważam że naprawdę warto zapoznać się w twórczością tego autora. Ja z pewnością przeczytam jego inne pozycje. Polecam!
Moja ocena 5/6, 8/10
Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Muza!